W planszówkowym podsumowaniu zeszłego roku pisałem o sympatii, jaką cieszy się na naszym stole gra Wingspan - po polsku wydana jako Na skrzydłach. Ta pozycja z roku 2019 to jeden z klasyków nowoczesnych planszówek: wystarczająco przystępna dla amatorów, dość ciekawa dla hobbystów i, przede wszystkim, absolutnie przepięknie wydana. Po co więc pisać kolejne peany pod jej adresem? Ano po to, by porównać ją z wersją komputerową! Tak jest, in today's double feature porównamy Wingspan planszowy i elektroniczny. Spoilers: oba są super!
![]() |
| Ciekawie obserwować, że na pudełkach planszówek widzimy coraz częściej nazwiska nie tylko projektantek, ale również ilustratorek! |
Wingspan pozwala nam zasiedlić rezerwat przyrody (składający się z lasu, łąk i mokradeł) rozmaitymi gatunkami ptaków. Mechanicznie jest to gra z gatunku tableau building: konstruujemy karciany silniczek, który z każdą rundą produkuje coraz więcej zasobów oraz przynosi rosnące korzyści. I choć mechanicznie gra jest solidna i przyjemna, zatrzymajmy się na chwilę przy jakości wydania - gdyż to ona pomogła katapultować Wingspan do rangi jednej z najpopularniejszych gier dekady!
It's all just awesome. Drewniane kości pożywienia spoczywają w karmniku z grubego kartonu, który pełni równocześnie rolę tak zwanej dice tower - kostki nie walają się dzięki temu po stole. Żetony jedzenia oraz plastikowe jaja fabrycznie zapakowane są w osobne przejrzyste pojemniczki, które w przypadku większości planszówek traktuje się jako ekstra płatny produkt premium. Karty spoczywają zaś w jeszcze solidniejszej plastikowej trumience...
![]() |
| ...której wieczko - z tłoczoną dekoracją - stanowi zarazem wykorzystywany podczas gry podajnik/organizer! |
Nie zapominajmy też o samych kartach: są świetnie, przejrzyście zaprojektowane (bardzo dobra ikonografia), a ilustracje autorstwa Beth Sobel, Natalii Rojas i Any Marii Martinez Jaramillo przywodzą na myśl klasyczny atlas ptaków. Ale jak wygląda sama rozgrywka?
W każdej turze umieszczamy drewnianą kosteczkę (początkowo mamy ich osiem) w jednym z siedlisk: w lesie zdobywamy pożywienie, na łące odpalamy składanie jaj, zaś na mokradłach - ciągniemy nowe karty. Mamy też czwartą akcję niepowiązaną z żadnym siedliskiem - zagranie (opłaconej pokarmem) karty ptaka na daną lokację.
I tu kryje się mechaniczne serce Wingspan - każdy zagrany ptak pozostaje na planszy do końca gry, stale przynosząc korzyści. Po pierwsze: dzięki jego obecności kładziemy kosteczki siedliska dalej na prawo, gdzie znajdują się potężniejsze wersje efektów; zamiast brać z karmnika jedną sztukę pożywienia możemy, przykładowo, pozyskać dwie lub trzy. To bardzo intuicyjne, gdyż zasadnicza rola siedlisk nigdy nie ulega zmianie; stają się po prostu silniejsze!
Po drugie, ptaki posiadają własne zdolności. Kosteczka umieszczona po prawej stronie siedliska zacznie cofać się ku lewej, odpalając po drodze wszystkie kolejno wyłożone karty ptaków:
Balansujemy więc małą ptasią ekonomią: by zagrywać karty, potrzebujemy jedzenia oraz (później) jaj; aby mieć jaja, potrzebujemy wijących gniazda ptaków (a każde ma określoną pojemność!); żeby okiełznać losowość i zagrywać ptaki pasujące do naszych celów oraz strategii, musimy z kolei inwestować w ciągnięcie kart.
No właśnie, cele! Te w grze są dwojakie: ogólne (wylosowane i widoczne od początku partii na planszetce) oraz indywidualne (w postaci zasłoniętych kart).
Gdy skończy się pierwsza runda (czyli wydamy na rozmaite akcje wszystkich osiem swoich kosteczek) - następuje przyznanie punktów za realizację celów. W powyższym przykładzie: osoba posiadająca najwięcej ptaków w lesie zajmuje pierwszą pozycję, czyli dostaje 4 punkty; niebieski gracz na drugim miejscu może liczyć tylko na 1 punkt. Co ciekawe, kosteczki wykorzystane do oznaczania punktacji pozostają na planszetce - w drugiej rundzie będziemy więc mieć już tylko siedem akcji, w trzeciej - sześć, zaś w czwartej, finałowej - pięć. To niezły mechanizm, który nadaje grze tempa oraz balansuje obecność bardziej rozbudowanego ptasiego tableau, którym dysponujemy w późniejszych rundach.
![]() |
| Powyższe karty wymagały zmienionego balansowania w polskiej wersji - przeprowadzono je w konsultacji z wydawcą oryginału, więc wierzę w ich sens! |
Jest to też jedna z tych gier, które wymagały dużej pracy przy lokalizacji. Kilka kart celów uwzględnia nazwy ptaków, które - surprise, surprise - są kompletnie odmienne po angielsku oraz po polsku. Wszelkie odniesienia do kolorów, części ciała oraz nazw geograficznych trzeba było przeliczyć i zbalansować od nowa! W przypadku tych konkretnych kart mamy więc delikatne różnice pomiędzy wydaniami - ale to bardziej ciekawostka niż coś, co chwiałoby balansem zabawy.
![]() |
| Spójrzcie na bok pudełka - poręczny diagram pokazuje, jak zorganizować wszystko w środku! To jeden z przemyślanych detali, które tak uprzyjemniają obcowanie z tym tytułem. |
Wingspan to gra, która była u nas hitem pandemii - w okresie pierwszego lockdownu niemal co popołudnie odprężaliśmy się przy ptasich rezerwatach. Wydawniczy opis określa grę jako competitive, medium weight, card driven game - ale jest ona competitive wyłącznie w rozumieniu "nie jest kooperacyjna". To nie jakieś perfectly balanced tournament experience; rola losowości, jak w większości gier wykorzystujących karty i kości, jest znaczna. Czasem po prostu nie dojdą nam te potrzebne do spełnienia celu drapieżniki, a innym razem karmnik będzie pełen myszy i robaków, gdy zależy nam na zbożu. No cóż, nawet pozornie bezbłędne strategiczne decyzje nie gwarantują więc wygranej - zwiększają pokaźnie jej szanse, pewnie, ale to nie pozbawione niespodzianek szachy.
Zwycięstwo, moim zdaniem, wcale nie jest jednak w Wingspan kluczowe. Sama gra jest na tyle przyjemna - wykładamy ptaki, patrzymy na ładne grafiki i ciekawostki, budujemy swój karciany silniczek - że zawsze bawię się dobrze niezależnie od wyniku. A że czasem mój rezerwat się nie klei? Może tak być; ale patrzcie, jakiego tłustego indora zagrałem! Tury są bardzo szybkie - jedna akcja i dalej! - gra nawet we czwórkę toczy się więc bez przesadnego downtime'u. Odprężoną atmosferę przy stole buduje też brak elementów szkodzących innym graczom; nie kradniemy nikomu jaj ani nie zmuszamy do odrzucenia kart z ręki. Wręcz przeciwnie - wiele efektów jest korzystnych dla całego otoczenia (ale dla nas najbardziej, zgodnie ze schematem "wszyscy składają po jaju, ale twój ptak - dwa"). Budujemy w końcu ekosystem!
Wingspan makes you feel nice and cozy, ale nie jest zabawą bierną - ma miejsce dla planowania oraz decyzyjności. Wśród najczęściej wspominanych problemów znajduje się tak zwany egg spam: jeśli mamy cele polegające na liczeniu jaj, ostatnie tury upłyną na składaniu ich na potęgę - przez co może się wydawać, że przelatują właściwie na autopilocie. Może... ale najpierw trzeba umieć ten jajeczny silniczek zbudować! Powyższą kwestię rozwiązują też dodatkowe żetony celów z rozszerzeń, ale skupmy się dziś na podstawowej wersji gry - a ta jest naprawdę bardzo, bardzo dobra. Jeśli odwiedzają nas goście i mają ochotę w coś zagrać - Wingspan jest jednym z pierwszych wyborów: ma fantastyczną table presence (ten karmnik, te jaja!), reguły można wytłumaczyć w minuty, a tematyka zawsze chwyta. Fajnie jest nawet oderwać się pomiędzy turami od kombinowania i zobaczyć po prostu, jakiego rodzaju gniazda wije dany ptak, ile składa jaj czy jakie ciekawostki się z nim wiążą. Jest to więc z mojej strony glowing recommendation - z tym tylko zastrzeżeniem, by potraktować marketingowe hasło competitive z odrobiną sceptycyzmu oraz zaakceptować porcję losowości.
No dobra, zapytacie, ale skoro posiadasz wersję fizyczną - co skłoniło cię do zakupu komputerowej?
![]() |
| Po pierwsze: promocja na Steamie i zniżka do okolic 40 zł; po drugie - KRYSTYNA CZUBÓWNA! |
Tak jest - wszystkie ciekawostki z kart czyta w tej wersji właśnie ona! It may sound like a funny gimmick, ale w praktyce - szczególnie w połączeniu z odprężającą, przygrywającą w tle muzyką oraz ćwierkaniem ptaków - buduje to wyjątkowo relaksujący dźwiękowy krajobraz. Grać w komputerowy Wingspan z audiobookiem na uszach? O nie, to mijałoby się z celem!
![]() |
| Za adaptację odpowiada poznańskie studio developerskie Monster Couch - i jest to adaptacja wzorcowa! |
Karty zostały - dla lepszej czytelności na ekranie - wizualnie zmodyfikowane, ale zrobiono to naprawdę z głową. Po co przykładowo wciskać tekst ciekawostek, jeśli po zagraniu ptaka słyszymy je z ust pani Czubówny? Litery są na tyle duże, że mogę bez problemu przeczytać wszystko z kanapy, na której siedzę z padem - którego bezproblemowa obsługa jest kolejną zaletą gry!
![]() |
| Każde siedlisko jest tu osobnym ekranem, ale - jeśli chcemy - możemy korzystać ze "strategicznego" widoku, który pokazuje wszystko naraz. |
![]() |
| Ptaki są delikatnie animowane - obracają łepek, kiwają się na gałęziach, rozkładają skrzydła. Spójrzcie, tutaj mewa wychyla się poza swoją kartę! |
Mamy też nieco animacji tła: elementy siedlisk delikatnie falują na wietrze, od czasu do czasu przelatują owady - ten kaliber. Są one stonowane i subtelne - budują nastrój, ale nie zmieniają wirtualnego pola gry w chaotyczny festiwal gifów.
![]() |
| Interfejs jest przejrzysty - gdy dokonujemy wyborów, są one jasno opisane. |
Możemy grać w kilku trybach. Pierwszym z nich jest partia przeciwko żywym graczom siedzącym obok lub botom o różnych poziomach trudności - nie są one przesadnie wymagające; na najwyższym poziomie trudności wygrałem do tej pory większość partii (a przecież regularnie zbieram w Wingspan cięgi od żony!).
![]() |
| Zapełnione siedlisko! Widzicie sokoła z lewej? Gdy w trakcie gry poluje, słyszymy dźwięki łowów - kolejny uroczy detal! |
Drugim trybem jest rywalizacja z tak zwaną automą, czyli specjalnym algorytmem do gry solo - trzyma się on odmiennych zasad niż prawdziwy gracz, ale stanowi całkiem interesujące wyzwanie. Automa jest (w wersji karcianej) obecna również w fizycznym pudełku, ale nie miałem motywacji do jej wypróbowania; zachęciła mnie do tego dopiero cyfrowa adaptacja. I, muszę przyznać, tryb ten jest ciekawy - oraz chyba bardziej wymagający niż boty!
![]() |
| Fajnie też, że gra ekspresowo i przejrzyście przeprowadza finałowe zliczanie punktacji. Zdobyłem 86 punktów - jeden z botów tym razem mnie prześcignął! |
Możemy też rywalizować z żywymi przeciwnikami online. Zaryzykowałem - i moje doświadczenia były zaskakująco przyjemne! Szybko znalazłem przeciwników, nie musiałem przesadnie długo czekać na ich ruchy (mamy limit pięciu minut na turę - ale mało kto potrzebował więcej niż 90 sekund!), a w trakcie czekania, jak podczas gry na żywo, i tak spędzałem czas zaangażowany: planując kolejne posunięcia i analizując sytuację na planszy.
![]() |
| Gdy zagramy choć raz jakiegoś ptaka, zostaje on dodany do dostępnego z poziomu menu atlasu. Tu możemy odsłuchać ciekawostki czytane przez Krystynę Czubównę... |
...oraz prawdziwe dźwięki konkretnych ptaków! Chwaliłem wersję planszową za przemyślane detale - a to właśnie taki sam świetny detal w wersji cyfrowej. Czy dźwięki te są stricte potrzebne? Nie. Czy robią wrażenie jako edukacyjny bonus? Jeszcze jak!
![]() |
| Widok "strategiczny" - może mniej ładny, ale dający ogólną orientację i możliwy do przywołania oraz schowania jednym klepnięciem gałki analogowej. |
Kupiłem wersję komputerową Wingspan trochę dla hecy - Krystyna Czubówna and all - ale uczciwie zrobiła na mnie wrażenie. Estetyczna, przejrzysta i przemyślana - to chyba najlepsza komputerowa adaptacja planszówki, z którą miałem do czynienia! Na szczególną pochwałę zasługuje dźwiękowy krajobraz, przy którym po prostu zrelaksowany rozpływam się wieczorami na kanapie. Standardowa cena - około 70 złotych - to dosyć sporo, ale jeśli traficie na promocję? Bierzcie śmiało i sprawdźcie, czy planszówka na komputerze wam odpowiada. Ja nie byłem pewny... ale przeżyłem wyjątkowo pozytywne zaskoczenie!




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz