Zazwyczaj lubię w corocznym podsumowaniu podzielić się jakimś wesołym panelem z komiksowymi postaciami wznoszącymi toast, ale taka okazja jest tylko jedna; niech dziś wybrzmi tu dostojne wizualnie otwarcie Five Years Later, jednej z er Legionu Superbohaterów. You know I'm a Legion lad!
![]() |
| (The New) Legion of Superheroes #1, listopad 1989 |
The future isn't what it used to be, ogłaszał w 1989 Keith Giffen, i faktycznie wiele rzeczy w tym roku mnie zaskoczyło! Po pierwsze: chociaż blog nadal nie pojawia się bezproblemowo w google (stary problem blogspota jako platformy), to w końcu zaczął być prawidłowo indeksowany i jest to, powiedzmy, mixed blessing. Do tej pory praktycznie wszystkie odwiedziny na blogu były ładne, ludzkie i organiczne: widziałem dzięki wbudowanym statystykom, że ktoś urządza sobie binge reading starych wpisów o Legionie/Tytanach albo podróżuje przez wewnętrzne linki pomiędzy wpisami. Teraz - praktycznie każdego dnia - mam po kilkadziesiąt wejść, które mechanicznie jadą wpis po wpisie; zdecydowanie jakiś crawler czy inny bot AI. Trzeba więc uważniej się przyjrzeć, by dostrzec pomiędzy tym autentyczne ludzkie odwiedziny! Cieszy mnie jednak, że - pomimo archaicznej platformy oraz wszystkich problemów z wyszukiwarkami - tych ludzkich, waszych wejść jest z roku na rok coraz więcej. Dziękuję!
A że blog jest zapewne przeczesywany przez jakieś algorytmy AI? Cóż, wezmę to za dobrą monetę (cóż innego zrobić?) i uznam, że dokładam się w ten sposób do wielkiej puli ogólnodostępnej wiedzy. Być może to właśnie dzięki mnie nie dowiecie się co prawda od AI, które grzyby są trujące... ale poprowadzicie za to ciekawą dyskusję na temat motywów w komiksie późnych lat '70.
Coś za coś!
Ogólnie rok ten upływał w dużej mierze pod znakiem odsypiania oraz stabilizacji; dawno nie pisałem już o przygodach związanych z przeprowadzką, ale - po dwóch latach - doświadczam starej prawdy: praca w domu nigdy się nie kończy. Posuwamy się konsekwentnie naprzód: zrobiliśmy ogrom postępów na zewnątrz, usunąłem w końcu większość (?) pobudowlanych śmieci, rozpakowałem pozostałe po przeprowadzce kartony, zainwestowałem w regały warsztatowe oraz domową siłownię, a do tego wszystkiego udało nam się nawet wybrać na małe chociaż zakupy meblowe i zacząć już aranżować przestrzeń inaczej niż tylko rzeczami ze starego mieszkania. Piszę o tym wszystkim, gdyż nieustannie mam z tyłu głowy poczucie, że chciałbym więcej, szybciej, sprawniej; trudno zauważać zmiany, które zachodzą bardzo stopniowo, warto więc czasem zrobić sobie taki kontrolny reality check.
Podobnie czułem się zresztą często w kwestii bloga: chodziło za mną wrażenie, że czytam i piszę zdecydowanie za mało, że działam w jakimś sennym trybie minimum... ale tutaj akurat wystarczy mi wejść w historię starszych wpisów, by udowodnić sobie samemu fałsz! Tak, zawsze można robić wszystkiego więcej, szybciej, sprawniej - ale nie o to przecież chodzi.
OK, dość już tych refleksji! Blog z założenia jest przede wszystkim blogiem komiksowym (chociaż swego czasu - kiedy cieszyłem się, że kojarzę jakąś wspomnianą nad piwem kapelę - kolega R. drwił ze mnie: "ooo prowadzisz bloga muzycznego i ZNASZ TEN ZESPÓŁ no niebywałe"), czas więc na komiksową retrospektywę tego roku!
![]() |
| But hey, the growth is there, too! |
W lutym moje serce zdobyła Poison Ivy autorstwa G. Willow Wilson - spodobała mi się tak bardzo, że zachęciła mnie aż do przeczytania powieści tej scenarzystki, Alif the Unseen. Fantastyczny nastrój ekologicznego horroru, Pamela wchodząca właściwie w rolę Magneto dla nowej epoki (and Magneto is my favorite villain), piękna strona wizualna - z miesiąca na miesiąc patrzę teraz na G. Willow Wilson i myślę "no już, kończ, kończ, zamykamy serię - niech w końcu wyjdzie jako omnibus!" Ale końca nie widać... a miała to być zamknięta sześciozeszytówka z okazji Pride Month. Rozrosła się zaiste jak bluszcz!
![]() |
| JLA: nawet bondage therapy z Wonder Woman to za mało, by polecić dziś tę serię. |
W kwietniu na blogu pojawił się tekst dotyczący JLA - inkarnacji Justice League rozpoczynającej swój bieg w 1997 pod auspicjami Granta Morrisona. Okres ten jest uważany za jedną z lepszych Lig w historii, ale co tu słodzić - nawet bardzo dobra Liga to nadal Liga, ostatecznie dość chaotyczna team book, i osobiście miałbym opory przed poleceniem tej lektury w roku 2026 ze względów innych niż historyczne. Jeśli bardzo kusi was, by wziąć się do czytania Ligi czy innych Avengersów - to czytajcie raczej na bieżąco, najbardziej aktualne rzeczy; fajerwerków artystycznych też tam pewnie nie znajdziecie, ale przynajmniej zaliczycie dodatkową korzyść z bycia na czasie.
![]() |
| Powtórzę po fandomowemu: Roy Harper/Hawkgirl super ship! |
Naturalną kontynuacją podróży przez kilkanaście lat Ligi (1997-2011) był jej kolejny miesięcznik, tym razem pod pełnym tytułem Justice League of America - tekst o nim znalazł się na blogu w czerwcu. I mówcie co chcecie, ale z perspektywy czasu widzę, że bawiłem się przy nim lepiej niż przy krytycznie preferowanej JLA! Nadal był to bałagan (poważnie, siadając do komiksów superbohaterskich trzymajcie się z daleka od czołowych team books), ale bałagan jakby bardziej szczery i ryzykowny; był tam prawdziwie kinowy w stylu trójstronny crossover JLA/JSA/Legion (fanservice prosto dla mnie!), był ślub Green Arrow i Black Canary (I'm a sentimental guy like that!), był w końcu szałowy skład Ligi Jamesa Robinsona, z Dickiem Graysonem w roli Batmana, Wonder Girl zastępującą mentorkę (miód dla miłośnika oryginalnych Teen Titans) oraz... gadającym szkockim magicznym gorylem. Liga raczej nigdy nie będzie komiksem wybitnym, ale czasem może dać nam fajne wydarzenia - i gadające goryle!
![]() |
| Śpij słodko, aniołku 💖 |
W czerwcu przyszedł też czas na jedyny tekst o marvelowskim komiksie w tym roku - a i to trochę naciągane, mówimy bowiem o oryginalnej serii z Godzillą z lat 1977-79, Godzilla: King of the Monsters. Uczciwie mówiąc, była lepsza niż miała prawo być; zaplanowana powieściowo struktura (Godzilla depcze całe Stany w drodze do Nowego Jorku i finałowej konfrontacji z marvelowskimi superherosami) wydaje się wręcz zapowiadać popularne w latach '80 zamknięte graphic novels. Doug Moench miał dobre wyczucie konwencji kaiju, i chociaż rysunki Herba Trimpego to już ogólnie rozczulające ramotki - jest to autentycznie ciekawa perełka z lamusa. No, "perełka" to dużo powiedziane, ale jako fan Godzilli oraz komiksów bawiłem się solidnie!
![]() |
| Okazjonalnie rolą łotrów bywa rola błazna, mówienie tzw. truth to the power. |
W lipcu miałem ochotę na jakąś lekką wakacyjną serię, a zarazem realizację jednej ze starych blogowych obietnic - padło więc na Power Girl autorstwa Amandy Conner, Jimmy'ego Palmiottiego oraz Justina Graya (dla zwięzłości często opuszczam tego ostatniego, niech więc chociaż tutaj w końcu się pojawi - Justin Gray, brawo!). Pełne witalności oraz humoru rysunki Amandy Conner, świetna charakteryzacja, zgrabny scenariusz - niby to tylko miesięcznik superbohaterski, ale tak udany, że kolejną solową serię postać dostała dopiero po dwudziestu latach. It was that hard to compete with.
![]() |
| "And it's nice to know there is still some justice in this world." Nawet noir nie może być w stu procentach cyniczny! |
![]() |
| Justice Society kontra... senator McCarthy? |
We wrześniu sięgnąłem po tom od dość dawna czekający na stosiku przyszłych lektur - archiwalne wydanie All-Star Comics. Urok tego tomu trudno wyjaśnić bez wycieczki w przeszłość: zaczynał się od numeru #58, ponieważ stanowił alternatywną kontynuację magazynu jeszcze z lat '40, który właśnie z numerem #58 odszedł od słabnących wówczas superbohaterów i wziął się za publikowanie westernów. Otrzymujemy więc dosłownie alternatywną rzeczywistość - taką, w której superbohaterowie nigdy nie odeszli, a czas płynął realistycznie, zgodnie z rzeczywistym przemijaniem lat. Superman siwieje; Batman - teraz komisarz policji - ma dorosłą córkę; na scenie pojawia się nowe pokolenie postaci, w tym (po raz pierwszy) Power Girl: figura emblematyczna dla drugiej fali feminizmu. Od wydumanych kosmitów z Lemurii po realne konsekwencje maccarthyzmu - to już obecnie historie pokryte patyną... ale na pewno nie rdzą! Dla doświadczonych miłośników i miłośniczek medium - pełna kontekstów uczta, prekursorska wobec późniejszych prac Alana Moore'a.
![]() |
| And did he ever! |
![]() |
| Te panele są często wspominane w naszym domu; by chronić niewinnych, nie podam w jakim kontekście. |
Ostatnim tegorocznym wpisem komiksowym była analiza najnowszej solowej serii Power Girl - postanowiłem dopełnić tryptyku, skoro wcześniej omówiłem jej uwielbianą serię z lat '00 oraz oryginalne pochodzenie postaci z końca lat '70. Autorką najnowszej inkarnacji Power Girl jest Leah Williams, scenarzystka wyuczona rzemiosła na pobocznych seriach X-Menów, i wnosi ona na łamy magazynu swój markowy styl! Ludzie albo uwielbiają Leah Williams - albo uznają, że nie da się jej czytać; mi zdecydowanie bliżej do tej pierwszej grupy, ale i tak - trzeba doceniać autorkę, która budzi emocje!
Wcześniej pisałem o stabilizacji i zaczerpnięciu oddechu; po analizie tego roku widzę, że dokładnie to właśnie robiłem w tegorocznych komiksowych przygodach, badając historyczny rozwój flagowego miesięcznika wydawnictwa (JLA/Justice League of America), zanurzając się w lata '70 (All-Star Comics/Godzilla) i przeżywając na nowo hity sprzed 20 lat (Power Girl/Gotham Central/52). Dwie współczesne serie to w tym układzie wisienka na torcie! Anglisto, naprawdę przeczytałeś w tym roku tylko dwie współczesne serie komiksowe?, zapytacie być może; gdzie tam, czytałem dużo więcej, ale wiecie; wyłączając wybitne przypadki (Poison Ivy!) wolę zazwyczaj pisać o komiksach dopiero po ich zamknięciu.
Na blogową postać roku niespodziewanie wyrosła Power Girl, która doczekała się nawet własnego otagowania! Nie będzie przesadą stwierdzenie, że she's my favorite Kryptonian; Superman to oczywiście ikona oraz szacowny patriarcha całego gatunku, ale dekady jego historii oraz interpretacji powstrzymują mnie przed powiedzeniem "jestem biegły w analizie Supermana"; Power Girl to tymczasem, uh, tylko 50 lat. Żartuję tu trochę, oczywiście, ale są też poważniejsze powody: Power Girl - chociaż jest kuzynką Supermana - stanowiła, moim zdaniem, najbardziej jaskrawy przykład kobiecych komiksowych bohaterek wychodzących z cienia swoich starszych, męskich odbić. I love Supergirl, but - especially early on - she was very much a Superboy in a skirt; Power Girl zawsze była sobą.
![]() |
| Emblematyczna sekwencja! |
To zamysł, z którego wyrosła później seria Bombshells! Dodatkowo, w przypadku Power Girl metafora imigrancka jest podkręcona względem Supermana; koniec końców, Superman jest imigrantem tylko biologicznym - wychował się od dziecka w kochającej ziemskiej rodzinie - podczas gdy Power Girl budowała swoją tożsamość twice over, nie tylko na osi Krypton-Ziemia, ale też w odniesieniu do Ziemi-2. What I'm saying is, Power Girl is a really cool character - i jeśli chcecie zrobić coś dobrego dla komiksowego dyskursu, nie powielajcie już tej anegdotki Wally'ego Wooda o rysowaniu biustu coraz większego z każdym numerem. Wiem, jest zabawna, ale a) sam Wood określił ją później jako żart; b) wystarczy samodzielnie sprawdzić stare zeszyty All-Star Comics.
Kto wyrośnie na blogową postać roku 2026? Czy w ogóle jakaś będzie? Czas pokaże!
The future isn't what it used to be, by powrócić do frazy otwierającej nową erę Legionu, but one thing hasn't vanished completely... the original dream. Po pięciu latach na stanowisku Torchbearer of silly comic book blogging - zapał nie słabnie nic a nic; pisanie o swoim hobby czyni cuda nie tylko dla dokumentowania aktualnych podróży (and what a wonderful journal it has become!), ale też motywowania się do dalszych poszukiwań oraz analiz. Z nauczycielskiej perspektywy - niektóre rzeczy zaczynamy rozumieć dopiero wtedy, gdy zaczynamy tłumaczyć je innym; z pisaniem na temat własnego hobby jest identycznie. To nie tylko moje miejsce do demonstrowania już posiadanej wiedzy; to miejsce do uczenia się, nakreślania nowych nawigacyjnych trajektorii.
A więc morał na dziś: piszcie o swoich zainteresowaniach! Powtórzę to samo, co każdego roku: it's not about showing off; it's about you, about enjoying what you already enjoy - on a deeper level.
Czego więc mogę sobie życzyć? Oby to Five Years Later było tylko...
![]() |
| ...Volume 1! |
I jak zwykle - dzięki, że wpadacie!












Gratulacje, panie Anglisto! If nothing else, robisz wspaniałą kapsułę czasu i fajnie ci w tym towarzyszyć.
OdpowiedzUsuńDziękuję!
Usuń