poniedziałek, 15 czerwca 2026

Muzyczne Poniedziałki: leć, hipopotamie!

Dziwny to rok, i wiele rzeczy dziwnych dookoła... zaś jedną z nich jest bez dwóch zdań pogoda. Połowa czerwca, przesilenie za progiem, a ja już od tygodni - z palcem na spuście - czekam, czekam i czekam z doroczną Star of the County Down; moim ukochanym standardem, którym świętuję nadejście lata. Liczę na to, że aura oraz rzeczywistość zadadzą mi kłam, lecz obawiam się deszczowych wakacji; a jeśli będzie właśnie mokro i dziwnie, niech (w końcu!) wybrzmi dziś jedna z dziwniejszych interpretacji Star. Przed wami Béla Fleck & The Flecktones z albumem Flight of the Cosmic Hippo!

Kolejne UFO na okładce; znaki, znaki, znaki. 

Jazzowo, nietypowo, interesująco! I owszem, był to rok 1991, wątki ufologiczne są więc nieodzowne: poza samym kosmicznym hipopotamem w kosmosie znajdują się też Flying Saucer Dudes. A żeby było ciekawiej, tytułowy utwór albumu doczekał się bardzo szybko (ponownie 1991!) wykorzystania w serialu Northern Exposure, po kaszubsku Przystanek Alaska. Tak więc... ukłony dla hipopotama, i ukłony dla osób pamiętających Przystanek; skłamałbym mówiąc, że nic czuję się trochę jak Chris Stevens bredząc co poniedziałek o kolejnej wyciągniętej z archiwów piosence. 

...wiem. To nie wybuchowa, radosna Star of the County Down na którą pewnie liczyłyście i liczyliście. Nic nam jednak nie ucieknie, niech dzisiejsza będzie dziwna... a po porcję energii zapraszam do wcześniejszych. To w końcu jedyny utwór z własną kategorią na blogu!

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Muzyczne Poniedziałki: narracja sekwencyjna!

Tytuł Hell Dance With Me sugerowałby może jakieś szatańskie klimaty, ale zespół Cappuccino to czystej wody kanadyjskie disco/funk z wczesnych lat '80. No dobra, o tyle, o ile; artyści są włoskiego pochodzenia, działali ponoć głównie w Hiszpanii, ale winyl zawierający Hell Dance With Me został wydany w Kanadzie, tamże był grany, pozostaję więc przy opinii - kanadyjskie. Choćby dla samej novelty value umieszczenia w Muzycznych Poniedziałkach kanadyjskiego disco!

Ale, poważnie już mówiąc, italo disco jest drogie mojemu sercu, a tutaj wyraźnie czuć genealogiczne pokrewieństwo. 

No i - oczywiście - za klasyfikacją w okolicach italo przemawia też fakt, że na okładce dumnie prezentują się imiona Flaviano, Dino, Pietro czy Danilo. Wspomniana okładka zawiera zresztą, jak powiedziałbym z komiksowej perspektywy, a cute bit of visual sequential storytelling

Domyślam się, że w filiżance podawane było herbowe cappuccino zespołu, lecz brak plamy na podłodze sugeruje, że zostało na spokojnie dopite (podobnie zresztą jak alkohol w kieliszku). Chyba nie była to więc scena piekielnie spontaniczna, choć może i tym lepiej - co nagle, to po diable. Wybaczcie te puns, ale...

...Hell Dance With Me, rok 1980!

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Muzyczne Poniedziałki: szczytne intencje!

Czy to pierwszy Muzyczny Poniedziałek będący zarazem Dniem Dziecka? Całkiem możliwe! Zacząłem więc myśleć o utworach z Children w tytule, i cóż, daleko szukać w pamięci nie musiałem. Przypomnijmy dziś sobie... Children, jeden z największych hitów muzyki dream trance lat '90 - i to w pełnej, siedmiominutowej wersji! 

O anegdotce związanej z Children sam dowiedziałem się relatywnie niedawno: refleksyjny, wyciszający styl był celowym zabiegiem kompozytora, który chciał stworzyć coś tonującego oraz uspokajającego na koniec włoskich rave'ów. Imprezy taneczne lat '90 były tak intensywne, że uczestnicy masowo doprowadzali do wypadków podczas powrotów do domów; zjawisko to kosztowało życie około 2000 osób i doczekało się potocznej nazwy strage del sabato sera, czyli - jak podaje wikipedia - Saturday night slaughter. Dream trance miał stanowić próbę odpowiedzi na ten problem; dać moment na aklimatyzację, na przejście od używek i szybkich klubowych rytmów z powrotem do rzeczywistości.

Grało świetnie w 1995, gra świetnie trzydzieści lat później!

poniedziałek, 25 maja 2026

Muzyczne Poniedziałki: tajemniczo!

The guys are damn ghosts, głosi komentarz w jednym z wątków poświęconych zespołowi, i na to faktycznie wygląda: jedynym źródłem informacji o tym zespole, które udało mi się odnaleźć, jest krótka notka na Spotify. W skład duetu wchodzi dwójka Szwedów, Johan Svensson oraz Sebastian Forslund, którzy muzycznie współpracują ponoć już od lat szkolnych. W tym projekcie realizują a softer timbre and hopeful scores that build progressively; moim zdaniem tak właśnie jest, a za dowód niech posłuży utwór Distant Dream:

Powerful doesn’t have to mean loud, kończy się notka o zespole. Wiem, że powiedzieć o czyimś artystycznym dorobku "doskonała muzyka tła" to wątpliwej klasy komplement, ale podkreślę: jednak przede wszystkim komplement; tego właśnie potrzebuję po zaskakująco trudnej w tym roku sesji maturalnej. Oby już teraz wszystko szło tylko ku lepszemu!

poniedziałek, 18 maja 2026

Muzyczne Poniedziałki: ...but those were yesterday's mistakes and today's mistakes have changed!

Kolejną ciekawostką wyciągniętą z wiadra cedeków jest brytyjska grupa Terrorvision, pięknie określona przez magazyn Smash Hits jako Clown Princes of Britrock. Ten zaczerpnięty od komiksowego Jokera tytuł nie dziwi mnie nic a nic; ich trzeci krążek, Regular Urban Survivors, stanowi przykładowo ścieżkę dźwiękową do nieistniejącego filmu akcji klasy B.

Clown Princes musieli bawić się nieźle, bo chociaż poziom albumu jest nierówny (a wielu kawałkom przydałoby się jeszcze trochę inżynierii dźwięku), to jedno powiedzmy sobie szczerze: po to właśnie kupuje się gitarę i zakłada zespół, by odpalić takie intro jak w kawałku Junior:     

I want to live my life, not survive my existence and feel like I got the lot! Poprzedni kawałek - ponieważ były to lata '90 - opowiada zaś o kosmitach ("The aliens are coming, wait for me, I'm coming along"), trudno więc, bym nie poczuł do Terrorvision sympatii. Co ja tu zresztą będę opowiadał, każdy możliwy kawałeczek albumu - od samego krążka, przez książeczkę, aż po detale opakowania - napchany jest żartami aż pod korek: od fotosów z fikcyjnego filmu aż po takie cuda: 

"Suitable only for persons with a CD player. Not to be supplied to any person of a nervous disposition".

Distribution or exhibition of this soundtrack may result in civil liability, criminal prosecution or a fat lip. Tak jest, w żadne pozwy nie będziemy się bawić!

poniedziałek, 11 maja 2026

Muzyczne Poniedziałki: without him Caesar would have stood alone!

Co to, Anglisto, zapytacie, palisz blogowe pojawienie się wielkiego zespołu Depeche Mode na piosenkę aktualnie graną w radiu, a do tego cover? A i owszem! Lepiej tak, niż wcale - okoliczność jest świetna, a Depeche Mode ma w końcu tak onieśmielająco bogatą historię, że spędziłbym pewnie lata na decydowaniu, czy zamieścić utwór X czy Y (oraz dlaczego). Skoro więc okazja nasuwa się sama - oto Universal Soldier

Lubię kopać w historii coverów, a ten był dla mnie sporym zaskoczeniem - ta antywojenna piosenka (to nie pierwszy raz, kiedy w trakcie matur mam antywojenne sentymenty, analizujcie to jak chcecie) została nagrana w 1963 przez zespół The Highwaymen (...ale nie tych od country), zaś do szerszej publiczności przebiła się w 1965 za sprawą szkockiego artysty folkowego Donovana. Mamy więc do czynienia z naprawdę dostojnym klasykiem z antywojennych, barwnych lat '60 - który, współcześnie zaaranżowany przez Depeche Mode w elektroniczno-rytmicznej wersji, budzi u mnie dziwne wrażenie obcowania naraz z futurystyczną science-fiction oraz syntezatorami w starym stylu.

Cóż powiedzieć? Retrofuturyzm w pigułce, x-menowskie Days of Future Past. Brzmieniowe skojarzenia mogą też splatać się z filmem Van Damme'a z 1992, który też nie jest wcale pierwszą produkcją firmującą się jako Universal Soldier - jeszcze bliższy pod kątem inspiracji był brytyjski film z 1971.

A do tego - czy, kiedy zawsze łatwo mówić o odpowiedzialności "polityków" oraz "rządów", nie jest to wartościowe przesłanie? Jak pisał sam autor, it’s about individual responsibility for war and how the old feudal thinking kills us all.

Dobre przesłanie, bogata historia, ciekawa aranżacja; tak, wszyscy i wszystkie mamy własny ulubiony kawałek Depeche Mode, ale Universal Soldier pasuje doskonale do naszych poniedziałkowych spotkań!

poniedziałek, 4 maja 2026

Muzyczne Poniedziałki: estranha rosa!

Ostatnio było o twórcy z ufologiczną reputacją, dziś więc... może nie to samo, ale kontynuujmy osobliwe wątki! Przed nami amerykański artysta Devendra Banhart - a właściwie Devendra Obi Banhart, za którego drugim imieniem stoi rzecz jasna sam Obi-Wan Kenobi (a dziś dzień Gwiezdnych Wojen; nie ma przypadków, są tylko znaki). Freak folk, psychedelic folk, New Weird Americana, rodzima wikipedia używająca słowa "bard"; gitara jak z aszramu, hippisowska poezja - a do tego UFO na okładce, więc zarezerwujcie sobie pięć minut... i odlatujemy.   

Recenzja z Pitchfork była odrobinę krytyczna, przyznając tym razem nieco racji osobom sceptycznym wobec bardzo długich albumów artysty: 

"...a bloated, lethargic feel permeates the record. Banhart has too much skill and creativity not to hit on something good when given 16 chances to do so. But in the context of the album, even the best pieces sag, bathed in a blurry haze that bleeds over from other songs."

Może. Możliwe. Ale tego właśnie blurry haze potrzebuję jako medytacyjnego masażu na początek okresu maturalnego, a Rosa to wspaniały kawałek do wieczornego zapętlenia.