Dokładnie dzisiaj - chyba w momencie wystawienia maturzystom ocen semestralnych - coś kliknęło mi w mózgu i nareszcie opadło napięcie ostatnich tygodni. Sprawy szkolne już generalnie załatwione; prezenty świąteczne kupione; pchły wyekspediowane (miejmy nadzieję). Nawet na ostatnią tegoroczną wywiadówkę wyjechałem więc na luzie nieco szybciej i - chociaż pogada wciąż listopadowa - zaliczyłem możliwość spokojnego spaceru w okolicy jeziora. Krótko mówiąc, chyba już z górki; rok właściwie zakończony, podchodzimy do lądowania!
Los sprawił, że towarzyszy mi w tym hiszpański dudziarz grający muzykę new age z przełomu millenniów, José Ángel Hevia Velasco - znany scenicznie po prostu jako Hevia.
Słowo daję, pogoda taka, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem wstęp do tego kawałka parkując pod sklepem - byłem przekonany, że to u nas wiatr tak duje. Dodam też, że Hevia gra na tradycyjnym hiszpańskim typie dud znanym jako gaita asturiana i kocha instrument tak bardzo, że przyczynił się do stworzenia elektronicznych dud działających w standardzie MIDI!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz