piątek, 28 listopada 2025

Power Girl by Leah Williams

We wpisie poświęconym Power Girl autorstwa Amandy Conner wspominałem, że sukces tej serii był odrobinę mieszanym błogosławieństwem. Z jednej strony: dwanaście numerów energicznej, inteligentnej zabawy; z drugiej - jak to właściwie przebić? Conner, Palmiotti i Gray zaprezentowali wersję postaci na swój sposób równie definiującą, co wcześniejsza ikona komiksowego feminizmu lat '70 z All-Star Comics. Kontynuujący serię z lat '00 Judd Winick poddał się właściwie walkowerem i napisał bardzo standardowy miesięcznik superbohaterski, nothing to write home about, really...

...ale w 2023 wydawnictwo wróciło do konceptu solowej serii Power Girl - tym razem powierzając ją Leah Williams.  

Tak, wedle językoznawców "Leah" zachowuje w języku polskim formę nieodmienną - a więc czegoś już się dziś nauczyłem!

Tak, okładkę stworzył Stanley "Artgerm" Lau, prześladowany jak zwykle przez niefortunną tendencję do rysowania większości bohaterek dokładnie tej samej twarzy (jak zabawnie ujmuje się to po angielsku, sameface syndrome) - ale bez obaw; w środku otrzymujemy dużo ciekawsze eteryczne grafiki Marguerite Sauvage, francuskiej rysowniczki pracującej między innymi przy serii Bombshells

Nieodmiennie darzę Bombshells sentymentem!

Leah Williams - scenarzystka - to zaś młoda zdolna, która wybiła się w jednej z moich ulubionych komiksowych okolic: przy pobocznych tytułach oraz miniseriach X-Menów. Były to konkretnie serie X-Tremists, następnie czwarta inkarnacja zespołu X-Factor (tym razem kryminalna dochodzeniówka wyspy Krakoa) oraz cudownie szalona grindhouse'owa seria X-Terminators (o tej może innym razem, bo zasługuje na szerze omówienie). It was all weird, punchy and unabashedly modern; głosom "Leah Williams jest świetna" towarzyszył równie chyba liczny kontyngent wołający "Leah Williams nie nadaje się do czytania". Czy jest dla scenarzystki lepsza rekomendacja? Oznacza to, że ma styl, że nie boi się pisać po swojemu, że czepi się jak rzep ulubionych postaci i będzie z nimi wędrować od tytułu do tytułu. She's very clearly a writer who cares, not just an dispassionate hired hand.    

X-Factor #1, lipiec 2020; Polaris rzuca ojcu w twarz to, co wszyscy do tej pory myśleli, a Leah Williams bierze się za korektę tejże sytuacji!

Te dwa panele są już, według mnie, rekomendacją wystarczającą do pracy przy Power Girl. Lorna spędziła kawał życia w cieniu mitycznej figury ojca; nie ma wśród mutantów drugiej osoby symbolicznej na miarę Magneto. Nie jest trudno dostrzec paralelę z relacją Power Girl oraz Supermana, i chociaż odcięcie się od jego paternalistycznego wpływu było wątkiem wiodącym raczej w latach '70 - stanowi ono niezaprzeczalnie istotny element jej tożsamości!

Angaż Leah Williams jest podwójnie ciekawy z racji na zmianę wydawniczych barw. Leah had been an X-writer through and through; jeśli chcemy być cute, jej przejście do DC można odczytać jak przybycie Power Girl z Ziemi-2: to nowy świat, imigracja, nieznana piaskownica. Ale przede wszystkim - jak zobaczymy - można wyciągnąć scenarzystkę z X-Menów, ale nie da się wyciągnąć X-Menów ze scenarzystki!

A więc, naturalnie, w obsadzie nowego magazynu pojawia się rudowłosa telepatka.  

"Easy."

W jednym z wywiadów scenarzystka przyznała, że rozpoczynając pracę na Power Girl wzięła się za historyczny research, uświadomiła sobie mnogość dotychczasowych interpretacji postaci i zadała redakcji pytanie: którą z nich mam kontynuować? Odpowiedź była na wskroś współczesna: nie musisz żadnej; nie przejmuj się "kanonem" i "continuity", napisz własną historię.

Tu właśnie pies pogrzebany: ogromna część fandomu postaci nie pragnęła niczego bardziej, niż powrotu do status quo sprzed niemal 20 lat, tej ikonicznej interpretacji Conner/Palmiottiego, i gdy stało się jasne, że Williams nic z tych rzeczy nie planuje - wylało się na nią wiadro żółci ("to nie moja Power Girl z lat '00", "nie zgadza się z kanonem"). Powtórzę to, co zwykle: kanon sranon; im dłużej siedzi się w komiksiarstwie, tym jaśniejsze staje się, że cały koncept spójnego kanonu to smoke and mirrors, teatr dla przesadnie przejętych fanowskimi wikiami nowicjuszy. Nasuwa się porównanie z konceptem wrestlingowej kayfabe; w latach '80 już sami organizatorzy zapasów oficjalnie przyznali, że to wszystko show; DC konsekwentnie sugeruje zaś współcześnie, że wszystkie mity i opowieści są podobnie prawdziwe, że wszystkie mogą być traktowane jako integralny element historii. Cała ta historyczna narracja ma po prostu stanowić malarską paletę, z której dowolnie korzystać mogą nowi twórcy i twórczynie - nie ograniczającą kreatywnie sztywną klatkę.

A więc nowe otwarcie Power Girl wygląda następująco: w wyniku jednego z licznych kataklizmów w uniwersum DC - tym razem tak zwanego Lazarus Rain - supermoce niektórych postaci uległy przetasowaniom. Kryptonianka Power Girl zyskała więc ograniczone umiejętności telepatyczne, w zapanowaniu nad którymi pomogła jej Lilith - tak jest, doskonale nam znana członkini Teen Titans z lat '70! Obie panie zawiązały więc komitywę mającą na celu pomaganie cierpiącym na rozmaite problemy psychologiczne superznajomym. Terapia terapią - ale po co poświęcać długie tygodnie, jeśli Lilith może telepatycznie zidentyfikować źródło traumy, a Power Girl (w formie astralnej) roztłuc je kryptoniańskimi pięściami na kotlety?

It was all very high concept and it barely lasted a few stories. Power Girl jako super-terapeutka to kolejna emanacja współczesnego trendu superbohaterów zrzucających maski; skupienia komiksowych narracji na problematyce zdrowia psychicznego, terapii, traum. Williams szybko jednak od niego odchodzi - być może z racji na to, że jest już tak wyeksploatowany? - i od oficjalnego numeru #1 nowej serii widzimy już Power Girl w jej klasycznym, fizycznym wydaniu.

Nowa przyjaźń z Lilith - aktualnie znaną jako Omen - nigdzie jednak nie znika!

...and taking the name Paige... z narracji powyżej to kolejna fandomowa kość niezgody. Lilith wyprowadza imię przyjaciółki od skrótu PG, peegee, Paige; Power Girl przyjmuje je jako nową tożsamość, kolejne cywilne alter ego, które zakłada w miejsce milionerki/dyrektorki firmy Karen Starr. Nieco rozumiem niezadowolenie - Power Girl nosiła w cywilu imię Karen od zamierzchłych czasów All-Star Comics - ale widzę tu również zamysł tematyczny; tę stałą próbę dopasowania się, wynalezienia siebie na nowo. Don't we all do it from time to time?

Większym problemem było to, że pierwsze zeszyty serii - ich rysownikiem jest Eduardo Pansica - to w dużej mierze bardzo bezpieczna, konwencjonalna superhero schlock. Relikty kryptoniańskiej technologii, antagonista z innego świata, kosmiczne zagrożenie - wszystkiego tego odruchowo spodziewamy się komiksach z rodziną noszącą na piersi ikoniczne "S".

Są tu niby zaznaczone jakieś kwestie kolonializmu, ale pojedyncze wzmianki struktury tematycznej nie czynią.

Ano właśnie, noszących "S" na piersi... lub na plecach! Power Girl doczekała się nowego kostiumu, a ponieważ boob window to już na tym etapie ugruntowany element wizualnej tożsamości - symbol umieszczono na czerwonej kurtce. It's fine, even if it lacks a certain superhero flair; ale skoro idziemy w nowości - to idźmy na całość. Nie mam za to problemu z Power Girl noszącą kryptoniański herb! Tak, zgadza się, pamiętną sceną z lat '70 była nasza bohaterka ścierająca na proch symbol kuzyna dla podkreślenia, że jest swoją własną osobą, nie Supermanem-bis; wydaje się jednak naturalne, że od tego czasu zdążyła nieco dojrzeć, złagodnieć i docenić istnienie rodziny. Zniszczenie symbolu było w latach '70 deklaracją niezależności; założenie go ponownie to akceptacja własnych korzeni.

Motywy samotności, przynależności oraz imigracji są kluczowe dla postaci; Leah Williams podkreśliła to konfrontując Power Girl ze starym kryptoniańskim lwem, który dożywa ostatnich chwil w Fortecy Samotności.    

Omen would point out the obvious here -- that I've attached to the lion because I see myself in him. The isolation. The loneliness. The desire to be free, but lacking anywhere to go. To ładna sekwencja, nawet jeśli metafora jest niepotrzebnie wyjaśniona w samym tekście!

To również jeden z ostatnich momentów, gdy Power Girl jest wyczuwalnie samotna. W finale tego wątku z odsieczą przybywają Superman, superkot Streaky oraz Omen - ta ostatnia surfując na telekinetycznie kontrolowanej motorówce i strzelająca przy wejściu pozę w ciemnych okularach.

This is 100% X-Men crap and I love it.

Wyjście z samotności to właśnie centralny motyw przewodni serii Leah Williams. Jeśli super-partnerką nie będzie będzie akurat Omen, zawsze można liczyć na Supergirl - nawet w baśniowej przygodzie rysowanej przez Marguerite Sauvage, która tym razem odchodzi nieco od swojej markowej eteryczności i bawi się kreskówkowym, komediowym stylem:   

Boob window to instytucja i pojawia się również w przebraniu fantasy! 

I kto wie, może na horyzoncie pojawi się również jakiś amant?

This is 120% X-Men crap and I love it.

Wraz z numerem #11 stronę wizualną magazynu przejmuje Adriana Melo, doświadczona brazylijska rysowniczka. To mocny kontrast z wcześniejszą szarpaną, ekspresyjną kreską, i - wydaje mi się - ukłon wobec osób, które przyszły do Power Girl po klasycznie "ładne" grafiki.

Piszę "ładne' w cudzysłowie, ale faktycznie ładne - to po prostu styl z gatunku tych uniwersalnie łatwych do docenienia.

Mój jedyny istotniejszy problem z rysunkami Adriany Melo to jej odwzorowanie mimiki; czasem wydaje mi się sztuczna, przesadzona i przesadnie sztywna. Oto na przykład sekwencja, w której Power Girl zdradza amantowi swoją podwójną tożsamość: 

Fig. 1: "WHAAAAA?"; fig. 2 "GRRRRR"

Porównajcie to ze znajdującym się nieco wyżej momentem, w którym Power Girl i Omen wspominają o psychic jerk jar - tamten był dla mnie autentycznie zabawny, a mimika sprzedawała 50% komedii; tutaj czuję się jak przy artystycznych wprawkach.

Kim w ogóle jest nowa sympatia Power Girl? Axel Gust pojawia się w serii już od pierwszego numeru i po odrobinie kiełkującego romansu dochodzi do zrzucenia masek: Paige to tak naprawdę Power Girl, zaś Axel... pochodzi z Asgardu. Jako wysłannik na Ziemię ma odzyskiwać asgardzkie artefakty; jak już kiedyś pisałem, podobne "odzyskiwanie artefaktów" to popularny motyw w tekstach postkolonialnych, ale tutaj stanowi raczej dekorację i okazję do zaprezentowania Axela jako sexy Indiana Jones from another dimension. Wymiaru, który - public domain będąc - stanowi zabawny pomost pomiędzy DC a Marvelem; tęczowym mostem, którym sama Leah Williams wydaje się podróżować pomiędzy wydawnictwami.   

Tak, wiewiórka Ratatosk/Ratatoskr to postać z nordyckich mitów; nie, nie wmówicie mi, że jej obecność w Power Girl jest niezwiązana z jej obecnością na łamach cudownej Unbeatable Squirrel Girl Ryana Northa.

Numer rozgrywający się w Asgardzie rysuje gościnnie Travis Moore. Why are you acting so shy?, pyta Axel magiczną wiewiórkę, ale to samo pytanie można zadać Power Girl; pod piórem Leah Williams zdarza jej się mieć łzy w oczach, and honestly - she's never struck me as a crier. Nie żeby było z tym coś nie tak, ale wydawało mi się to dziwne w zeszytach Geoffa Johnsa i wydaje się dziwne tutaj! Chociaż jedna ze scen jest faktycznie urocza: Power Girl pyta o to, skąd w Valhalli zwierzęta; Axel odpowiada historiami pełnych poświęcenia stworzeń, od klasycznego psa, który zginął broniąc pana, po ratującego życia szczura służącego jako detektor min w strefie wojny. It is touching.

Axel is pretty charming as well.

Artystycznie najciekawszą decyzją Travisa Moore'a jest przedstawienie kruków Odyna jako istot dosłownie zbudowanych z pieśni i tekstu...

...zaś ciekawą decyzją scenarzystki: zakończenie uroczego numeru z romantyczną wycieczką do Asgardu ukazaniem, że wiecznie wyluzowana Omen/Lilith skrywa w środku coś bardzo autodestrukcyjnego.  

Omen dowiaduje się bowiem - proroctwa i tym podobne mambo dżambo, ale sama w końcu jest specjalistką od postrzegania pozazmysłowego - że jest jej pisane skrzywdzić, potencjalnie ze skutkiem śmiertelnym, liczną grupę ludzi. Nie martwcie się, nie jest to jednak wątek ciężki jak marsz pogrzebowy; to raczej kolejna zagadka do rozwiązania przez Power Girl oraz okazja do komicznego ukazania, gdzie w razie czego szukać prawdziwej bezwzględności.

U kotka, a gdzie.

Mniej więcej na tym etapie drużyna dodatkowo się rozszerza - dołączają do niej Natasha Irons (tak, ta z 52) oraz Mariposa, koleżanka/stażystka z cywilnej pracy Paige. A flying/punching superhero, a telepath, a technical person, an Asgardian and a silly friend; hey, I know an X-Men line-up when I see one! 

Fajnie, że kurtka Power Girl nadal ma tę ciężką złotą klamrę/naramiennik z poprzedniego kostiumu!

I chociaż mam wrażenie, że bohaterki rysowane przez Adrianę Melo mają eyeliner nakładany z procy, to artystka potrafi jednak sprawnie wejść w komediowy ton tytułu: 

Omen przeszła długą drogę od pierwszych występów w Teen Titans, aż się łezka w oku kręci! Tyle lat minęło, ale dla mnie to nadal przede wszystkim Lilith, proto-Raven z wczesnych lat '70.

Powyższy chuligański wybryk ma przyciągnąć uwagę nowej przeciwniczki Power Girl; nosi ona pseudonim Ejecta - tak dziwaczny, że trzeba było wyjaśnić go na kartach komiksu:

Thanks!

Leah  Williams dokonuje z sukcesem bardzo ciekawej sztuczki: splata liczne elementy superhero schlock z pierwszych zeszytów w całkiem zgrabną całość. Kryptoniański wirus, który z początku serii starała się unieszkodliwić nasza bohaterka, okazał się koniec końców cybernetycznym pasożytem - zdegenerowaną resztką statku, który przeniósł ją na Ziemię. Kierująca nim sztuczna inteligencja chciała wejść w symbiozę z Power Girl, a gdy to się nie powiodło - zadowoliła się tym biednym kosmicznym lwem z sekwencji dotyczącej samotności. I tak dalej, i tak dalej; to nadal superhero nonsense, ale elementy z kilku fabuł miesiąca splatają się naprawdę ładnie - aż w końcu Ejecta, wyhodowana jako czempionka tej wrogiej sztucznej inteligencji, zbiera finałowy oklep od Power Girl.

It's not even a contest. To jeden z momentów, w których spod generalnie bardziej empatycznej, poszukującej siebie oraz relacji z innymi wersji Williams przebłyskiwała ta starsza, dojrzała i absolutnie pewna siebie bohaterka:     

"I am better than you by every conceivable metric." 

To właśnie coś, co bardzo podoba mi się w narracji Williams: różne aspekty osobowości to nie propozycja either/or. Power Girl może szukać więzi międzyludzkich i popłakać się, ponieważ zwierzątka, ale nie przestaje być w tym sobą: Kryptonianką z masą doświadczenia na karku. To moim zdaniem nie "brak continuity", a właśnie palimpsestowe oddanie jej natury: przecież również i my nieustannie modyfikujemy swoją osobowość, eksperymentujemy, dojrzewamy. Czasem gdzieś mignie nasze starsze ja; czasem zrobimy coś out of character i dziwimy się potem, skąd się to wzięło. 

Finałowe zeszyty rysuje David Baldeón, stary współpracownik Leah Williams ze stron X-Factor. To ekspresyjna, komediowa kreska - i doskonale, ponieważ końcówka seria to już Williams osiągająca niemalże poziomy szaleństw z X-Terminators. Magiczni wikingowie z Asgardu, dinozaury... oraz puns mocy termojądrowej.

*GROAN*

Nie jest to może szczególnie mądre, but it's cheeky fun all the same; to Leah Williams lądująca już twardo w nowym wydawnictwie, odnajdująca grunt pod nogami i czująca się na tyle pewnie, by znowu brać się za swoje wesołe sztuczki. Najwyraźniej zadziałało, ponieważ zaraz po stażu w Power Girl załapała się do Gotham City Sirens: komiksu, w którym Catwoman, Harley Quinn i Poison Ivy przeżywają silly adventures i pakują się w jakieś komediowe nonsensy.

"She just spends the whole day saying the dumbest things imaginable", żali się Natashy na temat Omen nasza bohaterka. 

Dwadzieścia numerów Power Girl autorstwa Leah Williams spotkało się z mieszanym odbiorem; wiele osób wymiksowało się po pierwszych kilku zeszytach, które były faktycznie przeciętne. Właściwie jednak z każdym numerem seria robiła się lepsza i lepsza - cieszę się więc, że poczekałem z lekturą na wydanie całości! Z racji na wydawnicze zawirowania ostatni tom został nieco skrócony i kilka wątków trzeba było pośpiesznie domknąć, ale - fanem postaci będąc - cieszę się, że wyruszyłem z Power Girl w tę najnowszą podróż.

Pośpieszny morał na koniec!

Rozumiem rozczarowanie części fandomu; z pewnością nikt nie pogardziłby duchową kontynuacją doskonałej Power Girl Conner i Palmiottiego, ale żale "to nie moja Power Girl, co z kanonem" wydają mi się bezpodstawne. Po pierwsze: co z całkiem licznymi zeszytami Judda Winicka, które były wydawane po tej właśnie kochanej wersji? To również była zupełnie tonalnie odmienna Power Girl, ale jakoś nie pojawia się w tych dyskusjach. Taka właśnie jest fikcyjna, selektywna natura "kanonu": nie da się go ustalić odgórnym edyktem, czytelnicy naturalnie będą go konstruować samodzielnie, zwyczajnie pamiętając lepiej te serie, które trafiły w ich osobiste gusta.

Po drugie: zamrożenie postaci w jednej interpretacji to prosta droga do kreatywnego skostnienia. Power Girl ze stron All-Star Comics to barwna metafora feminizmu drugiej fali, walcząca o szacunek, autentycznie równe traktowanie oraz własne miejsce przy stole; Power Girl Conner i Palmiottiego to dojrzała, dowcipna i pewna siebie kobieta, ale zarazem wiecznie samotna imigrantka; Power Girl w interpretacji Williams to zaś osoba aktywnie poszukująca więzi z innymi, odnajdująca się wśród bliskich. Wszystkie te wersje wnoszą coś do jej charakteryzacji; wszystkie stanowią odbicie swoich czasów, i to właśnie tak cenię u wielu postaci komiksowych.

To, że na przestrzeni dekad Kapitan Ameryka był pisany na tak różne sposoby stanowi absorbujący portret relacji z konceptem patriotyzmu; to, jak ewoluował Magneto - od jednowymiarowego niegodziwca po jednego z najbardziej złożonych antagonistów popkultury - stanowi dokument postrzegania kwestii mniejszości. Podobnie wiele możemy odczytać w ewolucji Power Girl!

Czy rekomendowałbym Power Girl Leah Williams z marszu? Niekoniecznie; seria Conner i Palmiottiego to nadal definitywne wprowadzenie do tej postaci. Bawiłem się jednak bardzo dobrze! Wiem, że jestem tu w uprzywilejowanej pozycji fana zarówno starszej Power Girl, jak i Leah Williams oraz jej świeżutkiego x-menowskiego stylu; te składniki splotły się dla mnie w oryginalnego w smaku drinka, jednego z tych, które można podać świeżakom i z rechotem patrzeć, jak się krzywią. It is a bit of an acquired taste, ale jeśli uda wam się zdefiniować poszczególne smakowe nuty - it becomes more and more fun!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz