piątek, 3 kwietnia 2026

Recenzja planszówki: Rivals: Shazam vs Black Adam

Wyobraźmy sobie alternatywną rzeczywistość, w której film Black Adam - tak, ten z udziałem wrestlera Dwayne'a Johnsona - odniósł wielki komercyjny oraz artystyczny sukces. Ludzie rzucają się do sklepów w poszukiwaniu kolejnych mediów z Teth-Adamem, moralnie skomplikowanym władcą krainy Kahndaq... ale projektanci karcianki DC Deck Building na szczęście to przewidzieli, na półkach można więc właśnie znaleźć kolejne samodzielne pudło z serii Rivals: Shazam vs Black Adam. Wszystko się zazębia, korporacyjna synergia buczy aż miło!

...lecz niestety, film ostatecznie nie okazał się pamiętnym dziełem - choć The Rock nawalał się tam z samym czerwonym i rogatym diabłem, pewnej wartości rozrywkowej nie można mu więc odmówić. Shazam vs Black Adam nie trafił więc w komercyjną dziesiątkę - nie zmienia to jednak faktu, że po raz kolejny mamy do czynienia z dopracowaną, przystępną i zwyczajnie bardzo przyjemną w graniu pozycją z bogatej linii DC Deck Building!        

Jako wspierający na kickstarterze dostałem bajery w rodzaju pokrytego holograficzną folią pudełka. Zdjęcie tego nie oddaje, ale to autentycznie jedno z najładniej wyglądających planszówkowych pudełek w naszej kolekcji! 

Jak zwykle, nie będę się jednak skupiał na kickstarterowych bonusach - całość dzisiejszego wpisu możecie spokojnie odnieść do standardowej, sklepowej wersji. To już czwarty wpis opowiadający o serii Rivals, wychodzę więc również z założenia, że podstawowe zasady są wam dobrze znane (jeśli nie - zapraszam do archiwów!); skupmy się od razu na rzeczach najciekawszych! 

Na początek: karty bazowe!

Obie talie początkowe składają się z klasycznego zestawu 7x Punch oraz 3x Vulnerability; do niedawna byłoby to oczywiste, ale w ostatnich setach projektanci zaczęli eksperymentować również i z tym - wydawałoby się - nienaruszalnym fundamentem systemu. Powraca znana z pudła The Flash vs Reverse-Flash bardzo udana interpretacja kart Weakness: zamiast stanowić w praktyce kolejną Vulnerability, po pierwszym dobraniu Weakness pozostaje na stole, trwale obniżając próg wymagany do pokonania naszej postaci oraz otwierając nowe opcje decyzji oraz interakcji. Już w ostatnim wpisie nie mogłem się nachwalić tej zmiany!

Tradycyjną nowością (heh) jest lokalny odpowiednik Kick - a więc karty zawsze dostępnej do kupienia (zakładając, że stosik się nie skończy!), szczególnie ważnej podczas pierwszych rund oraz kierunkującej mechaniczną tożsamość rozszerzenia. Tym razem jest to Word of Power: Choose 1: +2 power OR Confrontation: Return this card to its stack. If you do, play the top card of the main deck, then add it to the Line-Up.

Po pierwsze: operowanie na ślepo kartami z góry głównej talii jest związane z postacią Shazama już od drugiego bazowego pudła linii, Heroes Unite. Wiąże się z tym sporo radości: można w końcu zadeklarować odpalenie zdolności, obowiązkowo zawołać SHAZAM! i odsłonić (miejmy nadzieję) coś potężnego! Po drugie: ekwiwalenty Kick są istotne w początkowej fazie gry, ale później zaczynają nieco ciążyć; Word of Power ma wbudowane rozwiązanie tego problem. Po trzecie: odejście od klasycznych Kicks było podyktowane dbałością o balans typów kart podczas partii; Kick stanowił zawsze dostępną tanią superpower, mieszał więc nieco w projektanckiej matematyce. Shazam vs Black Adam powraca do "zawsze dostępnej superpower"... ale tym razem już celowo, z pełnią projektanckiej świadomości!

Nim przejdziemy dalej, przyjrzyjmy się tytułowym rywalom: 

"Kickstarter" na kartach odnosi się wyłącznie do promocyjnego pokrycia holograficzną folią - funkcjonalnie karty są identycznie, co w wersji sklepowej.

Shazam - dosyć przewidywalnie - kieruje budowę talii w stronę bohaterów oraz supermocy. Pierwsza z jego zdolności to kolejna wariacja na temat wołania SHAZAM! oraz odkrywania kart na ślepo, tym razem z własnej talii - z jednej strony mamy więc większą kontrolę nad losowością, z drugiej - klauzula o cost 4 or less zabezpiecza przed przesadnymi wybuchami mocy w początkowej fazie gry.

Forma za 12 bardzo ładnie zgrywa się z wcześniejszym kierunkiem budowy: wszystkie tanie superpowers (w tym Word of Power!) otrzymują bardzo potężny alternatywny tryb; Billy, jak to w komiksach, może wezwać na pomoc liczną rodzinę i przyjaciół! Bohaterowie za 5 to już ogromna większość tych zawartych w pudle, a wzięcie dwójki oznacza często sklejenie gotowego komba. Bardzo, bardzo silna umiejętność - zakładając oczywiście, że mamy relatywnie pełny discard (a o to nietrudno, ponieważ wiele efektów oraz kart w tym secie discarduje karty w ramach płatności lub efektu).

Finałowa forma za 15 to już właściwie musztarda po obiedzie; rozbudowana wersja i tak potężnej zdolności z dwunastki. Powiem szczerze: jeśli nie udało wam się wygrać w poprzednim etapie, to piętnastka pewnie tego nie zmieni; wejście na tę formę traktowałem ją zwykle jako ostatni dzwonek, by zakończyć partię - zanim Black Adam zakończy ją za mnie.

Teth-Adam, popularnie znany jako Black Adam. Opinia w komiksowym światku pewnie niepopularna, ale jako "moralnie skonfliktowany władca odległego państewka, który w swój dziwny sposób naprawdę ma na sercu dobro ludu" jest dla mnie ciekawszy niż marvelowski Doktor Doom. 

Black Adam zaczyna niepozornie - wydawałoby się, że jego zdolność wypali ze trzy razy (startowe Vulnerabilities) i po balu. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona: pudło Shazam vs Black Adam kładzie bowiem bardzo mocny nacisk na cykle kart, z których jednym jest... siedem grzechów głównych. Hej, czas na komiksowy segment edukacyjny!

Shazam - oryginalnie znany jako Captain Marvel - to bardzo wiekowa postać (1940), pierwszy poważny konkurent Supermana na superbohaterskim poletku (w latach '40 sprzedawał więcej komiksów od przybysza z planety Krypton!). Twórcy postaci, scenarzysta Bill Parker oraz rysownik C. C. Beck, chcieli odejść od pulpowych inspiracji epoki oraz dać czytelnikom oraz czytelniczkom postać jasną, optymistyczną oraz pełną kreatywnej wyobraźni; zdecydowali się więc zaczerpnąć z bogatej studni mitologii grecko-rzymskiej oraz judeochrześcijańskiej. Młody Billy Batson - w cudownie trafiającej w młodzieńcze czytelnicze gusta power fantasy przeobrażający się w dorosłego Kapitana - otrzymywał więc moce antycznego panteonu, od silnego Herkulesa po mądrego Salomona; wśród jego przeciwników były zaś dosłowne personifikacje grzechów. Ale, ponieważ wiele grzechów to grzechy raczej dla dorosłych, autorzy nieco je ugładzili; zamiast o "grzechach" pisali też o Seven Deadly Enemies of Man

Jeff Smith odwołał się do tej starej tradycji w swoim komiksie "SHAZAM! The Monster Society of Evil" (2007), retellingu klasycznej przygody Kapitana. Swoją drogą, "Bone" tego samego autora to jeden z komiksów, które zdecydowanie warto znać. Stoi u mnie na półce z autografem!

Ale dosyć już przechwałek - nie popadajmy w grzech pychy! Istotne jest, że w karcianej interpretacji grzechy są potężne, ale wlepiają kupującej je osobie Weakness na start; Black Adam może więc trochę z początku nagrzeszyć, ale później odkupić winy. Cudownie tematyczne!

Forma za 12 pozornie jasno wskazuje kierunek budowy talii, ale i to nie jest oczywiste. Black Adam polega niby na supermocach oraz łotrach - to właśnie te typy kart odpalają jego umiejętność - ale jego prawdziwą siłą jest wykorzystywanie kupionych w pierwszej fazie gry potężnych kart za 5 lub więcej. To kolejne ładne oddanie dynamiki superbohaterskiej narracji: Billy musi polegać na byciu clever oraz na wsparciu rodziny oraz przyjaciół; Teth-Adam to z kolei powerhouse, który - bazując na czystej, nieokiełznanej mocy - będzie pewnie w stanie dominować nad Shazamem... dopóki ten nie nabierze doświadczenia, przynajmniej.

Zdolność formy za 15 należy właśnie do gatunku power unleashed; jeśli osoba grająca Billym pozwoli Teth-Adamowi na pozostanie w niej zbyt długo, rezultat będzie do przewidzenia. Wiele podobnych zdolności zmusza nas do odłożenia niewygodnej karty z powrotem na szczyt talii - nie ta. Black Adam brings the thunder, and you can only stand against it for so long.

Obie postacie są ciekawe w swojej konstrukcji; obie są również wymagające w prowadzeniu. W moich pierwszych partiach jako Shazam zbierałem straszliwe baty od używającej Black Adama żony; jak wspomniałem, Black Adam to ten power character, podczas gdy Shazam is the tricky one. Absolutnie nie widzę tu jednak jakichkolwiek problemów z balansem - gdy oboje nabraliśmy już doświadczenia w prowadzeniu obu postaci, szale zwycięstwa zaczęły się widocznie wyrównywać.

Wspomniałem, że Shazam vs Black Adam to pudło bardzo mocno operujące cyklami kart. Najlepszy przykład? Wszystkie (!) superpowers z tego rozszerzenia to klasyczne komiksowe moce obu herosów; obaj panowie dysponują pełnym zakresem kosztów od 2 do 7. Zwykle nie wklejam aż tylu kart, by zdjęcia były w miarę czytelne, ale tym razem trudno nie przedstawić całości zestawów:   

Black Adam czerpie moce od egipskich patronów, co oryginalnie miało też przecież starotestamentową symbolikę "kraju niewoli" i tak dalej. 

Wisdom of Solomon jest uroczo nazwana oraz wykoncypowana; mamy tendencję do patrzenia na karty za 2 odrobiną rezerwy - kto chce zapychać talię marginalnymi efektami? - ale przy mądrym wykorzystaniu jest to doskonałe narzędzie organizacji talii oraz odpalania zdolności postaci. Stamina of Atlas to rzecz równie taktyczna; "ślepy" dociąg z góry talii może wcale nie być aż tak ślepy!

Jedynym felerem tych zdolności jest ich tematyczne podobieństwo. Przy pierwszych partiach wszystkie mieszają się po prostu w jedną masę; czyjaś siła, czyjaś odwaga, czyjaś moc - nie niesie to za sobą szczególnej tematycznej wagi. Czy Power of... dociąga karty, niszczy je, atakuje przeciwnika, pozwala na blok? Koncepty są niestety na tyle abstrakcyjne, że brakuje klarownego przełożenia na mechanikę. Ale wiadomo, imiona składające się w SHAZAM! były w tym pudle obowiązkowe! By wrócić do Jeffa Smitha:

SHAZAM! Hej, wołanie tego słowa to dobra zabawa, nie patrzcie na mnie krzywo. Pokolenia dzieciaków myślą tak samo już od 1940! 

Kolejny cykl to wspomniane już grzechy - tym razem już w klasycznej, dorosłej wersji ze współczesnych komiksów. 

Envy oraz Wrath nie wlepiają przy zakupie karty Weakness, ale nadal nimi operują i są z nimi mechanicznie związane!

Grzechy są nieco potężniejsze niż standardowe karty o podobnych kosztach, ale ich mechaniczna tożsamość na tym się nie kończy - Black Adam może oczywiście łatwo pozbywać się kart Weakness... ale może wcale nie chcemy tego robić, by zamiast tego zbudować silniczek robiący z nich użytek? Gluttony oraz Wrath pozwalają zebrać za nie żniwo; Wrath kompletnie anuluje (przynajmniej!) osłabienie naszej postaci, zaś Gluttony nierzadko pozwala uderzyć za 5-6 kartą kosztującą 3. Kiedy wszystko się ułoży, dostarcza to masy satysfakcji z postawienia na głowie standardowych reguł gry!

Kolejnym - mniejszym - cyklem są występujący na łamach komiksu 52 robotyczni Jeźdźcy Apokalipsy. Jeśli macie ochotę na historię o Black Adamie, 52 to świetne miejsce na bliższe poznanie tej postaci!   

Jeźdźcy są drogimi łotrami... ale oznacza to wyłącznie, że synergizują w dwójnasób ze zdolnościami Black Adama. 

Szczególnie godny uwagi jest Famine: możemy dosłownie zagłodzić drugą osobę odcinając dopływ wartościowych kart oraz blokując pojawianie się nowych. Bardzo taktyczna, bardzo satysfakcjonująca w użyciu karta! Tożsamość całej czwórki Jeźdźców kręci się dookoła niszczenia kart i może się wydawać bardzo wąska - ale pamiętajmy, w całej talii mamy dużo więcej efektów destroy, nie tylko tę czwórkę przyjemniaczków.

Czy Shazam również ma jakiś interesujący cykl? A jakże: 

Rodzina i przyjaciele! 

Efekty tych kart nie są może olśniewające na pierwszy rzut oka, ale cała zabawa leży w budowaniu kombinacji. Druga zdolność Billy'ego pozwala przecież wziąć na rękę dwójkę bohaterów, i nawet te tańsze postacie są zdecydowanie warte uwagi! Zdolność formy za 9 wymaga odrzucenia karty Punch, za 12 - supermocy; Darla Dudley bardzo, bardzo często będzie dociągać dodatkową kartę. Gdy przychodzi do konfrontacji, Pedro Peña ma z kolei banalny do uruchomienia efekt, który spokojnie mógłby znajdować się na karcie za 6 (porównajcie z Power of Aten Black Adama). Przybrani rodzice całej gromadki, Rosa & Victor Vasquez, to (pomimo niskiego kosztu!) zazwyczaj klejnot w koronie talii Shazama: jeśli budowaliśmy sensownie, dostajemy do ręki kombo z dwóch kart. Konfrontacja, Rosa & Victor, do ręki wracają Darla i Pedro, dwie najtańsze karty z rodziny; jesteśmy już zwykle o dwa punkty oraz trzy karty do przodu. Never underestimate family!

Jakie interesujące karty znajdziemy poza cyklami? Zacznijmy może od łotrowskiej strony:   

Proszę, nie, nie mówcie teraz, że to po prostu "cykl przeciwników Shazama", miejcie litość!

Superpowers to mocny temat tego pudła - w końcu z pełną premedytacją wróciło ono do stale dostępnej karty tego typu. Nie powinna zatem dziwić spora liczba mechanicznych interakcji: Doctor Sivana wykonujący dzięki nim skuteczniejszy blok, zaskakująco potężny podczas konfrontacji Mister Mind, Sabbacc (chyba literówka? zwykle zapisywany z jednym "C") odbierający drugiej osobie karty. Godny uwagi jest też Psycho Pirate, który aż prosi o kupowanie grzechów i przekazywanie Weaknesses przeciwnikowi! The Rock of Eternity podkręca zaś obecny w innych miejscach temat wołania SHAZAM! i zagrywania karty na ślepo.

Heroiczna strona również nie ma się czego wstydzić: 

Cyclone, Atom Smasher, Hawkman, Doctor Fate - wszystko to postacie z Justice Society występujące w filmie! Wyobraźcie sobie dostojnego Pierce'a Brosnana pod hełmem tego ostatniego.

Ze swoją czwórką mocy Doctor Fate byłby potężny w każdym secie, ale tutaj - ze wspomnianą łatwą opcją zagrywania kart bezpośrednio z góry głównej talii, choćby z użyciem Word of Power - staje się przerażający. The Wizard to kolejny godny szacunku sprzymierzeniec - przypomina niecoprodukującą Kicks Supergirl z bazowego zestawu... ale dodaje do tego własne trzy punkty mocy, a Word of Power może zostać natychmiast wypalone, zwrócone na stos i nie będzie zapychać talii. Oraz jeszcze jedna ciekawostka: w zestawach Rivals karty oznaczone są symbolami postaci, z którą powinny być związane, gdyby mieszać zestawy (i na przykład chcieć skonfrontować Black Adama z Flashem z poprzedniego pudła). Zwróćcie uwagę, że powyżej - choć to nominalnie Heroes - mamy właściwie same karty Black Adama! Myślę, że to urocze podkreślenie jego moralnej niejednoznaczności. 

Shazam vs Black Adam to drugie pudło Rivals z ery DC Deck Building, którą lubię nazywać już w pełni dojrzałą. Czy jest lepsze niż poprzedzające je The Flash vs Reverse-Flash? W pierwszym odruchu powiedziałbym "nie", ale to bardzo warunkowe stwierdzenie. Poprzednie rozszerzenie - z kartami pełnymi złożonych, wielostopniowych efektów oraz stałym korzystaniem z kilku stref gry - dopychało cały system do ściany pod katem złożoności. Shazam vs Black Adam miał więc tylko jeden kierunek: prościej. I o ile na tym etapie preferuję złożoność poprzedniego pudła, o tyle mówię to z perspektywy osoby z dosłownymi setkami partii DC Deck Building na karku... a i tak pamiętam, że nasze pierwsze przygody z Flashem były trudne i nieco się wlokły właśnie za sprawą tej złożoności oraz wymaganej analizy. Shazam vs Black Adam jest rozszerzeniem wciąż doskonale zaprojektowanym (świetny balans!) oraz nowoczesnym, ale zdecydowanie bardziej przystępnym.

Moim największym zastrzeżeniem jest rozdźwięk pomiędzy tematem oraz mechaniką. Dotyczy to szczególnie supermocy obu herosów: Wisdom, Power, Strength i tak dalej. Przykładowo: jakiego efektu spodziewać się po Wisdom? W przypadku Shazama jest to manipulacja kartami z góry własnej talii; w przypadku Black Adama... dwa punkty mocy, plus potencjalnie więcej w trakcie konfrontacji. Co robi Power? Shazam wlepia przeciwnikowi Weakness, zaś Black Adam... ciągnie dwie karty. Nie chodzi mi już nawet o to, że cały cykl jest nieco nudny pod kątem nazewnictwa (chociaż jest) - rzecz w tym, że brakuje mechanicznych podobieństw, które pomagały instynktownie poznać: a, ta karta to Stamina.

Drugi - drobniejszy - feler to nieco zbyt mocne jak na mój gust poleganie na cyklach. Kiedy w The Flash vs Reverse-Flash mieliśmy tworzący cały własny pod-temat cykl Rogues, było to fajne i ciekawe; tutaj mamy po sześć mocy każdego z herosów (razy dwa), siedem grzechów głównych, czterech Jeźdźców Apokalipsy, adoptowaną rodzinę Billy'ego... i niedużo miejsca zostaje na inne rzeczy! To miło, że udało się chociaż zmieścić kilka postaci z JSA oraz garść klasycznych łotrów, ale nie ukrywam - tematycznie The Flash zostawia konkurencję z tyłu (jak to Flash - więc nawet tu jest tematycznie; zaprawdę zestaw nie do pobicia).

Ani jednak myślę kończyć ten tekst krytyką. Shazam vs Black Adam to kolejne fantastyczne rozszerzenie z linii Rivals; linii, która na przestrzeni lat nie doczekała się ani jednego złego produktu. I chociaż tematycznie nie wszystko może lśni, mechanika oraz dopracowany balans składają się na karciankę, przy której można spędzić wieczór za wieczorem. Na przestrzeni licznych partii mój szacunek do tego rozszerzenia wyłącznie rósł - wiadomo, z początku zwraca się więcej uwagi na temat... and that is a bit of a hard sell here. Gwarantuję jednak: po paru partiach i wy będziecie zapewne radośnie odsłaniać karty wołając SHAZAM! 

I wiecie co? Mogę trochę narzekać na temat, ale przynajmniej pojawił się pan Tawky Tawny, gadający tygrys i bliski przyjaciel Kapitana! Jeśli go nie znacie, zróbcie sobie tę przyjemność i kliknijcie w link powyżej. He's nuts. He straight-up killed a guy with a stick once.   

~.~

Więcej o DC Deck Building oraz Marvel Champions możesz znaleźć tutaj!