W związku z zakończeniem roku szkolnego w ostatnich wpisach przewijał się stale jeden wątek: papiery, papiery, papiery. Chyba więc was nie zdziwi, że komiksem na dziś będą...
![]() |
| ...Paper Girls wydawnictwa Image! |
Brian K. Vaughan to dosyć onieśmielająca statusem postać: czternastokrotny zdobywca nagrody Eisnera, autor komiksów takich, jak Y: The Last Man, Runaways czy Saga. Paper Girls to jedno z jego nowszych dokonań: zamknięta, trzydziestozeszytowa seria, która ukazywała się w latach 2015-1019.
Stop me if you've heard this one before: fabuła opowiada o czwórce dzieciaków, które w latach '80 popylają na rowerach po małym amerykańskim miasteczku... i bardzo szybko wpadają na trop czegoś nadnaturalnego. Seria ta wyprzedza jednak Stranger Things niemal o rok - i na powierzchownych podobieństwach raczej się kończy. Po pierwsze - intryga obraca się dookoła podróży w czasie, nie alternatywnych wymiarów; po drugie - nasze dzieciaki to (zgodnie z tytułem!) czwórka dziewcząt; po trzecie... ale to trzecie zostawmy może na później.
![]() |
| Seria ma bardzo mocną tożsamość wizualną; już po rzucie oka na pojedynczy panel można stwierdzić "yup, it's Paper Girls". |
Artystą jest Cliff Chiang, którego mocne, czyste linie lubię już od czasu serii Green Arrow/Black Canary z 2007 (to ta wspólna seria, która zaczęła się po ich ślubie); za kolory odpowiada zaś Matt Wilson, który współpracował już wcześniej z Chiangiem przy Wonder Woman. Efekty są spektakularne: stonowane, przeważnie chłodne barwy budują nastrój jesiennych nocy sprzed dekad, a cieplejsze kolory podkreślają często sceny bardziej emocjonalne lub widowiskowe.
![]() |
| Kolor nieprzypadkowo zmienia się właśnie wtedy, gdy Mac puszcza wiązankę złodziejom! |
W kontraście do raczej grzecznych chłopaków z Hawkins, dziewczyny (które poznały się jako rowerowe roznosicielki gazet) przeklinają, jarają szlugi i są gotowe spuścić manto bucom z sąsiedztwa! Są też jednak bardzo łatwe do polubienia, nawet z całym tym nastoletnim puszniem się. Mamy więc Erin, dziewczynę o chińskich korzeniach i zarazem najnowszą z paper girls, która dopiero wpasowuje się w dynamikę grupy; pyskatą Mac, która jest reprezentuje tę biedniejszą część miasteczka; zakochaną w technologii czarną Tiffany oraz KJ, Żydówkę z "dobrego domu". Mieszanka charakterów sprawdza się bardzo dobrze: gdy dziewczyny kombinują, kłócą się czy zabijają czas, nigdy nie brzmi to fałszywie.
Nie przesadzam mówiąc o intrydze pędzącej już od pierwszych zeszytów! Brian K. Vaughan stawia sobie chyba za punkt honoru, by każdy zeszyt zakończyć cliffhangerem, z których każdy ma być do tego bardziej efektowny niż poprzedni. I nie są to bynajmniej banalne cliffhangery w starym stylu; takie, gdzie Aqualad kończy zeszyt przywiązany do drzewa, ale reszta Teen Titans ratuje go już w pierwszym kadrze następnego numeru. Cliffhangery Vaughana są bardziej nowoczesne, telewizyjne w wykonaniu - zostawia nas często na ostatniej stronie z intrygującym obrazem, nową zagadką, odkryciem nieznanego wcześniej elementu wewnętrznej mitologii. Pamiętacie serial Lost? Vaughan był wśród jego scenarzystów, i nadal wyczuwalny jest u niego podobny styl - ale tym razem wychodzi to o tyle lepiej, że to jego własna seria, nad projektem której ma kontrolę od A do Z. To szczególnie ważne, bo - jak to w historiach o podróżach w czasie - niektóre elementy fabuły zapowiadane są bardzo wcześnie, inne zaś zapętlają się; potrzeba do tego eleganckiego planowania, i Vaughan ładnie sobie z tymi narracyjnymi fajerwerkami poradził.
![]() |
| Celowo nie chcę zdradzać co większych niespodzianek, ale gwarantuję: it all gets crazy fast! |
Nie sposób też patrzeć współcześnie na Paper Girls bez porównania ze Stranger Things; bądźmy szczerzy, gdyby ktoś powiedział mi, że powyższa strona pochodzi z komiksowej adaptacji hitu braci Duffer, łyknąłbym to bez oporów. I chociaż dekoracje, obsada oraz nawet intryga są zbliżone, to Paper Girls są historią zarazem większą - jak i paradoksalnie mniejszą. Większą, gdyż fabuła szybko staje się epicka, apokaliptyczna; to nie boje o jedno miasteczko na zadupiu, a manewrowanie po przyszłości, teraźniejszości oraz przyszłości. W wielu fabułach związanych z podróżami w czasie timeline to świętość, a zachowanie właściwego biegu historii - najwyższy imperatyw; tutaj wszystko goes to hell właściwie z miejsca, a miasteczko dziewczyn staje się areną zmagań bytów z całego spektrum historii.
![]() |
| Skąd w miasteczku dziewczyn taki oto kolega? |
This will be a deep cut, ale jeszcze we wczesnych latach '90 widziałem na kasecie wideo film The Day Time Ended. Nie jest to dzieło, które zapisało się złotymi zgłoskami w historii kinematografii (w 2018 film ten został nawet wzięty na warsztat revivalu Mystery Science Theater 3000), ale nadal mam do niego sentyment. To przedziwna produkcja, która w jednym kotle miesza futurystyczne UFO, prehistoryczne potwory i co tam jeszcze:
Film nie oszałamiał ani pod kątem gry aktorskiej, ani efektów specjalnych (nawet jak na 1979 nie były przesadnie dobre), but it was just absolutely buck-wild crazy. Przyszłość, teraźniejszość i przeszłość zlewały się w niezrozumiały, niebezpieczny chaos - i naprawdę chętnie zapytałbym Vaughana, czy i jemu nie zdarzyło się obejrzeć tego... no, cult classic z trailera to chyba aż nazbyt hojne określenie! Jeśli jednak The Day Time Ended sam nie wiedział chyba, jak odpowiedzieć na postawione pytania, to Vaughan wszystko ładnie splata i wyjaśnia na przestrzeni trzydziestu zeszytów.
![]() |
| Trudno też się nie uśmiechnąć od komiksowej strony: nasza "realna" przyszłość to dla jednej z postaci dystopijny horror, któremu trzeba zapobiec - jak Days of Future Past dla X-Menów. |
Z drugiej strony - gdy to nasze bohaterki mają możliwość zobaczyć przyszłość na własne oczy, ich reakcja jest zdecydowanie odmienna:
![]() |
| Tego się trzymajmy! |
Z drugiej strony - Paper Girls są historią mniejszą niż Stranger Things z racji na sam format: trzydzieści komiksowych zeszytów to objętościowo zdecydowanie nie to samo, co kilka sezonów serialu. Oczywiście, można tu wejść w dyskusje na temat odwzorowania czasu w komiksie: jeden panel może odpowiadać zarówno długiemu, budującemu atmosferę ujęciu, jak i szybkiej ekranowej przebitce; w zależności od tempa, strona komiksowego dialogu może być zrealizowana w telewizji zarówno jako minuta, jak i pięć. To już jednak rozważania na kiedy indziej; grunt, że Paper Girls stanowią tekst bardziej skondensowany, zaplanowany, w zasadzie bez dłużyzn.
![]() |
| Cieszę się też, że ktoś odniósł się do tej kwestii! Ta kwestia to mój standardowy drobny pet peeve w fabułach o podróżach w czasie. |
Ciekawa jest też jeszcze inna różnica! Wiele osób zarzuca Stranger Things cyniczne eksploatowanie nostalgii za latami '80; moim zdaniem - nie do końca słusznie, ale to też dyskusja na kiedy indziej (krótko mówiąc: czułem tam bardziej uczciwy hołd dla ulubionych tekstów kultury z epoki niż kombinowanie "ooo a teraz zmonetyzujemy 'It' Kinga"). W Paper Girls, chociaż to również period piece, pojawia się zaś ciekawy trend dyskusji z nostalgią, z tym wyidealizowanym obrazem przeszłości. Słowami Tiffany:
Ten nurt antynostalgii stanowi trzeci element wyraźnie odróżniający Paper Girls od Stranger Things. Jest to tym bardziej śmiały ruch ze strony Briana K. Vaughana, że prezentuje ten punkt widzenia w komiksie: medium jak rzadko które skupionym właśnie na nostalgii, historii, crap that made me feel happy when I was a kid. Tematyka zgrywa się też ładnie ze sztafażem podróży w czasie; gdy w wyniku czasoprzestrzennych zawirowań Tiffany doświadcza ponownie swojego (przecież jeszcze wcale nie aż tak długiego) życia, jest zdziwiona tym, ile czasu spędziła próbując przejść na domowej konsoli Arkanoida:
![]() |
| "Przecież nawet aż tak nie lubię tej gry", komentuje później! |
To, szczególnie w epoce współczesnej kultury medialnej (remake-remix-remaster-rerelease), interesujące zagadnienie: na ile nasza aktywność wynika z biernego przyzwyczajenia, a na ile z autentycznej przyjemności? To właśnie dlatego tak ważne jest, by robić sobie przerwy, rewidować własne zwyczaje, próbować okresowo czegoś nowego. Przy tym wszystkim, Vaughan nie tłucze nas po głowie banalną refleksją "nostalgia = bierność, apatia, regres"; zarysowuje po prostu bohaterkę, dla której autorefleksja na temat nostalgii oznacza wyrwanie się z cyklu marazmu.
![]() |
| Po głowie będzie tłukła was Mac - kijem! |
Only dorks want to escape life, podsumowuje Mac; niezależnie, czy będzie to ucieczka w fikcję czy w przeszłość, metaforyczna czy dosłowna. Cała ta warstwa tematyczna jest przyjemnie łechcząca - bo czy nie jest podana na łamach rozrywkowego komiksu, którego wpisanym w konwencję założeniem jest dostarczyć nam nieco eskapistycznej zabawy po długim dniu pracy? I na ile brać za dobrą monetę głębokie refleksje dorastających dopiero dziewczyn; czy nie jest to wiek, kiedy wszyscy mieliśmy non stop rewolucyjne, przenikliwe myśli? Gdyby tylko dziewczęta miały możliwość skonfrontowania swoich poglądów ze starszymi wersjami samych siebie...
...well, maybe they will! It's a time travel story, after all.
Staram się nie zdradzać dziś za dużo samej fabuły - byłby to nietakt wobec Briana K. Vaughana oraz jego uroczych cliffhangerów - ale widzicie chyba, że Paper Girls bardzo przypadły mi do gustu. Strona wizualna jest wręcz wzorcowa dla komiksu drugiej dekady XXI wieku, a fabuła to nie tylko przygodowy rollercoaster, ale też historia o czymś. O tej nostalgii i antynostalgii; o przyjaźni, o akceptacji, o dojrzewaniu. Zawsze czuję, że idę na skróty, kiedy piszę "to historia o dojrzewaniu" (gorsza pod tym względem jest dla mnie chyba tylko fraza "to historia o tożsamości"... ale co poradzić, to najczęściej prawda - szczególnie w gatunku superbohaterskim, z maskami, autokreacją i tak dalej!), lecz w tym przypadku od tego nie uciekniemy!
Jest to też komiks, który często można kupić (w cyfrowej wersji) w zaskakująco przystępnej cenie; wydawnictwo Image dosyć regularnie oferuje go jako część swojego popularyzatorskiego pakietu na stronie humblebundle.com (tak zresztą kupiłem tę serię w zeszłym roku).
![]() |
| I, jeszcze raz: ta strona wizualna! 💖 Cliff Chiang - rysunki, Matt Wilson - kolory! |
I jeszcze dwie małe ciekawostki na koniec! Po pierwsze: twórcy Paper Girls - zamiast konwencjonalnych notek biograficznych - na ostatniej stronie zdecydowali się pokazać jako boys:
![]() |
| Podróż w czasie jak nic! |
Po drugie: wpadłem na stronach Paper Girls na uroczą niespodziankę; czułem, że kierowaną w 100% do mnie:
Słuchałem Coast jeszcze wtedy, gdy prowadzącym był Art Bell! Teraz to już nie to samo, co kiedyś - nostalgia, antynostalgia - ale bardzo spodobało mi się powyższe mrugnięcie okiem do tego ufologiczno-nadnaturalnego folkloru z lat '90!















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz