piątek, 5 grudnia 2025

Krzyżacy: The Knights of the Cross

Wielu powie, że żyjemy w czasach smutnych: pandemie, wojny, kryzysy. Tym bardziej nie należy więc tracić z oczu okazjonalnych rzeczy wesołych; jak na przykład tego, że chińskie studio Olive Panda wydało w 2023 grę będącą... adaptacją Krzyżaków Henryka Sienkiewicza. A o jakim gatunku myślicie, kiedy macie przed oczami przygody Zbyszka z Bogdańca? Tak jest, to oczywiście karciany deckbuilder w stylu Slay the Spire - a ponieważ trzeba to dzieło jakoś sprzedać, całość jest hojnie doprawiona roznegliżowanymi paniami w stylu anime, tak jak z pewnością (gdyby nie konwenanse epoki) chciałby sam noblista.

I'm really, really into deckbuilders and not that much into anime girls. Czy Krzyżacy: The Knights of the Cross oferują więc coś sensownego?    

No dobra, jedno oferują z miejsca i bezdyskusyjnie spełniają obietnicę: z różnych powodów chichrałem się dosłownie co pięć minut, jeśli nie częściej. 

No bo jak tu się nie chichrać, kiedy królowa Jadwiga oraz król Jagiełło wyglądają tak:

Kolega V., doktor historii zresztą, zapytany o precyzję sportretowania królowej Jadwigi zareagował wyłącznie tajemniczym uśmiechem. Zachowajcie więc swoje sekrety, historycy!

Centrala mechanika to absolutnie najmniej pozbawiona polotu zrzynka ze Slay the Spire, jaką jesteście w stanie sobie wyobrazić. Zagrywamy czerwone karty ataku, niebieskie karty magii oraz zielone karty wsparcia/obrony; okazjonalnie trafi się też tajemniczo nazwana żółta karta PROPS (która spokojnie mogłaby mechanicznie należeć do zielonego typu, więc to żadna mechaniczna nowość). Nasz ludzik - Zbyszko, konkretnie - stoi po lewicy; od prawicy ruszają zaś ku niemu wrogowie, jak na przykład tytułowi Krzyżacy... ale też byki, bobry, czy klauni. Jesteśmy w końcu w Polsce.   

Gotowi do butowania jakiegoś biedaka w heroicznym stylu "dwóch na jednego" Zbyszko i Maćko; albo właściwie Macko, jak chce gra, chociaż generalnie polskie diakrytyki występują z podziwu godną solidnością.

Miejmy z głowy główny zarzut: projekty poszczególnych kart są kompletnie nieciekawe. Podstawowy atak to Strike zadający 5 punktów obrażeń; spodziewajcie się niesamowitych zaiste innowacji w rodzaju ataków nakładających statusy (Slash: 8 damage, 2 bleed; Poison Dagger: 5 damage, 4 poison), kart atakujących wszystkich wrogów naraz (Death Scythe: 10 damage to all enemies) czy kilkukrotnych uderzeń w rodzaju Double Strike (3 damage dwa razy) czy Triple Strike (2 damage 3 razy, ale w losowego przeciwnika). Wszystko to niby ma sens - obszarówki na starcia z licznymi mniejszymi wrogami, karty uderzające po kilka razy, jeśli mamy pozytywne statusy w rodzaju Strength, bonusu do każdej instancji obrażeń - ale widziałem już niemal identyczne rzeczy w tylu deckbuilderach, że kompletnie brakuje tu jakiejkolwiek mechanicznej tożsamości.

"Funkcjonalne" to niestety najlepsze, co można powiedzieć o efektach kart.

Sprawę pogarsza to, że wiele statusów nakładanych na przeciwników działa identycznie. Co robi bleed? Na koniec tury przeciwnik otrzymuje obrażenia równe liczbie jego punktów, a następnie siła statusu zostaje zredukowana o połowę. Co robi posion? Na koniec tury przeciwnik otrzymuje obrażenia równe liczbie jego punktów, a następnie siła statusu zostaje zredukowana o połowę. Po co więc dwa osobne słowa kluczowe? Jeśli ktoś pragnie rozmaitości, Krzyżacy oferują na przykład intrygujący efekt burn: na początek tury przeciwnik otrzymuje obrażenia równe liczbie jego punktów, a następnie siła statusu zostaje zredukowana o połowę. Naprawdę, nie koloryzuję; this is how bog-standard, mind-numbingly boring this stuff is.

Po walce wybieramy jedną z trzech kart do dodania do talii; okazjonalnie możemy te karty ulepszać do silniejszych wersji; poza kartami kolekcjonujemy relikty dające stałe premie i modyfikatory - sprawdzona formuła, ale wszystko to było, wszystko to znane i oklepane.

Od tego miejsca mogę jednak śmiało przejść do pochwał. Kreatywność zaoszczędzona na projektach kart poszła wyraźnie w system towarzyszy, a właściwie w ogromnej większości towarzyszek - nasz relatywnie nudny chłop Zbyszko otacza się eskadrą wojowniczek, czarodziejek, łuczniczek, korsarek i muszkieterek.   

Szalę zwycięstwa pod Grunwaldem przechyliły biuściaste muszkieterki w lakierowanych szpilkach, kabaretkach i kowbojskich kapeluszach - nie pozwólcie, by lobby "historyków" wmówiło wam cokolwiek innego.

Ten system jest uczciwie świetny - zamiast pojedynczej postaci kontrolujemy zespół składający się ze Zbyszka (zagrywającego karty) oraz dowodzonych panien. Każda z nich posiada trzy zdolności aktywowane przez sam fakt zagrania określonej liczby oraz typów kart: jeśli, przykładowo, Zbyszko zagra choć jedną czerwoną kartę ataku - Delucie strzeli z muszkietu i zada 8 obrażeń najsłabszemu wrogowi; jeśli Zbyszko ułoży pokera z czterech kart ataku oraz jednej magicznej - Delucie aktywuje swój Last Stand i wypali jakiemuś biedakowi czterdziestką piątką (demedżu) prosto w czoło.

Bałtyckie szmaragdowe fale, palmy i wiosłowe galery stanowią tło dla kolejnych zmagań z Krzyżakami! Zbyszkowi w heroicznej misji towarzyszy cesarz Kommodus w złotej zbroi, muszkieterka Delucie oraz kuszniczka w bieliźnie.

Jak widzicie, dobrałem akurat wszystkie trzy postacie tak, by spełniały bardzo podobne karciane warunki - to ta oczywista ścieżka, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by mieszać i kombinować (postacie dominująco czerwone/lekko niebieskie to te mocno ofensywne; uzdrowicielka potrzebowałaby kart zielonych, zaś niektóre postacie o najmocniejszych unikalnych efektach - również najrzadszych, żółtych). Układając talię warto więc myśleć o towarzyszach i vice versa; teoretycznie można co prawda przejść grę na jednej konfiguracji, ale będzie to zwyczajnie nudne - postacie awansują, wzmacniając zdolności, i szybko osiągają maksymalny poziom doświadczenia. W pełni rozwiniętego pokemona warto więc wysłać na ławkę rezerwowych, by wytrenować kolejnego i dysponować w rezultacie zróżnicowaną, gotową na każde wyzwanie ekipą. A więc tak, jest to klon Slay the Spire... ale także swego rodzaju monster trainer.     

Cesarz Kommodus tak naprawdę nazywa się Modima i jest postacią klasy A - w rosnącej klasyfikacji C/B/A/S. 

Tak jest - sama gra mówi nam, że postacie dzielą się na silniejsze i słabsze! Krzyżacy czerpią też z gier gacha, gdzie losowo otwieramy pakiety - ale tutaj na proces otwierania nie trzeba wydawać prawdziwych pieniędzy; od czasu do czasu Zbyszko może udać się w obozie do wydekoltowanej rekruterki i dołączyć do drużyny jedną z trzech dostępnych akurat postaci. Postacie prestiżowej klasy S są oczywiście najdroższe, a ich karciane wymagania - najbardziej złożone.  

Pamiętacie tę panią z Krzyżaków? Jest czarodziejką ognia i nazywa się Darth (to nią, przeczytawszy dzieła noblisty, inspirował się później niejaki George Lucas).

Tzw. ultimate attacks każdej postaci mają małą animację, składającą się głównie z migających efektów oraz falującego biustu. Znów się nabijam, ale cały system towarzyszy oraz aktywowanych zdolności to naprawdę super rzecz: pomysłowa, dokładająca warstwy strategicznej niekoniecznie obecnej w samych efektach kart oraz pozwalająca zachować trochę pożądanej stałości (jak to się mówi w analizie gier, consistency). Dobieranie kart to z definicji loteria; postacie - nie, więc stanowią solidny fundament strategii.

Podczas mojej pierwszej gry zebrałem nieco ponad połowę pokemonów, więc aż chce się pograć w tryb New Game + i poszukać pozostałych! Tak, Władysław Jagiełło - rzadki pokemon prestiżowy - również jest możliwy do zrekrutowania.

Moje doświadczenie z Krzyżakami to dosyć klarowna krzywa z dolinką w środku. Najpierw byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, że gra autentycznie reprezentuje sobą coś więcej niż parodystycznego Sienkiewicza w wersji anime; mechanika towarzyszy jest naprawdę super, a wcale nie tak często wpadam w deckbuilderach na mechaniczne innowacje. Później przyszedł czas na zjazd entuzjazmu wywołany nieciekawymi projektami kart; kiedy jednak przeskoczyłem ten wybój i doceniłem, ile mamy pozostałych atrakcji - zbieranie oraz trenowanie postaci, the silly gacha mechanic - nikt naprawdę nie musiał zaciągać mnie wołami do New Game+.

Muszę wygrać w imię wszystkich Polaków!

Dopiero tutaj robi się prawdziwie interesująco: mamy już dużo odblokowanych postaci oraz umiejętności Zbyszka, ale - dla równowagi - przeciwnicy stają się silniejsi, a po przegranych walkach nasze postacie umierają na stałe: trzeba więc w końcu poważnie rozważyć ochronę, leczenie oraz manipulację statusami, a nie lecieć stale nawałnicą atak-atak-atak. Pomiędzy misjami fabularnymi pojawiają się też losowe zadania poboczne, które - poza dosyć komicznymi winietkami fabularnymi - oferują za każdym razem nieco inne nagrody, w tym kilka ścieżek fabularnych pozwalających na odblokowanie kolejnych postaci (a odblokowane postacie mają własne ciągi misji budujących nieco ich charakter - więc trochę tego jest).

Draw your sword and fight for Poland!

By jednak przesadnie nie słodzić - strona techniczna to kompletna amatorka. Elementy interfejsu ładują się powolutku, każdy z osobna... i zdarza się okazjonalnie, że któryś się nie załaduje - wtedy lipa, restart (autosave na szczęście działa sprawnie). Fonty są zwyczajnie brzydkie i zdarza się, że nie pasują do okienek. Jeden raz - w menu cofania postaci z rezerwy - widziałem nieprzetłumaczony ekran pełen chińskich symboli, ale na szczęście symbole strzałek na guzikach są klarowne; wielokrotnie wpadałem za to na... tekst upstrzony fragmentami kodu:  

<sprite=0>

Nie da się też pominąć kwestii tłumaczenia! Technicznie jest to angielski, ale spotkany w lesie polski bard powie na przykład: be careful, abnormalities are often the sentinels of danger, and carelessness can be the harbingers of death! Najdziksze wygibasy zarezerwowane są dla misji pobocznych, do których być może nigdy nie dotarło oko korekty, ale nie będę złośliwy: ten chinglisz przypominał mi nostalgicznie stare czasy konsol oraz tłumaczeń robionych marginalnym sumptem (lub w ogóle amatorsko). All your base are belong to us; językowe niezgrabności potęgowały dla mnie komizm całości.

Jurand to jest gość, ma piracką opaskę na oku, tresowanego orła jak Peacemaker i w ogóle. Mam nadzieję, że nic złego mu się nie stanie! 

Gdy wspominam o nostalgii, naprawdę jest coś na rzeczy - i to więcej niż pikselowe spirte'y postaci. Krzyżacy to produkcja wybitnie niszowa i towarzyszy jej przez to pewien nimb tajemnicy. Jak zebrać wszystkie karty, jakie są warunki odblokowania postaci? Zajrzałem na steamowe forum i w miejsce standardowego przewodnika znalazłem tylko spekulacje: nie wiem, zgaduję że to albo tamto, ja odblokowałem chyba tę postać nakładając ileś punktów trucizny. W erze dostępnych z miejsca przewodników, gdy gry mają własne rozbudowane wikie jeszcze czasem przed wydaniem - fajnie jest pograć coś w tak opornego w zdradzaniu swoich tajemnic.

DANUSIA FAVORABILITY INCREASED

Zanim zapytacie - tak, można rywalizować o względy Danusi oraz Jagienki! Co do tajemnic, do tej pory nie mam pojęcia, na co wpływają te favorability points; od Jagienki dostałem jednak w pewnym momencie nakładającą status stun kartę nazywającą się - oczywiście - Nuts Cracking, od słynnego wyczynu powieściowej bohaterki. Ktoś tam naprawdę przeczytał tych Krzyżaków! Tak, znowu się nabijam, ale po raz kolejny niech będzie to utemperowane autentyczną pochwałą: unikalne karty otrzymywane od postaci z drużyny (zwykle po zaliczeniu kilku ich osobistych misji) to miła nagroda i przyjemny tematyczny motywator.

Na drodze Zbyszka stanie nawet sam Ezio Auditore!

Gdzie więc zawędruje Zbyszko z Bogdańca na naszej komputerowej liście przebojów?

Gra technicznie tak niedoskonała, że aż budzi autentyczną nostalgię retro? Toż to Lake, i z tego poziomu wystartujmy! Będzie to rzecz jasna lot ku niższym partiom listy, ale Krzyżaków naprawdę da się lubić. Sam koncept jest tak cudownie zuchwały; klasyk polskiej literatury przerobiony na hybrydę karcianki/monster trainera! Choć wyczuwalny jest brak projektanckiego doświadczenia (to pierwsza oraz póki co jedyna produkcja studia Olive Panda) i szkoda, że nie zatrudnili kogoś doświadczonego do projektowania kart - to jednak są tu autentycznie nowatorskie pomysły (system towarzyszy!), co samo w sobie zasługuje na pochwałę.

Dochodzi jeszcze cała kwestia wszechobecnych biuściastych towarzyszek Zbyszka, ale - uczciwie mówiąc - są one bardziej zabawne niż sexy, szczególnie w tym historyczno-kulturowym kontekście (swoją drogą: wielokrotnie doceniałem jakieś uczciwie fajne detale: tu pikselową Pogoń na herbie, tam wzmiankę o Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku). Jeśli komuś jednak nie w smak dość pneumatycznie obdarzone dziewczęta, developerzy mają na to odpowiedź: cały darmowy dodatek zawierający bardziej stonowane portrety dopasowane do zachodnich realiów.      

Podmianka nie rozciąga się jednak na sprite'y - śmieszny pikselowy Zbyszko nadal takim pozostanie.

Nie ma też niestety animacji ultimate attacks dla zachodnich portretów, więc po ich sprawdzeniu dość szybko wróciłem do tych domyślnych - ale sympatycznie, że w ogóle pomyślano o takiej opcji.

Będę dla Krzyżaków łaskawy i powiem, że to raptem oczko w dół względem Lake - a więc nasz nowy numer 44! Tak, to wyżej niż Spiritfarer (gra ładna, ale płyciutka), Inscryption (nastrojowa i oryginalna... przez pierwsze 25%) czy Vampire Survivors (ledwie gra). Nie mówię tego nikomu na przekór; naprawdę uważam, że przy całym swoim (nie zawsze zamierzonym) komizmie oraz technicznej koślawości Krzyżacy ostatecznie mają więcej do zaoferowania. Jak za promocyjne 20 złotych - warto już dla samych śmiechów z Sienkiewicza; jeśli zaś macie ochotę na bogatą w zawartość oraz mechanicznie fantastyczną grę deckbuildingową za te same pieniądze - sięgnijcie po komórkę i poszukajcie gry Dawncaster!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz