piątek, 5 stycznia 2024

Przeprowadzka, now with pictures!

Mieszkamy już całkiem komfortowo w nowym domu, ale po rozkręcaniu mebli i pakowaniu kartonów przyszedł czas na skręcanie oraz rozpakowywanie. Nie mam więc niestety zbyt wielu okazji do blogowej aktywności, ale i tak chcę udokumentować ten czas - tym razem nawet z kilkoma zdjęciami!

  • Po pierwsze: nie pamiętam chyba bycia tak zmęczonym, a miałem w życiu epizody fizycznej pracy zarobkowej czy dosłownego kopania rowów. To całkiem przyjemne wyczerpanie (robię na swoim!), ale intensywnie się kumuluje; praktycznie każdego dnia poświęcam kilka godzin na sprawy związane z przeprowadzką, i to już po standardowym dniu w szkole. Pozytywny efekt: skończyły się problemy z usypianiem, chrapię błogo niemal zaraz po dotknięciu głową poduszki!
  • W waszym ulubionym segmencie WHERE CAT HOW CAT SHOW CAT...
    Oto i on - świeżo po wyjściu z transportera w nowym domu!
    ...kot zaaklimatyzował się już właściwie całkowicie; znajduje sobie coraz to nowe miejsca do spania i relaksu, z rosnącą śmiałością łazi po schodach, ogląda z nami seriale na kanapie (poza komiksami - this is also a kaiju house, więc z przyjemnością oglądamy aktualnie Monarch) i przychodzi nawet przywitać się z gośćmi. Generalnie pełni również rolę samobieżnego mobilnego mopa i tarza się w największym brudzie... a potem wskakuje nam wieczorem na kołdrę. Ale jak tu mu odmówić?
  • Na przestrzeni dwóch tygodni zbliżyliśmy się do cywilizacyjnego poziomu sprzed przeprowadzki! Nie musimy zmywać naczyń w łazienkowej umywalce; mamy już bieżącą wodę w kuchni, ze zlewem, zmywarką i w ogóle. Skończyło się jeżdżenie do starego mieszkania, by zrobić/rozwiesić/zebrać pranie - dotarły nowa pralka i suszarka! Z tą drugą było trochę bojów, gdyż brakowało instrukcji dezaktywacji sklepowego trybu demo, ale żona rozpracowała i tę zagadkę. Zamontowaliśmy też rączki przy szufladach w kuchni, co nie brzmi pewnie jak coś szczególnego, ale komfort wzrósł o dwa poziomy.
  • Everybody gangsta until noszenie komiksów. Transport książek to zmora przeprowadzek, a komiksy są jeszcze bardziej kłopotliwe! Podczas świątecznego spotkania z rodziną moim niespodziewanym party trick było wręczenie gościom dwóch tomów The New Mutants i obserwowanie, jak sześć i pół kilo z zaskoczenia przygina im rączki do ziemi - a to tylko dwa omnibusy! Dla porównania: zważyłem stojącą dwie półki niżej Mahabharatę (twarda oprawa, 850 stron) - raptem kilo czterysta. Może to i największy epos świata, jak chce okładka... ale czy najcięższy? Kolega R. zaproponował pomoc w noszeniu, więc trochę jeszcze dla niego zostawiłem, ale generalnie najbardziej backbreaking work mam już za sobą.

    Jedna półka już pełna!
  • Stare mieszkanie zostało do końca opróżnione z mebli! Większość poszła na pierwszy ogień i trafiła na pakę wypożyczonego dostawczaka, ale i tak niemal codziennie jeździłem potem z gratami o niższym priorytecie: drukarka, rowerek treningowy, kosz na pranie, deska do prasowania... Wszystko to bardziej nieporęczne i nieforemne, niż ciężkie, ale i tak z przyjemnością mogę ogłosić zakończenie tego etapu.
  • Koledzy wieszczyli, że podczas przeprowadzki odnajdę na pewno ZAPOMNIANE SKARBY. Nie znalazłem jeszcze dewiz za boazerią, ale faktycznie - przeżyłem kilka zaskoczeń! Wśród bardziej nietypowych dóbr wygrzebanych z dna szafy znalazły się:
    • introligatorsko oprawiona kolekcja czasopisma Perspektywy z lat 1970-1972, która zainteresowała nawet żonę ("czemu ja nigdy wcześniej tego nie widziałam!");
    • zbiór magazynów o grach komputerowych Secret Service z lat 1994-2000; niepełny i dziurawy, ale i tak wspaniały dokument ówczesnego gamingu - od Secret of Monkey Island 2 aż po Unreal Tournament!
    • gotowe do rozegrania draftu pudło boosterów do karcianki Magic: the Gathering, a konkretnie do komediowej edycji Unstable z 2017;
    • nierozpakowany egzemplarz doskonałej gry Calico - kupiliśmy po zalaniu kilku żetonów pierwszego... ale żetony wyschły bardzo ładnie i żadna krzywda im się nie stała, więc zostaliśmy z kopią zapasową;
    • E-papieros firmy SMOK, model Mag - bardzo fantasy themed! Zakazany elektroszlug wypadł lata temu jednemu z moich uczniów i trafił w ręce szkolnej higienistki, która z kolei przekazała go mi. Uczeń postanowił wieść zdrowe życie i nie chciał go z powrotem, a jego rodzice - tym bardziej ("oj, proszę pana, ile my takich już mamy!"); i tak właśnie zostałem z tym szlugiem, którego z sentymentu nie potrafię wyrzucić. Może zawiozę go na class reunion po latach?
  • Zaskoczyła mnie też listwa antyprzepięciowa przy roboczym komputerze - nie samą swoją obecnością, ale wiekiem. Behold:

    Kontrola jakości: listopad 1999, nadal zero awarii! PANIE KIEDYŚ TO BYŁO, KIEDYŚ TO ROBILI LISTWY

  • Przez jedną noc nie mieliśmy prądu, ale to nie kwestia nowego budynku - wiecie doskonale, jaka była pogoda; przez wiatr i opady odcięło zasilanie w całym miasteczku (i tak się nam upiekło, bo koleżanki na wioskach nie miały prądu kilka dni). Była więc okazja, by napalić w obecnej jeszcze budowlanej kozie i spędzić wieczór frontier-style! Podziwiajcie rozgrzany do czerwoności komin:

    "Mnie przeraża", napisał kolega R., "not man enough for koza".
  • I, na sam koniec - osiągnęliśmy przede wszystkim nasz główny ustalony cel, czyli spędziliśmy święta w nowym domu: z ubraną choinką, rozwieszonymi światełkami, drinkami w dłoni oraz serialem Hawkeye na ekranie. Hej, nie patrzcie na mnie; to żona była główną inicjatorką obejrzenia go ponownie!

Mógłbym pewnie jeszcze pisać i pisać, ale czas już oderwać się od komputera! Mam nadzieję, że i wam święta minęły dobrze. Do pełnego powrotu do blogowania potrzebuję pewnie jeszcze chwili, ale wierzę szczerze, że jesteśmy już na trajektorii wznoszącej - nie tylko w kwestiach pisania, ale życiowych ogółem. Oby, oby!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz