Czas na planszówkowe podsumowanie mijającego roku (poprzednie znajdziecie pod tym tagiem)! Jak zwykle, do Sylwestra jeszcze pewnie trochę pogramy, ale chodzi i tak o ogólne tendencje, nie matematyczne dzielenie włosa na czworo.
| Jak zwykle - wszystkie dane wyciągnąłem z aplikacji Board Game Stats, którą gorąco polecam! |
Nasza kolekcja powiększyła się w tym roku o 16 pozycji, z których 4 nie trafiły jeszcze na stół. Czy uda się nagryźć tę czwórkę jeszcze przed powrotem do pracy? Oby! Co do częstotliwości grania...
![]() |
| Ponownie - klasyczny rozkład nauczycielski! |
![]() |
| ...o tyle liczba partii w szerszym gronie znacznie wzrosła! |
W zeszłym roku we dwójkę rozegraliśmy 92% naszych gier, za pozostałe 8% odpowiadały zaś zabawy w szerszym gronie. Opisałem to wtedy z satysfakcją jako wzrost - tym razem zaś udział gier wieloosobowych podskoczył z 8% do 19%! Jak zobaczycie - będzie to wyraźnie odbite na tegorocznej liście. Ponownie napiszę też z przekonaniem to, co piszę co roku: żona dzieląca hobby to skarb 💖, ale dołożę tym razem nowe addendum: znajomi również 💖
![]() |
| Dokładnie połowa naszych gier została rozegrana w weekendy - zero zaskoczeń! |
Czas już na danie główne: oto doroczna lista dwunastu tytułów, w które graliśmy najczęściej... oraz nasze statystyki wygranych! Przypomnę, że jest ułożona pod kątem liczby rozegranych partii, z natury premiuje więc tytuły o krótszym czasie gry.
1. DC Deck Building: in another shocking turn of events, ulubiona gra deckbuildingowa moja i żony po raz kolejny zdobywa szczyt listy! Udało się nawet pomimo tego, że celowo zrobiliśmy sobie przerwę w oczekiwaniu na nowego kickstartera - wiedząc, że gdy nowe pudła dotrą pod drzwi, wskoczymy z pewnością w system ze zdwojoną intensywnością. Tak też właśnie było! Najnowsze pudło bazowe to Arkham Asylum, duchowa kontynuacja starszego Forever Evil: wracają żetony punktów zwycięstwa oraz granie z perspektywy łotrów, nowości to zaś mechaniki Bribe oraz Hostages; o wszystkim z pewnością opowiem w osobnej recenzji.
Jak zwykle, świetnym punktem wejścia do całego systemu są też małe pudła Confrontations: wysoce tematyczne gry dwuosobowe. W tym roku premierę kinowego Supermana uczczono wypuszczeniem pudła Superman vs Lex Luthor, które nadal ogrywamy z zapałem; szczerze polecam, szczególnie że podjęto w nim kilka decyzji wybitnie z myślą o wprowadzeniu nowych graczy!
Kto prowadzi? Żona, oczywiście, z wynikiem 57% wygranych partii
2. Unmatched: kolejny stały punkt corocznego podsumowania, tym razem bardzo wysoko! W poprzednie Święta zdecydowałem się bowiem obdarować kolegę Sz. - miłośnika zarówno fighting games, jak i japońskich klimatów - pakietem Sun's Orgin, w którym siły mierzyli wybitny strateg Oda Nobunaga oraz niezłomna wojowniczka Tomoe Gozen. Zażarło jak złoto, i w rezultacie partie Unmatched były rozgrywane nie tylko w domowych pieleszach, ale nawet w barze przy piwku; kolega dla poszerzenia puli postaci wzbogacił się już o pudła wiedźmińskie, ja zaś zdecydowałem się nadrobić szekspirowskie Slings and Arrows.
Nie planowałem też kupować więcej pudeł marvelowskich po Teen Spirit (jak mógłbym odpuścić Squirrel Girl?), ale wiecie - tu promocja, tam wyprzedaż, a do tego perspektywa niedostępności po zakończeniu licencyjnej współpracy firm; skusiłem się więc na Hell's Kitchen (Elektra, Daredevil, Bullseye, czyli właściwie Frank Miller w pudle) oraz For King and Country (Black Widow, Bucky, Black Panther). Jak zwykle, Unmatched nie ma złych rozszerzeń: to ostatnie kupiłem wyłącznie pod wpływem mocnej obniżki, ale autentycznie zaskoczyło mnie, jak dobrze bawię się jako pozornie koncepcyjnie prosty Bucky (ot, chłop z karabinem, nawet sidekicka nie ma) oraz jak sprawnie działa system misji Black Widow.
Kto prowadzi? Graliśmy w tym roku w tylu składach i konfiguracjach (pojedynki, trzyosobowe free for all, drużynowe 2 vs 2), że trudno ze statystyk wyciągnąć coś mądrego. Poza najważniejszym - bawiliśmy się przednio!
3. Endeavor: Deep Sea: tegoroczna Kennerspiel des Jahres to sequel starszej planszówki osadzonej w kolonialnej erze wielkich żaglowców; tym razem jest nowocześnie i proekologicznie, ponieważ dbamy o dobrostan podwodnych ekosystemów. Od strony mechanicznej jest to elegancki, ciasny projekt, wcale nie aż tak zaporowo złożony jak sugerowałoby spore pudło oraz liczne komponenty! To gra oparta o scenariusze (odmienne ułożenia startowe oraz warunki punktacji), ale - podkreślę - nie kampanijna czy legacy; podkreślę również, że pomimo pozornie odprężającej tematyki (oceany, ochrona przyrody, dostojnie migrujące żółwie czy meduzy) nie jest to bynajmniej wyluzowana piaskownica; każda akcja ma znaczenie, nierzadko jeden błąd potrafi zapchać cały mechaniczny silniczek i okulawić nas na resztę rozgrywki. Pochwalę też bardzo dobre polskie wydanie wydawnictwa Czacha Games!
Kto prowadzi? Było blisko, ale 53% zwycięstw po mojej stronie!
4. Ostoja / Harmonies: jak pisałem w recenzji, Ostoja to jeden z tych bezpiecznych crowd pleasers; intuicyjne reguły, śliczne grafiki na kartach, urocza table presence z graczami budującymi własne ekosystemy z kolorowych drewnianych elementów, dobre skalowanie niezależnie od liczny graczy (to w końcu, wyłączając opcję podebrania komuś pożądanego zestawu żetonów, równoległy pasjans). Czy wywróci wasze planszówkowe życie do góry nogami? Wątpię, ale czwarte miejsce na liście najczęściej granych tytułów tego roku to chyba wystarczający dowód sukcesu tego projektu. Jeśli szukacie dla kogoś prezentu - go for it.
Kto prowadzi? Kolejna gra, w którą grywaliśmy w różnych składach - nie będę więc podawał statystyk!
5. Nowa Ziemia / Rebirth: kolejny doskonały projekt doktora Reinera Knizii! Rebirth - od niedawna dostępna po polsku jako Nowa Ziemia - to właściwie idealna lekka/średnia gra euro, przemyślana z matematyczną precyzją oraz (co zdradzają kolejne partie) pełna intrygujących długofalowych decyzji. Plansza podstawowa, Szkocja, to lekkie wprowadzenie nadające się bezproblemowo do ogrania z rodziną (sprawdzone); zaawansowana Irlandia to już z kolei pełnoprawne mózgożerne wyzwanie, w którym każdy ruch przeciwnika będzie rujnował wasze przemyślane plany. Jak mocno jestem w stanie polecić Rebirth? Ano tak, że sam kupiłem dwa kolejne egzemplarze jako prezenty świąteczne!
Kto prowadzi? Tutaj statystyki są zamotane jak rzadko: graliśmy we dwójkę, w trójkę, w czwórkę - i to w różnych składach. Grając we dwójkę mieliśmy elegancki, czysty pojedynek; partie czteroosobowe są zaś atrakcyjne dzięki przytłaczającej liczbie zmiennych oraz możliwości potencjalnego uszczknięcia dla siebie czegoś w chaosie relatywnie małym kosztem. Polecam!
6. Rummikub: coroczna lista byłaby niepełna bez odgrzania jakiegoś klasyka - w tym roku to stary, dobry Rummikub! Podobnie jak z Unmatched, był to prezent wręczony na poprzednie Święta... i przy rodzinnym stole okazało się, że nadal ma w sobie sporo wigoru (zainstalujcie sobie tylko oficjalną aplikację z timerem rund, żeby zachować dobre tempo zabawy i wprowadzić ten zabawny moment paniki, kiedy pika ostrzeżenie o kończącym się czasie). Niedługo potem dokupiliśmy własny domowy egzemplarz (w wersji na 6 osób - polecam!) i zaczęliśmy gościć partnerkę kolegi Sz., która zdradziła się jako weteranka-miłośniczka Rummikuba (co potwierdziła klepiąc nas bez litości).
Kto prowadzi? Kolejny tytuł, w który graliśmy w tylu składach osobowych, że tradycyjna statystyka nie ma tu sensu. Czyżby wątek przewodni tego roku?
7. Na dnie morza / Finspan: kolejna gra z serii zapoczątkowanej przez hitowe Na skrzydłach / Wingspan! Przyjęcie w planszówkowym światku było raczej umiarkowane, ale moim zdaniem nieuczciwie: to projekt bardziej wycyzelowany, z ograniczoną względem oryginału liczbą komponentów, ale zapewniający chyba wręcz więcej decyzyjności oraz kontroli nad planami. Głównym feler Na dnie morza - niewypowiedziany wprost w wielu recenzjach - to fakt, że gra nie ukazała się w roku 2019 i że od tego czasu wszyscy zdążyliśmy się już nagrać w Wingspan. Jeśli jednak ktoś lubi podwodne klimaty - polecam; jeśli w waszej kolekcji nie było do tej pory Wingspan - polecam w dwójnasób!
Kto prowadzi? Graliśmy tylko we dwójkę, w końcu mamy więc miarodajne statystyki! To ja mogę być miłośnikiem podwodnych klimatów, ale 75% zwycięstw jest po stronie żony.
8. Wędrujące wieże / Die wandelnden Türme: doskonała niemiecka imprezówka, którą wprowadzam zwykle na stół słowami: a co, gdyby z gry w trzy kubki zrobić autentyczną planszówkę? Do tego bowiem zabawa generalnie się sprowadza: po okrągłym torze wędrują figurki czarodziejów oraz kartonowe wieże pełniące role kubków; czarodzieje mogą stawać na wieżach, ale przesuwające się wieże mogą też nakryć lub transportować czarodziejów. Wieże mogą do tego być stawiane jedna na drugiej, tworząc wielopiętrowe konstrukcje w uwięzionymi gdzieś w środku czarodziejami. Poszedłeś podczas partii zrobić sobie drinka i na moment straciłeś z oczu pole gry? Zapomnij; wszyscy twoi czarodzieje są już poukrywani licho wie gdzie. Co najlepsze, przeciwnicy pewnie wcale nie zrobili tego złośliwie; oni sami siedzą przy planszy, śledzą każdy ruch i ich czarodzieje są poukrywani licho wie gdzie. Patrzcie, tu jest mój czarodziej! O, a jednak nie, sorry. Worek śmiechu i kolejny crowd pleaser ze świetną obecnością na stole; do tego w pełni niezależna językowo, a niemiecką wersję można upolować już za niecałą stówkę.
Kto prowadzi? Kolejna gra, do której siadaliśmy w tylu składach i konfiguracjach, że statystyki są bez znaczenia! Od dwóch do sześciu osób, najwięcej rumieńców oczywiście przy imprezowym stole z towarzyszącymi drinkami.
9. Halo wieża / Sky Team: laureatka Spiel des Jahres roku 2024; cóż dodawać! Halo wieża to dwuosobowa (wyłącznie!) kooperacja, w której jako para pilotów przygotowujemy się do lądowania: trzeba zredukować prędkość lotu, zrównać się ze sztucznym horyzontem, wysunąć podwozie, upewnić się, że mamy czyste podejście - wszystko w odpowiedniej kolejności. Robimy to układając wspólnie odpowiednie kości na zabawkowo wręcz odwzorowanej desce rozdzielczej samolotu - ale haczykiem jest, że po wykonaniu rozpoczynającego rundę rzutu nie możemy się już werbalnie komunikować z drugą osobą; plany trzeba obgadać wcześniej, a gdy przychodzi do działania - możemy co najwyżej dawać sugestie umieszczając konkretne kości w konkretnych miejscach. To gra scenariuszowa (ale po raz kolejny - nie kampanijna, nie legacy), która powolutku dozuje nowe mechaniki i utrudnienia: w pewnym momencie pojawi się mechanika paliwa, którego poziomu musimy pilnować; innym razem trzeba będzie posadzić maszynę jednocześnie szkoląc praktykanta. Partie są na tyle szybkie, że do popołudniowej kawy zmieścicie pewnie nawet dwie - szczególnie, jeśli pierwszą zakończycie przed czasem z dziobem samolotu wbitym w grunt!
Kto prowadzi? To gra kooperacyjna - zdradzę wam jednak, że udało nam się nie rozbić maszyny w 75% lotów. Moim zdaniem to doskonała statystyka i jesteśmy gotowi na pracę w liniach lotniczych; do zobaczenia na pokładzie!
10. Saltfjord: mechaniczny sequel starszej gry Santa Maria, pierwsza norweska gra w naszej kolekcji oraz kolejne świetne euro średniej ciężkości! Jeśli Endeavor: Deep Sea to wyciskanie absolutnego maksimum z każdej rundy, Saltfjord oferuje bardziej wyluzowane doświadczenie: rozwijamy rybacką wioskę i każda ścieżka rozwoju, każdy wybór będzie satysfakcjonujący - choć na różne sposoby. Pójść w intratne połowy czy skupić się na przynoszącym długofalowe profity handlu? Spróbować tetrisowo zabudować całą planszę osady czy postarać się wyciągnąć ile fabryka dała z jeżdżących po niej wozów? Saltfjord doskonale rozumie, że budowanie jest przyjemne, ale żniwa i zbieranie zysków tak samo: każda runda kończy się więc fazą dochodów, w której nasza misternie planowana wioska wypluwa nagrody jak jednoręki bandyta po rozbiciu banku. It just feels so great.
Kto prowadzi? 57% zwycięstw po stronie żony!
11. Origin Story: relatywna nowość na naszym stole i gra, na której wydanie czekałem od dobrej chwili! Superbohaterska tematyka - szkicowanie tytułowej origin story naszej postaci, a więc jej historii, mocy, gadżetów, towarzyszy i rywali - łączy się tu z... klasyczną karcianą grą trick-taking, tak zwanym zbieraniem lew (lub sztychów, jak częściej mawia się w mojej rodzinie). Z początku każdej rundy dokładamy za darmo nową kartę z wylosowanych trzech do tableau naszej postaci; zdolności mogą na przykład pozwalać na manipulację wartościami kart czy zapewniać dodatkowe punkty po spełnieniu określonego warunku (2 dodatkowe jeśli weźmiesz sztych szóstką albo niższą, przykładowo).
Gra ma świetnie skonstruowany tryb dwuosobowy (a nie jest łatwo zaprojektować satysfakcjonujący trick-taking dla dwóch osób!), w którym każdemu graczowi towarzyszy strategiczny w wykorzystaniu sidekick, zaś centralnym mechanicznym twistem jest decyzja, czy w danej rundzie gramy jako hero (po punkcie za każdy wzięty sztych) czy villain (cztery punkty jeśli nie weźmiemy żadnego). Celowe unikanie wygranej wcale nie jest takie proste, nawet jeśli mamy w rozdaniu słabe karty! Origin Story to mój tegoroczny hidden gem; mam świadomość, że zbitka superhero themed trick-taking tableu-builder ekscytuje z miejsca relatywnie wąską grupę docelową... ale zdecydowanie w niej jestem. Jak to z wieloma klasycznymi grami karcianymi, można w nią trzepać przez pół nocy, rozdanie po rozdaniu, a elementy "nowoczesnej planszówki" wybitnie dodają pieprzyku. Spodziewajcie się szerszej recenzji!
Kto prowadzi? Równo 50% z żoną!
12. Szybka kawka / Coffee Rush: pierwsza koreańska gra w naszej kolekcji stanowi przeniesienie klasycznych prostych gier wideo polegających na serwowaniu zamówień w analogowe realia! Element zręcznościowy został zastąpiony poruszaniem się po planszy i zbieraniem składników, ale nastrój zabawy pozostaje zaskakująco podobny: serwuj coraz bardziej skomplikowane napoje albo giń pod falą niezrealizowanych zamówień. Podkładanie świń przeciwnikom jest integralną częścią mechaniki, całość jest więc zaskakująco interaktywna - plus ten toy factor filiżanek wypełnianych składnikami! Raczej sympatyczna zabawa niż głęboka gra, ale kto odmówi sympatycznej zabawy - szczególnie, że czekamy właśnie na pogłębiający mechanikę dodatek.
Kto prowadzi? 66% po mojej stronie; wybitnie procentuje to, że w naszym domu to ja zwykle robię kawę.
Oto więc lista roku 2025! Na honorową wzmiankę zasługuje Hitster: czystej wody muzyczna imprezówka oparta o założenia klasycznej Timeline! Jak to z imprezówkami, nie uwzględniałem jej w powyższym zestawieniu, ale to fantastyczna zabawa: na chwilę obecną posiadamy edycję z polskimi utworami, Summer Party oraz nieruszoną jeszcze niemiecką Guilty Pleasures. Jeśli nie graliście i nie grałyście jeszcze we własnym gronie towarzyskim: be the change you want to see, be the person who brings Hitster to the party; ogrywaliśmy ze znajomymi, ogrywaliśmy z rodziną, i nawet osoby zaczynające od "nieeee tylko nie imprezówka" ostatecznie tańczyły, śpiewały i bawiły się fest (uwzględnić: jestem hojnym gospodarzem, a mój barek jest głęboki).
So... that's kinda it? Dzięki za bycie tu kolejny rok, guys, gals & all the rest; jest was jak zwykle więcej niż rok wcześniej, i nie przejmujcie się komentarzami czy takimi tam - widzę liczbę wejść w każdy wpis, i serce rośnie, że nie jest to pisanie do szuflady (sprawdzić, czy kolega R. nie napisał bota do poprawiania mi humoru).
See you on the flipside!







.jpg)



.jpg)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz