![]() |
| Click! |
Zaczniemy klasycznie od komiksowego trailera, and what a trailer it is!
![]() |
| Supergirl: Woman of Tomorrow to najważniejszy komiks z Supergirl ostatniej dekady - a jestem nawet gotów rozszerzyć te ramy! |
...choćby dla samych rysunków Bilquis Evely! Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale nie pamiętam równie mocnej inspiracji konkretnym komiksem od czasów serialowego Hawkeye'a (bądź też "serialowej Hawkeye"). Wiele ekranizacji to projekty bardzo luźne; "impresje na temat", w których znane postacie (a i to nie zawsze: porównajcie Petera Quilla z filmu oraz wcześniejszych komiksów!) przeżywają wykoncypowaną od podstaw przygodę. To zrozumiałe założenie, gdyż ostatecznie języki komiksu oraz kina - pomimo pewnego pokrewieństwa poetyki wizualnej - nie są tożsame, i przeniesienia metodą "kadr za kadr" zazwyczaj więcej tracą niż zyskują. Tym ciekawiej jest więc, gdy okazjonalnie ktoś sięga nie po ogólną postać ("zrobimy film z Batmanem!"), a po konkretny komiks ("adaptujemy Woman of Tomorrow!").
Nie zapowiada się adaptacja "kadr za kadr", ale Hawkeye też przecież nie był; ważne, że - podobnie jak w tamtym przypadku - widać ducha oryginału: od dosłownych cytatów, jak powyżej, po obecność (dzierżącej istotny fabularnie miecz!) młodej Ruthye. Nawet kierowca kosmicznego autobusu wygląda całkiem komiksowo ze swoimi cyber-słuchawkami!
![]() |
| Filmowo! |
![]() |
| Komiksowo! |
Kończyn może ma mniej, ale i tak blisko! Wiadomo, podczas dwugodzinnego seansu nie upchniemy fabuły oraz smaczków całej serii, lecz widać przynajmniej wyraźne inspiracje tematyczne: ten kompleks ocalałej, tę autodestrukcyjność, ale też relację z Ruthye pomagającą obu bohaterkom.
Przez sekundkę w trailerze pojawia się Lobo, co wzbudziło ogromny entuzjazm części fandomu - ale osobiście mam nadzieję, że jego obecność pozostanie właśnie tym: krótkim gościnnym występem. Supergirl: Woman of Tomorrow to historia wystarczająco dobra, by nie trzeba było pakować tam dodatkowych gwiazd... ale wiadomo, prawa rynku i marketingu są nieubłagane. Sam Jason Momoa trochę mnie na tym froncie uspokaja; jak powiedział w jednym z wywiadów, "it's her movie (...) I just come in for a little bit".
Czekam więc na Supergirl z niecierpliwością większą niż na Supermana! Przy nowym otwarciu filmowego DC szedłem do kina z duszą na ramieniu - wypali, nie wypali? - teraz dusza siedzi już twardo na swoim miejscu i raduje się z doboru materiału źródłowego.
A skoro już wspominamy o Lobo - wiecie, że The Main Man ma córkę? Młoda nazywa się Crush i pojawiła się po raz pierwszy w nowej inkarnacji Teen Titans w 2018; ostatnio zaś przewinęła się przez łamy Power Girl autorstwa Leah Williams (yet another masterful segue). Charakter ma raczej po tacie, więc generalnie za nim nie przepada - szczególnie, że przed laty zostawił ją luzem na Ziemi - ale krok po kroku zdobywa jednak nieco obycia.
![]() |
| Zanim ktoś się obruszy, że Lobo to przecież "ostatni Czarnianin" - bardzo podobał mi się jego monolog z Tomorrowverse, gdzie cierpliwie tłumaczył Supermanowi ("the last son of Krypton"), że generalnie te wszystkie tytuły "the last of..." to może i bzdura, ale świetna rzecz do podbijania stawek za zlecenia. Hej, ja też jestem przecież the last of the silly comic book bloggers! |
Crush występowała w Power Girl raczej gościnnie, nie poświęcałem jej więc większej uwagi w głównym wpisie (chociaż może powinienem był; tom wydania zbiorczego nosi w końcu tytuł More Than a Crush). Oddajmy jej więc dziś sprawiedliwość: to nie jedyny raz, kiedy Leah Williams pisała tę postać! Wcześniej pojawiła się ona pod jej piórem w antologii DC Pride 2023, gdzie - wchodząc w ziemską atmosferę - daje się rozproszyć wiadomości od swojej dziewczyny i rozbija się na bezludnej wyspie.
![]() |
| Don't text and drive, kids! |
No, niemal bezludnej; są na niej uwięzione również Harley Quinn oraz Poison Ivy, które wybrały się tam na romantyczny wypad... ale ktoś buchnął im powrotny środek transportu, cała trójka uprawia więc przez chwilę robinsonadę z dala od cywilizacji. Albo - jak okazuje się po dłuższym czasie - nikt wcale nie buchnął im transportu, tylko Harley sama go ukryła, bo podobało jej się czilowanie na wyspie na partnerką oraz kinda-sorta adopted kid. Nieszczególnie zdrowe? Zdecydowanie - ale hej, mówimy o Harley!
![]() |
| Panie zapewniają przynajmniej Crush wysoce przekonujące alibi! |
Jak widać, Crush is very much a butch lesbian - co samo w sobie jest już interesujące w komiksowym krajobrazie pełnym klasycznych hiperkobiecych piękności. Charakter ma po tacie, i kiedy się ciska, klnie i nawala głupców noszonym na podorędziu łańcuchem możemy potraktować to jako studium odbioru: czy identyczne zachowania postrzegamy inaczej, kiedy aktorką jest nastolatka, nie karykaturalny macho-motocyklista?
A fun kid, overall, and a pretty well-received new character, too.
Co jeszcze nie zmieściło się do wpisu o Power Girl? Ano oczywiście superkot Streaky! Jakieś ciemne moce podkusiły mnie ostatnio, by - przy okazji oglądania trailera Supergirl - rzucić okiem na sekcję komentarzy na jednym z polskich portali filmowych; ktoś tam jak zwykle lamentował na temat "politycznej poprawności" i chwytał się za głowę, że jeszcze "zaraz dadzą jej tam jeszcze super-kota". Nie mogłem powstrzymać się od chichotu; uczciwa ignorancja czy misterny trolling?
Stawiam zero groszy, że Streaky the Supercat - pierwszy występ w 1960 - jest starszy od tego narzekacza!
![]() |
| Streaky z tej właśnie okładkowej grafiki zdobi aktualnie artykuł o postaci na wikipedii! |
Tradycyjnie Streaky to kot Supergirl, ale - ponieważ inny zaadoptowany rudy kot był stałym towarzyszem Power Girl w serii Conner i Palmiottiego - nastąpiła ostatnio zamiana. Co stało się z tamtym pozbawionym supermocy rudzielcem? Kto wie, być może odszedł w międzyczasie do Krainy Wiecznych Łowów; to w końcu już prawie 20 lat.
So anyways, Streaky assists Power Girl:
![]() |
| BONK <3 |
Złapało mnie to BONK <3 za serce, gdyż nasz rudy kot zachowuje się dokładnie tak samo - nierzadko, kiedy jem spokojnie śniadanie, dostaję nagle z byka BONK <3 z rozbiegu.
Jeszcze jedna analogia: a blonde flying powerhouse hero with an orange cat: Supergirl, Power Girl, marvelowska Captain Marvel? Ciekawe, czy przy okazji Captain (wtedy jeszcze Ms.) Marvel zaszła jakaś świadoma inspiracja Streakym, czy może był to po prostu zbliżony proces myślowy. OK, superbohaterka, co tam lubią kobiety... no pewnie, koty - niech ma kota! Ale nie czarnego, bo to by sugerowało jakieś magiczno-mistyczne klimaty; spoko, rudzielec będzie rozpoznawalny i prosty do kolorowania.
![]() |
| David Talaski w formie! |
Najczujniejsze osoby zauważyły być może, że Power Girl dołączyła do szacownego grona postaci takich jak Dazzler czy Jubilee i doczekała się własnego otagowania na blogu. It's only fair; mam nadzieję, że na tym etapie choć trochę udało mi się zarazić was moją sympatią do tej bardziej intrygującej Kryptonianki! No disrespect to Supergirl, of course; powtórzę, że Woman of Tomorrow to jeden z moich ulubionych komiksów w ogóle, a Legion Superbohaterów (z którym Kara ma mocny związek) to drużyna, którą zawsze będę wychwalał... Ale historia stworzenia Power Girl oraz jej kulturowa ewolucja to jednak dokument przemian obyczajowych w latach '70, a jeśli chodzi o związki z drużynami: Justice Society to inny z moich kochanych zespołów.
To więc doskonała okazja, by wspomnieć jeszcze o serii JSA All-Stars z 2009!
![]() |
| Materiału na cały wpis może tu nie ma, ale od takich serii mamy właśnie Variety Show! |
Omawiając, co zrobiła przy postaci Leah Williams wspomniałem krótko, że seria Conner oraz Palmiottiego nie była przecież zamknięciem historii postaci, i od tamtego czasu Power Girl występowała na łamach niejednego komiksu. Jej drużynowy dom to właśnie JSA, a ponieważ jest to grupa bardzo liczna - w roku 2009 rozbito ją na równoległe tytuły, w tym All-Stars (nazwa to nawiązanie do All-Star Comics, szacownego periodyku z początku lat '40). All-Stars skupiała się głównie na pokoleniowym aspekcie drużyny (and you know I love legacy heroes!), z Power Girl w roli mentorki młodzieży.
![]() |
| Wśród młodzieży: Stargirl, Cyclone, Tomcat, King Chimera... |
It sounds like exactly my jam; jakim cudem nie czytałem tej serii wcześniej? No cóż, po latach już trudno stwierdzić, ale być może w momencie wydawania odstraszyły mnie grafiki Freddiego Williamsa II.
![]() |
| There is fun and sexy, and then there is... gratuitous. |
Freddie wcale nie jest generalnie kiepskim rysownikiem - dochrapał się nawet Eisnera! - ale ta seria wybitnie mu nie wyszła. Zostawiając już na boku rozbierane decyzje kreatywne charakterystyczne dla lat '00, coś nieustannie nie grało mi tu z kolorowaniem lub tuszem - i szkoda, bo Lilah Sturges (tutaj jeszcze jako Matthew) pisze one kickass Power Girl.
![]() |
| Mezoamerykańskie bóstwa niech mają się na baczności! |
O ile główna seria jest OK, o tyle w zeszytach tych znajduje się coś fantastycznego: cała osobna historia opowiadana w backupach. The Inheritance to jeden z kluczowych aspektów Justice Society wydestylowany do perfekcji: these guys & gals have been around so long that even their villains become their kinda-sorta friends! Tutaj, konkretnie, Liberty Belle oraz Hourman w wyniku perypetii łączą siły z Tigress oraz panem znanym jako Icicle; cośtam, cośtam o bardzo ważnym artefakcie, ale prawdziwy urok drzemie w interakcjach obu par.
![]() |
| "I can't believe you've got a tracker on your boyfriend." "I can't believe you don't." |
Cała historia to masa zabawy, a do tego pojawiają się czasem perełki w rodzaju tej niemal-eisnerowskiej planszy tytułowej:
![]() |
| Travis Moore naprawdę się tu popisuje; strona wizualna jest równie fun and clever co scenariusz! |
Autorką scenariusza jest Jen Van Meter, autorka głównie komiksów niezależnych - a prywatnie małżonka Grega Rucki, tego od Gotham Central oraz 52.
![]() |
| Jak mówiłem: JSA w stanie czystym (może z odrobinką lodu)! |
By zakończyć segmentem edukacyjnym, superbohaterski pseudonim Liberty Belle stanowi zabawną grę słów odnoszącą się do jednego z symboli Stanów: Liberty Bell.
![]() |
| Oto zdjęcie z wikipedii! "Bell", dzwon; "belle", ślicznotka. |
Jak to z wieloma symbolami, opowieść i tradycja są w jego przypadku zapewne ważniejsze niż historyczne fakty - ale tradycyjnie właśnie przyjmuje się, że ten właśnie dzwon wzywał mieszkańców Filadelfii na pierwsze odczytanie Deklaracji Niepodległości w 1776. Zdobią go biblijne słowa "Proclaim Liberty throughout all the land unto all the inhabitants thereof"; z tego też powodu nabrał jeszcze potężniejszego symbolicznego znaczenia w okresie abolicjonizmu, tym razem wybijając koniec niewolnictwa. Pęknięcie? Wersji tej historii jest wiele, ale żadna z nich szczególnie symboliczna - choć oczywiście nie przeszkadza to w symbolicznych interpretacjach.
A, i na sam koniec: jeszcze jeden uroczy detal! Przygoda pędzi obie pary z The Inheritance po całym świecie, i hen, poza Stanami jeden z lokalsów nie może przypomnieć sobie właściwej nazwy drużyny; w dialogu humorystycznie pojawia się więc...
![]() |
| ...Justice Gang! |
Zupełnie, jak w nowym filmowym Supermanie! Ot, linijka dialogu zabawniejsza dzięki niespodziewanemu współczesnemu kontekstowi.
Dobrze, pisanie jest jak zwykle bardzo relaksujące, ale czas zrobić coś z tym katarem - udaję się więc wygrzać i wyspać! Co i wam sugeruję, jeśli macie taką możliwość; trudno o lepszą rekonwalescencję.
Tak tak tak...
![]() |
| ZIIP |




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz