Na tym etapie wiecie już doskonale, że The New Mutants zajmują w moim sercu specjalne miejsce - szczególnie pierwsze 54 numery autorstwa Chrisa Claremonta. Seria ta dobiła jednak do równej setki - a więc przyjrzyjmy się dziś temu, co działo się później!
![]() |
| Otwórzmy dzisiejszy wpis materiałem z Marvel Fanfare #45: pin-upem niezrównanego Billa Sienkiewicza! |
Dlaczego w ogóle Chris Claremont odszedł z magazynu; czyżby stracił serce do młodych mutantów? Niekoniecznie; w 1987 zaczął po prostu pracować nad komiksami Wolverine (solowa seria, która lata temu wyszła po polsku jako czarno-biały Essential) oraz Excalibur (brytyjska gałąź X-Menów oraz nadal jedna z moich wielkich dziur w ich znajomości). Nawet taki tytan jak on musiał więc coś sobie odpuścić! W zamierzeniu był to tylko półroczny urlop, podczas którego miała zastąpić go Louise Simonson - ale życie toczy się swoimi ściekami, i Simonson została na stanowisku na dobre.
Lousie Simonson - znana również pod pseudonimem Weezie - to jedna z ważniejszych kobiet w branży komiksowej tej ery. Nazwisko brzmi z pewnością znajomo dla wszystkich osób lubiących Thora; Walt Simonson, jej mąż, to prawdopodobnie najsłynniejszy opiekun tej postaci (używam takiego szerokiego słowa, gdyż był zarówno scenarzystą, jak i rysownikiem). Ale Louise daleko do bycia wyłącznie żoną sławnego męża: jeszcze zanim poznała Walta, była aktywna w branży jako redaktorka i scenarzystka. Weezie zrobiła naprawdę masę fajnych rzeczy... więc tym bardziej szkoda, że jej era w The New Mutants średnio przypadła mi do gustu.
![]() |
| Nowym rysownikiem został Bret Blevins, który pociągnął tytuł w bardziej kreskówkowo-karykaturalnym kierunku. |
By być uczciwym - obniżenie lotów The New Mutants po odejściu Claremonta to nie do końca wina nowej (utalentowanej w końcu!) scenarzystki. Nie, chodziło bardziej o odgórny wydawniczy mandat Marvela: The New Mutants, zdecydował ktoś na szczycie, powinni skręcić bardziej w stronę "młodzieżowości": mniej horroru, fetyszyzmu oraz zawiłości charakterologicznych, więcej wypadów na zakupy i zakuwania do szkolnych egzaminów (spójrzcie tylko na emblematyczną scenę powyżej). Nasza grupa mutantów - wcześniej dość dojrzałe już postacie pobliźnione traumami - zostaje z miejsca zinfantylizowana; subtelności charakterów gdzieś znikają, a całość zaczyna przypominać skierowaną do młodych widzów telewizyjną kreskówkę z lat '80.
![]() |
| Bird-Brain staje się maskotką grupy - właśnie w stylu animowanego serialu dla tej młodszej młodzieży z tego okresu! Zwróćcie też uwagę na charakterystyczne sylwetki Blevinsa. |
Najbliższym porównaniem będą tu chyba emocje, które dekady temu towarzyszyły fandomowi Gwiezdnych Wojen przy okazji wprowadzenia na ekran Jar-Jar Binksa - ale w porównaniu z Bird-Brainem Jar-Jar to jest gość: intelektualista, szczwany lokals, senator, postać o ukrytej głębi. Bird-Brain jest szczególnie niepokojący, gdyż przez jakiś czas nie wiadomo, czym właściwie jest; czy powinien być traktowany jak człowiek... czy jak zwierzak-maskotka papugujący tylko kilka słów? Finalnie okazuje się, że jest on owocem eksperymentów szalonego naukowca, który - jak wcześniejszy o dwie dekady High Evolutionary, sam zresztą będący komiksową wariacją na temat doktora Moreau - starał się obdarzyć zwierzęta ludzką formą i inteligencją. So, we're off to a rough start with Simonson; fabuła jest banalna, koncept wtórny, a zniuansowane dotąd postacie zredukowane do własnych uproszczonych szkiców. Ale nowa scenarzystka powoli, powoli opiera się wydawniczemu kursowi i zaczyna przeciągać narracyjną linę na swoją stronę - bardziej ku klasycznej dla The New Mutants mieszance superbohaterskich przygód i horroru. Już w numerze #60 czuć, że oddalamy się od estetyki sobotniej kreskówki, gdyż Cypher, jako pierwszy z młodych mutantów... ginie w akcji:
Była to jednak czytelna deklaracja: nie, nie robimy z tego jednak kreskówki. I chociaż współcześnie na śmierci i nieuchronne powroty superbohaterów reagujemy raczej apatycznie, pod koniec lat '80 motyw powrotu zza grobu nie był jeszcze aż tak wyeksploatowany; śmierć Douga była potraktowana jako poważny cios dla całego zespołu, od nauczyciela począwszy:
![]() |
| "...like they once registered my people in Poland...!" - jak wiemy, Magneto należy do dumnej nacji Kaszubów; będę forsował tę perspektywę do skutku. |
Następnie doczekujemy się chyba najbardziej groteskowej sceny autorstwa Louise Simonson: Warlock, zmiennokształtny technoorganiczny kosmita i najlepszy przyjaciel Douga, próbuje przywrócić go do życia (dla jego gatunku to możliwe). Nie zna się jednak za dobrze na ludzkiej biologii; wyciąga więc zwłoki przyjaciela z grobu i... uchachany leci z nimi za okno pogrążonych w żałobie rodziców:
![]() |
| Chociaż ze zrozumiałych względów scena była kontrowersyjna, Simonson mówiła później, że to jej ulubiona sekwencja z The New Mutants! |
Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego; połączenie zazwyczaj humorystycznego Warlocka z bardzo prawdziwą tragedią (oraz bezczeszczeniem zwłok!) to prawdziwa bomba i kontynuacja Claremontowskiego horroru; na tym etapie daleko jesteśmy już od głupkowatego Bird-Braina. Smak horroru The New Mutants również ewoluuje; w 1989, podczas wydarzenia zatytułowanego Inferno (Nowy Jork zostaje zaatakowany przez demony, Magik w końcu przeistacza się w Darkchylde) widzimy już - jak w filmach z tej epoki! - horror w wydaniu komediowym. Moja ulubiona scena z tych okolic to chyba turystyczna lornetka wygryzająca nowojorskiemu turyście oczy:
![]() |
| "Hej, Anglista napisał, że jego ulubiona scena to demon opętujący lornetkę i wygryzający kolesiowi oczy!" "Zawsze wiedziałem, że coś z nim nie tak, nie podchodź do niego za blisko." |
Niemal słyszę ten zaczepny głos Freddy'ego Kruegera!
Mamy więc pewną kontynuację motywów grozy, a co z fetyszyzmem? Nadal czasem się przewija, ale Simonson nie posługuje się nim jednak z wprawą Claremonta; może po prostu to nie jej klimaty. Oczywiście, trudno uniknąć fetyszystycznych klimatów, jeśli w stałej obsadzie komiksu mamy Hellfire Club...
![]() |
| "To nasz dyrektor! Wybiega chyba z imprezy BDSM! Yaaay teach!" |
...co jakiś czas pojawia się też standardowy motyw brania kogoś w niewolę, but there's no real spirit in it. Oto na przykład (średnio kreatywny) kosmiczny łotr Spyder; he's called Spyder because he looks like a spider. Spyder porywa Lilę, rockową sympatię Cannonballa, i równolegle zmusza do przestępczych działań niejaką Gosamyr:
Ach, nie bijcie się o mnie! Gdybym tylko nie była tak piękna, cóż to za ciężar! Myślicie, że się nabijam, ale to mniej więcej prawdziwe kwestie Gosamyr. Spodziewałbym się może podobnych motywów spod ręki faceta-scenarzysty w latach '50 czy '60, ale... scenarzystka pod koniec lat '80? Podobnie jest z Lilą Cheney: pod piórem Claremonta była zniuansowaną, aktywną postacią; tutaj zostaje porwana i staje się biernym trofeum, o który toczy się rozgrywka. Lila nie przechodzi u Simonson czegoś, co lubię nazywać testem świnki morskiej: gdyby zamiast niej porwano ukochaną świnkę morską Sama, fabuła toczyłaby się dokładnie tak samo. To trochę paradoks, że w latach '80 Claremont pisał postacie kobiece aktywniej i z większym pazurem niż niejedna autorka!
![]() |
| "Slaves! You and your friend are now the property of Skrull slavers!" - niestety, serialowa Secret Invasion nie dała nam tego pięknego momentu! Doceniam dzierżony przez klauna "mutant spray"; prawie jak słynny shark repellent Batmana. |
A skoro już mówimy o Skrullach, to pojawia się inny ciekawy motyw: coraz więcej wątków ufologicznych. Pierwsze mrugnięcie okiem pojawia się w The New Mutants Annual #4 z 1988 (coroczne dodatkowe wydania specjalne stały się w ogóle bardzo sympatyczną tradycją serii), gdzie Dani Moonstar - Mirage - zostaje zatrzymana do kontroli przez lokalnego policjanta. Jej moce dopiero co się zmieniły; tworzone przez nią iluzje są teraz fizyczne i namacalne, ale naraz może istnieć tylko jedna! Gdy Dani skupia się na wymyśleniu fałszywego prawka (Poca Hontas - Valhalla), czerwony sportowy samochód (który wymyśliła sobie dla relaksu wcześniej) dosłownie znika jej spod tyłka. Przedstawiciel organów ścigania ma tylko jedno wytłumaczenie:
![]() |
| "That best-seller... about the guys and some alien visitors... happened right around here!" |
A guy and some alien visitors może odnosić się do przynajmniej dwóch książek: The Walton Experience Travisa Waltona (zaadaptowaną w 1993 do filmu Fire in the Sky) lub Communion Whitleya Streibera (o której już nawet kiedyś wspominałem). Ta druga była jednak zdecydowanie większym hitem! Annual #7 z roku 1991 - a konkretnie historia Close Encounters of the Mutant Kind - nie pozostawia już niczego w sferze domysłów:
![]() |
| W UFO latają oczywiście X-dzieciaki, niechcący strasząc spokojną babcię! |
Starsza pani, dzwoniąc na policję, wywołuje więc niechcący ufologiczny festiwal: pod jej domem gromadzą się szybko gapie, entuzjaści witający obcych transparentami oraz łowcy kosmitów z siatkami jak na smerfy:
![]() |
| Kolejny kadr z Communion! Autorką tej historii jest Judy Bogdanove, żona ówczesnego rysownika, Jona. |
Sprawę komplikuje to, że X-dzieciaki, Artie i Leech, faktycznie wyglądają nieco jako kosmici - ale wszystko dobrze się kończy; samotna starsza pani przyjmuje ich z czułością, którego tak potrzeba pozbawionym rodzin młodym mutantom:
![]() |
| Hej, a któż to zagląda przez okno? Nawet autentyczni obcy są wzruszeni! |
Artie, Leech oraz Taki ("Wiz Kid") pozostawali generalnie pod opieką grupy X-Factor (w tej pierwszej inkarnacji, jeszcze nie agencji detektywistycznej), ale z racji na wiek dryfowali czasem do The New Mutants. Możemy tu wrócić do crossovera Inferno - tak, tego z najwyraźniej moim ulubionym wygryzaniem oczu - gdy jeżdżący na wózku Wiz Kid stał się obiektem zainteresowania demonów:
![]() |
| Jego mocą jest manipulacja technologią; jeździ więc na super-wózku, wyczarował też UFO w poprzedniej historii! |
Bardzo to urocze; nie dość, że mamy wczesne zachwyty nad informatyzacją, to do tego niezbyt bystre demony uznają, że komputerowy spell checker pomoże im weryfikować zaklęcia. Koleżanka z kokardą we włosach to z kolei Tabitha Smith, Boom-Boom; nieco starsza wychowanka X-Factor, nastolatka skrojona już pod początek lat '90 - wiecznie żująca gumę i nosząca kolorowe okulary. W The New Mutants Annual #5 z 1989 (jak mówiłem: te annuals to świetna tradycja, pozwalająca na zabawę z bardziej nietypowymi historiami) Boom-Boom lamentuje nad brakiem fajnych chłopaków dookoła; gdy zasypia, ma okazję zamienić parę słów bezpośrednio ze swoim rysownikiem:
![]() |
| Sounding kinda creepy here, Jon! Ale Tabitha nie da sobie w kaszę dmuchać... |
It's a cute little story! Inną ciekawą historią rozgrywającą się nieco na marginesach głównej serii jest ta z The New Mutants Summer Special #1 z 1990; Ann Nocenti, na co dzień redaktorka The New Mutants, wchodzi w tym zeszycie w krytykę mediów ogółem oraz telewizji konkretnie. I, jak to Ann Nocenti, nie bawi się za bardzo w subtelności; jej satyra jest bardzo, ale to bardzo czytelna. Oto na przykład sam Rupert Murdoch Moopert Rurdock:
![]() |
| Wygląda tematycznie znajomo? Ann Nocenti była też twórczynią Mojo, łotra personifikującego najgorsze cechy kultury telewizyjnej lat '80! |
Tematyka telewizji i mediów była stałym konikiem tej autorki! W tej akurat (nieco alegorycznej) fabule młodzi mutanci zostają zmuszeni do zajrzenia za kurtynę mediów, do tego przysłowiowego zerknięcia, jak właściwie robi się kiełbasę. Z dzisiejszej perspektywy - to, co Nocenti mówi o odrealnieniu oraz urozrywkowieniu faktów zaskakująco przypomina nasze współczesne obserwacje na temat skracania czasu skupienia oraz stałego przebodźcowania:
Bret Blevins niekoniecznie jest moim ulubionym rysownikiem, ale do tej odrealnionej historii jego karykaturalny styl nadaje się idealnie! Świetny jest na przykład Warlock chłonący telewizję tak, że cała jego głowa porosła już oczami w formie kineskopów:
![]() |
| Nawet zęby stały się ekranami! |
Czyli co, wywalić telewizor do rzeki? Taki, po zakończeniu przygody, jest pierwszy instynkt Sunspota... ale przecież media mogą też służyć słusznym sprawom i przyciągać uwagę do ważnych problemów. No i jak inaczej obejrzeć Twin Peaks?
![]() |
| Rahne okazuje się głęboko zaangażowana w ten serial! |
I mała ciekawostka: w pin-upie na końcu zeszytu dowiadujemy się, jakie dokładnie inspiracje stały za fabułą Nocenti:
![]() |
| Rzadko kiedy widać wpływy podane aż tak na tacy! Łatwo je zresztą wyłapać; przykładowo, obecny w komiksie koncept "manufacturing consent" to dosłownie tytuł książki Chomsky'ego. |
Sam koniec pierwszej serii The New Mutants przypadł już na początek lat '90, gdy Louise Simonson powoli ustępuje pola dwójce nowych twórców: są nimi Fabian Nicieza (którego ostatnio doceniłem również jako autora powieściowych kryminałów!) oraz Rob Liefeld, jedna z największych komiksowych gwiazd lat '90 (i nikt już chyba nie wie właściwie, dlaczego). W pierwszym wpisie o New Mutants wspominałem, że - funny as it may sound - Profesor X, Emma Frost oraz Magneto mieli realny wpływ na moją nauczycielską praktykę; nie mogę chyba z czystym sumieniem powiedzieć tego samego o ostatnim z mentorów młodych mutantów. Jest nim postać na miarę nowej dekady, cybernetyczny najemnik z przyszłości: Cable!
![]() |
| Przeklina! Lata helikopterem! Oko mu się świeci! Nawet jego wrogowie podziwiają jego styl! |
Pojawia się też akurat wtedy, gdy New Mutants potrzebują nowego mentora. Nowa siedziba, nowy skład zespołu; zbliżający się numer #100 nie będzie finałem przygód naszej drużyny, ale jej przekształceniem w coś innego. The kids have graduated, and the times have changed; nową nazwą drużyny będzie od tej pory "X-Force". To właśnie pierwsza inkarnacja tego zespołu!
Zabawnie więc patrzeć, jak buntowniczy do tej pory Sunspot patrzy w nowego nauczyciela z uwielbieniem - tylko dlatego, że ten traktuje go jak dorosłego żołnierza i mówi do niego w krótkich, konkretnych słowach. Sir, yes, sir! Widać, jak bardzo jest to gówniarska fascynacja charyzmatycznym macho manem - ale kłamałbym mówiąc, że nie widzę czasem podobnego głodu u autentycznych nastolatków; większość potrzebuje naturalnie empatii i łagodnego kierowania, ale części po prostu świecą się oczy, gdy dostaną serię krótkich komend... a jeśli profesor powie do tego brzydkie słowo, to już w ogóle pełen zachwyt. Kluczem, oczywiście, jest dobranie właściwego podejścia do właściwej osoby oraz właściwej sytuacji - ale, chociaż korzystam z niej dużo, dużo rzadziej, nawet Cable ma do przekazania swoją pedagogiczną mądrość.
![]() |
| Nowa twarz zespołu! |
Rob Liefeld to kolejny z rysowników, o którym pisano całe krytyczne elaboraty. Dla wielu osób ucieleśnia wszystkie najgorsze trendy lat '90 - szkicową, ale i tak przekombinowaną kreskę, wątpliwą anatomię, dziwne proporcje, fatalne kostiumy, nieistniejące tła. I chociaż trudno w to współcześnie uwierzyć, ten styl był wtedy na topie; Liefeld był tak cool, że wystąpił w reklamie dżinsów Levi's. Spójrzmy prawdzie w oczy: ani ja, ani wy nie wystąpicie najprawdopodobniej w telewizyjnej reklamie dżinsów Levi's. Rob Liefeld wystąpił. That's how much of a name he was back in the day.
Słuchajcie, jest rok 2023 i nie chcę nabijać się za bardzo z trzydziestoletnich grafik Liefelda; nie ma w tym wyzwania ("Rob Liefeld nie umie rysować stóp", "Rob Liefeld nie wie, ile ludzie mają zębów", "Rob Liefeld kupił miecz Schwarzeneggera z Conana" etc.), a na przestrzeni lat wiele osób robiło to już lepiej i śmieszniej ode mnie. Powiem jednak tyle: finałowe zeszyty The New Mutants to właśnie Rob Liefeld wchodzący z przytupem do branży (wcześniej jego największym tytułem byli - znani nam dobrze! - Hawk & Dove); to właśnie tu znajdziecie te wszystkie panele, nad którymi internetowe śmieszki pastwią się już od lat:
![]() |
| DYNAMICZNY KLASYK |
Liefeld zaczynał nie tylko rysując, ale też współpracując z Louise Simonson przy scenariuszu - dlatego właśnie możecie przeczytać, że jest współtwórcą wielu postaci z tej samej ery, co Cable. A postaci tych jest cała masa; Liefeld pakował do komiksów całą masę wizualnych projektów, które najwyraźniej miał poupychane po zeszytach i notatnikach. A że mało która z tych osobistości jest w jakimkolwiek stopniu interesująca? Cóż, nie można mieć wszystkiego! Oto na przykład dwóch azjatyckich niegodziwców; w prawdziwych fajerwerkach kreatywności nazywają się... Kamikaze i Sumo:
![]() |
| "So, woman, you will live long enough to see your teammate buried... beneath the monstrous bulk of the incredible Sumo!" |
SPWAT! Chciałem ponabijać się z kolesia praktykującego sumo nazywającego się Sumo, ale kimże jestem, by krytykować; anglistą podpisującym się jako Anglista. Idź więc w pokoju, Sumo!
Tak oto dotarliśmy do samego końca pierwszej serii The New Mutants! Chociaż po odejściu Chrisa Claremonta nie odzyskała już tego samego wigoru, nie znaczy to, że brakuje w tych zeszytach kreatywności. Pisane na luzie annuals zasługują na szczególną uwagę; widać nadchodzące trendy lat '90, by wspomnieć tylko o (szerszym, kulturowym) szale na UFO lub (komiksowym) zafascynowaniu cyborgami oraz wielkimi karabinami. Boom-Boom is a delight, Cable i Domino mają swój retro-urok, znam też przynajmniej jedną fankę Shatterstara - innej postaci, która dołączyła do zespołu pod sam koniec! Co do tych postaci, wydanie zbiorcze oferuje nam nawet poręczny diagram:
![]() |
| No i przede wszystkim - sto numerów! Było to ładne osiągnięcie również i wtedy. |
Zakończę więc panelem może nie bezpośrednio z The New Mutants, ale z zeszytu z ich występem: Uncanny X-Men #270 Chrisa Claremonta. To nadal jeden z moich ulubionych paneli z licznych X-books:
![]() |
| Jean i Storm wiedzą, jak jest! |
Wygląda więc na to, że tym czwartym wpisem (z planowanego jednego) zamknąłem mój powrót po latach do oryginalnych The New Mutants! Ale tak jak none of us die forever, tak też moje komiksowe podróże never end; spodziewajcie się, że za jakiś czas wrócę do kolejnej serii o młodych mutantach. Tym razem będą to już lata '90; tym razem będzie to już nowe pokolenie.
Get ready for Generation X!






























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz