poniedziałek, 26 stycznia 2026

Muzyczne Poniedziałki: nad kinem neon jakby przygasł i wypłowiał!

Ferie wciąż trwają, a właściwie na dobre się zaczynają - żona rozpoczyna bowiem własny urlop! To jedna z niezmiennych prawd dotyczących wolnego: samemu oczywiście można się wyspać i wyluzować, ale żeby naprawdę oderwać się od codzienności, trzeba je spędzić z kimś. Dopijam więc kawę i szykujemy się do wspólnego wyjazdu - póki co tylko wybrać nową sofę, ale zawsze to już jakiś wypad razem.

Ten refleksyjny nastrój niech podtrzyma dziś sam Andrzej Zaucha! Przedstawiać go nie trzeba i nagrał szlagier na szlagierze, ale moim ulubionym pozostaje chyba Wieczór nad rzeką zdarzeń z 1980, a więc początków jego solowej kariery (choć tu akompaniuje mu Koman Band):  

Co dodać? Stylistycznie - pomimo ósemki z przodu - właściwie idealna destylacja późnych lat '70, zgrabny tekst, niepodrabialny głos!

Może tylko tyle, że zaskakująco musiałem się naszukać wersji w dobrej jakości! Po drodze wpadłem też na klip wideo z epoki, rzekomo - zgodnie z opisem - "unikalny". Szczerze mówiąc, to chyba grzeczniejsze słowo na "średnio interesujący" (mamy tam głównie człapanie po nocnym Krakowie i nieco takich sobie "artystycznych" manewrów kamerą), ale hej - to wciąż dość wczesna era podobnych klipów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz