Zazwyczaj lubię być powściągliwy w osądach: nim wydam ocenę, spędzić nad planszówkami rozsądną liczbę partii, poznać konteksty komiksów, osłuchać się porządnie z muzyką. Ale nie dzisiaj - ponieważ jet lag zespołu Lor (niegdyś folkowego, stąd nazwa od końcówki "foklor") to absolutny gaz (niem. absolut der Hammer). To jeden z tych kawałków, które w połowie pierwszej zwrotki podgłośniłem w samochodzie, a następnie na parkingu nie wyłączyłem silnika, dopóki się nie skończył.
Outstanding!
Może łapię się po prostu na te skrzypce; żaden wstyd, na skrzypce w country łapię się nieodmiennie od dekad! Inspiracja zespołu jest jednak zgoła nie-folkowa (choć i to zależy od definicji folkloru):
Chciałyśmy sprawdzić, co się̨ stanie, gdy sięgniemy po inspiracje brzmieniowe z udekorowanej balonami sali gimnastycznej w podstawówce i stworzymy coś zakorzenionego bezpośrednio popowo i tanecznie.
Mowa o "estetyce szkolnych dyskotek późnych lat 2000" i - uczciwie mówiąc - nie do końca to czuję, ale też nie czarujmy się: późne lata '00 to już zdecydowanie nie moje szkolne dyskoteki, więc zaufam tu ekspertyzie artystek.
Tak czy inaczej, lubię promować te mniej znane rzeczy - a moim zdaniem jet lag ma całkowicie realny potencjał na bycie zajeżdżonym do nieprzytomności jako radiowy szlagier. Ryzyko jest więc takie, że za rok wrócę do tego wpisu z myślą o nie, znowu Lor, ile można!
Jestem jednak gotowy na to ryzyko; trzymam wręcz kciuki, by scenariusz ten się sprawdził. Go get 'em, girls!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz