piątek, 21 czerwca 2024

Recenzja planszówki: Boop

Z planszówkami jest jak z jedzeniem: po daniu głównym miło jest nacieszyć się jeszcze deserem. Rolę taką pełnią dla nas najczęściej logiczne abstrakty; wspominałem już na blogu o tytułach takich, jak Seikatsu czy GIPF. Dziś przynoszę wam kolejną grę z tego gatunku - Boop!

A właściwie boop. kocie przepychanki, gdyż w taki nietypowy sposób (małą literą oraz z kropką) tytuł ten jest zapisywany!

Zapytacie być może - Anglisto, znowu planszówka o kotach? Zapoznajmy się więc z tłem historycznym! Otóż w roku 2020 projektant Scott Brady wypuścił na rynek grę logiczną Gekitai (co po japońsku oznacza "odpychanie"). Postawił na skojarzenia z elegancją klasycznego go - obłe kamienie, pocięta prostopadłymi liniami plansza, tytuł w kanji...  

...i w rezultacie Gekitai nie zainteresował się niestety pies z kulawą nogą; widziałem może ze dwie recenzje i tyle.

Co tu kryć, logiczny abstrakt w stylu go to naprawdę anty-zachęta do postawienia gry na półce, a tym bardziej ściągnięcia jej z tejże półki na stół - osoby zainteresowane podobnymi klimatami sięgną najpewniej właśnie po sprawdzone go, obawiając się (często słusznie) rozwodnionej "wariacji na temat", a one-gimmick game.

Aż przypomniało mi się środowiskowe rozbawienie grą "The Queen's Gambit". "Ech, gdyby tylko szachy były prawdziwe!" - tęsknie wzdychali wtedy gracze ("ech, gdyby tylko narkotyki naprawdę istniały!" - wzdychali w odpowiedzi inni)

Scott Brady poszedł więc po rozum do głowy i po dwóch latach wydał Gekitai ponownie, tym razem pod egidą wydawnictwa Smirk & Dagger. Tam musieli się już znać na marketingu, bo suche jak pieprz kamienie na planszy zastąpiono... uroczymi kotkami zmagającymi się o miejsce na puchowej kołderce. And, lo and behold, nagle tytuł został zauważony - zdobywając nie tylko serca graczy, ale i nagrodę Mensa Select za rok 2023. Tak właśnie sprzedaje się gry!   

Koty - klucz do sukcesu!

W przypadku Boop jak na dłoni widać wydawniczy zamysł: mechanicznie jest super... ale jeśli ma się to sprzedać, to musimy pójść na całość z komponentami! Jak w wiele abstraktów, również i w ten można bezproblemowo grać na kartce wyrwanej z zeszytu w kratkę przy pomocy dziesięcio- i dwudziestogroszówek; ale czy nie przyjemniej robić to malowanymi drewnianymi kotkami na autentycznej materiałowej kołderce?

Kołderkę układamy na odwróconym denkiem do góry pudełku; na ściankach są nawet kołdrowe nadruki!

Anglojęzyczne hasło marketingowe to a game for two clever cats - w jaki sposób możemy więc pokazać swoją cleverness, i gdzie w tym wszystkim początkowy koncept gekitai - "odpychania"? Zasady można wytłumaczyć raz-dwa!  

Szary gracz zaczyna, umieszczając kotka na dowolnym polu kołderki...

...gracz pomarańczowy decyduje się umieścić swojego kotka tuż obok...

...i w tym momencie dochodzi do tytułowego "boop" - szary kotek zostaje odepchnięty o jedno pole!

Szary gracz nie pozostaje dłużny: kolejny kotek wskakuje na łóżko i boopuje pomarańczowego kolegę, odpychając również i jego!

I tak dalej, i tak dalej! Boopowaniem (instrukcja zachęca zresztą, by przy każdym boopnięciu mówić na głos "boop", co zdecydowanie polecam) rządzą trzy zasady: po pierwsze, kotek wyboopowany z krawędzi łóżka spada z niego (o nie!) i wraca do puli gracza; po drugie, kotki zapierają się o siebie: jeśli pole, na które kotek miałby się przesunąć jest zajęte, ruch zostaje zablokowany.

Po trzecie? O tym za chwilę! Boopowanie może odbywać się w ośmiu kierunkach oraz dotyczy wszystkich kotków dookoła, niezależnie od koloru; jeśli szary kotek wskoczy na łóżko obok innego szarego kotka, ten wcześniej obecny zostanie przesunięty.

Celem całego tego boopowania jest ułożenie trzech kotków w rzędzie:

Lecz pamiętajmy: nie jest to jednak banał w rodzaju gry w kółko i krzyżyk lub Connect 4, gdyż kotki wzajemnie się odpychają!

Musimy więc albo dążyć do sytuacji, w której nasze kotki się zapierają, albo liczyć na utworzenie linii w wyniku przesuwania zwierzaków już obecnych na planszy. To trudniejsze, niż się wydaje, a do tego zabawnie nieintuicyjne; wiele gier abstrakcyjnych zachęca do budowania przewagi obszarowej, która w Boop jest wyjątkowo niestała. Jeden kotek wskakujący na środek łóżka może porozpychać się tak, że zdemoluje wszystkie plany... często obu graczy, jeśli ruch nie był do końca zanalizowany!

Gdy uda się ułożyć trzy kotki w linii, wersja uproszczona gry - sugerowana dzieciom oraz osobom początkującym - już się kończy. Jeśli czujecie się jednak na siłach, to Boop dla dorosłych dopiero się rozkręca; do akcji wchodzą bowiem...    

...grube koty! To już mocne wrażenia, solidne 18+.

Małe kotki tworzące linię odkłada się na stałe do pudełka; zastępują je figurki dorosłych kotów o potężniejszych gabarytach. To ich tyczy się ostatnia z zasad boopowania: duży kot nie może zostać przesunięty przez małego kociaka. Cała reszta pozostaje bez zmian - duży kot może być częścią kolejnych linii i pomagać w awansie mniejszych, chociaż sam nie może już awansować dalej.

Nie ma ultra-grubych kotów!

Gra kończy się, gdy komukolwiek uda się ułożyć trójkę z grubych kotów...

...tak jak tutaj: właśnie dołożony gruby kot po lewej nie odrzucił kolegi z prawej, gdyż ten drugi zapierał się o trzeciego. Powinno za to dojść do boopnięcia pomarańczowego kotka po skosie - ale to już koniec gry!

Boop to gra stałego napięcia: napięcia pomiędzy mechaniką odpychania a celem łączenia; napięcia wynikającego z nieuniknionych błędów. Nie ma tu elementu losowości ani ukrytych informacji, ale - szczególnie na początku, gdy w głowie mamy jeszcze przyzwyczajenia z innych gier - pozornie chaotyczny ruch kotków będzie was czasem zaskakiwał! Podczas partii z żoną byłem nieraz cały zadowolony, że rozbiłem jej układaną linię... po czym słyszałem OK, ale boopujesz też swojego kotka tutaj - i cały misterny plan szedł do kuwety. Błędy są na tyle częste, że pojawia się pokusa wycofywania ruchów, ale sugeruję jednak honorowo się od tego powstrzymać; po pierwsze, odtwarzanie sytuacji przed boopnięciem bywa uciążliwe; po drugie, gra jest dzięki temu zwyczajnie zabawniejsza. Partia zamyka się często w kilkunastu minutach, po żenującym zagraniu można więc zawsze rozegrać szybki rewanż!

Nie dajcie się więc zwieść słodko-kotkowej oprawie: Boop to dopracowany, technicznie ciekawy abstrakt o solidnym rodowodzie. Z kolejnymi partiami odkrywaliśmy z żoną coraz więcej subtelności: pojawiło się celowe ograniczanie awansu własnych kotków (aby nadal dysponować pionkami o różnych właściwościach; większy zwykle jest lepszy, ale nie zawsze!) czy powściągliwe powstrzymywanie się przed satysfakcjonującym zrzucaniem z łóżka kotków przeciwnika (gdyż kot uwiązany na słabej pozycji jest mniej groźny, niż gdyby był wolny w zapasie i mógł znów wskoczyć na łóżko). To napięta układanka, system pełen zmiennych, nowa logiczna zagadka w każdej turze - krótko mówiąc: wszystko, czego oczekuję od dobrego abstraktu.     

Pochwalę też pudełko - proste, funkcjonalne i na tyle kompaktowe, na ile pozwala rozmiar materiałowej kołderki!

Boop to nie tylko świetna gra, lecz również case study wagi tematu oraz oprawy. Znane z Gekitai suche żeton odpycha żeton wywołuje raczej ziewanie; kotek wskakuje na łóżko, a inne odbijają się dalej budzi zaś przy tłumaczeniu zauroczone aaaw! oraz ułatwia intuicyjne zrozumienie konceptu. Żeton zostaje wypchnięty z planszy - nuda, buchalteria, księgowość; kotek spada z łóżka - emocje, oburzenie, chęć rewanżu! Gry korzystają na opowiadaniu historii, nawet jeśli historia ta to "koty skaczą po materacu"; szczególnie w przypadku abstrakcyjnych gier logicznych zmienia to percepcję tytułu, dokłada do wymagającego intelektualnie pojedynku równoważący element playfulness. Zaufajcie instrukcji, która sugeruje przy okazji ruchu robić "boop" czy "miau" - to przyprawa, dzięki której ten planszówkowy deser was nie zamuli!

Za sprawą nietypowej planszy oraz pokaźnych, drewnianych komponentów Boop jest też grą bardzo przenośną: bez problemu nadaje się do rozłożenia na podłodze czy na łóżku. I chociaż nie jest to najtańsza zabawa (kosztuje obecnie około stówy), to po prostu świetny projekt, który na naszym stole spędził już łącznie więcej czasu, niż niejedna droższa gra. Cieszy zresztą, że Boop doczekał się polskiego wydania! Po ogłoszeniu zeszłorocznych wyników Mensa Select chciałem się z nią zapoznać, ale trochę szkoda było mi zamawiać taki drobiazg z zagranicy. Ale teraz, kiedy drobiazg ten dostępny jest na polskim rynku?

Zróbcie sobie tę przyjemność and go boop somebody!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz