niedziela, 16 stycznia 2022

Panele na niedzielę: Burial in Space!

Previously, on the Legion of Super-Heroes: Legion umarł! No, przynajmniej piątka osób świętująca urodziny Brainiaca 5. Okazało się bowiem, że puchary z coluańskiej kości słoniowej zostały wysmarowane najbardziej zabójczą trucizną we wszechświecie; morał z tego taki, że kość słoniowa to zawsze śliska sprawa. Tak czy inaczej, przez dwanaście godzin piątka legionistów i legionistek żegnała się z tym światem, a gdy wybiła godzina śmierci... ktoś zatrzymał czas!

Kontynuujemy dzisiaj tę dwuczęściową fabułę! Historia: Burial in Space!; autor: Jim Shooter; czas: kwiecień 1969.

O, łysy mistrz ceremonii trzyma Biblię!

Moja żona zwykła się śmiać, że w niedzielne poranki "ściągam Biblię z półki i idę ją studiować", mając oczywiście na myśli potężny omnibus Legionu. I czy właściwie nie ma racji? It's a book from which I get some comfort and weekly moral lessons! Na okładce dzisiejszego zeszytu wielkie litery BIBLE mają zapewne ukrócić wszelkie wątpliwości co do natury wydarzenia... ale religia musi się jakoś trzymać w przyszłości; w niedawno omawianym Holiday Special widzieliśmy, że Boże Narodzenie czy Chanuka nadal są celebrowane. Ale do rzeczy: co tam dziś słychać w trzydziestym wieku?

Otóż widzimy w końcu, kto zatrzymał czas na moment przed śmiercią piątki naszych postaci!

"Seventh figure"? No bo szósty był nieujawniony jeszcze morderca-truciciel, który przybył napawać się swoim dziełem

A cóż to za niebieski dżentelmen? Takie właśnie pytanie zadaje sobie przybyła na miejsce druga grupa Legionu:

Jeśli w poprzedniej fabule chodziło wa po głowie, że widzimy tylko pięć osób - tu mamy odpowiedź, reszta była po prostu na tej czy innej misji

Gość tłumaczy, że pochodzi z innego, bardziej rozwiniętego wszechświata; zatrzymać czas czy wygenerować mentalną energię zdolną niszczyć planety - to dla niego bułka z masłem. Seeronowie nie są jednak wszechmocni, i akurat potrzebują u siebie pomocy kogoś z innej rzeczywistości - a jeśli Legion zgodzi się pomocy tej udzielić, otruta piątka zostanie w rewanżu wyleczona.

If our buddies' lives are at stake... we don't have a choice! We'll go!, decyduje Ultra Boy, aktualny przywódca. Seeron czym prędzej przenosi grupę do własnego wymiaru, pozostawiając otrute osoby na Ziemi, zamrożone w czasie.

Jest coś dziwnego w stylu, w jakim Win Mortimer rysuje czasem twarze, szczególnie oczy!

Czas na - jak powiedziałby Deadpool na łamach Uncanny X-Force - historię stupid fake world, do którego tym razem trafiły nasze postacie! 

...ale, za sprawą wszechobecnej automatyzacji i wygód, fizyczne możliwości Seeronów zanikły, niczym ludzkości w animacji Wall-E. The Legion did it first!

Oczywiście jak zwykle się nabijam, bo koncept "specjalizacji" ras sięga jeszcze do Eloiów i Morloków z opublikowanej w 1895 powieści H. G. Wellsa. Seeronowie mają przynajmniej tę przewagę nad delikatnymi Eloiami, że wygody oraz skupienie na intelekcie przyniosły im owoce w postaci mental superpowers.

Ciekawy jest też design Seeronów. Widzimy tu pewien krok w popkulturze: kosmita to już niekoniecznie po prostu człowiek o zielonej skórze (jak Brainiac 5) lub z czułkami (jak Chameleon Boy), ale istota jeszcze bardziej fizycznie obca. Wielka, łysa głowa oraz ogromne czarne oczy przywodzą na myśl obraz grey alien, "szaraka" z ufologicznego folkloru. Czas na segment edukacyjny!

Obraz "szarego kosmity" może mieć wcześniejsze korzenie - w tym również powieść Wellsa - ale za wydarzenie wprowadzające go na dobre do kultury masowej uznaje się incydent z udziałem Barney'a i Betty Hill, pierwsze "współczesne" spotkanie trzeciego stopnia - takie z porwaniem na pokład UFO i w ogóle. Autentyczność historii to oczywiście cała wielka dyskusja, w którą wchodzić tu nie będziemy, ale relacja ta stała się wręcz mitem założycielskim ufologii: światła na niebie, łyse istoty o wielkich oczach, brakujący czas; a później - uzyskane pod hipnozą wspomnienia o fizycznej bezradności oraz badaniach medycznych na pokładzie UFO. Małżeństwo Hillów - i to małżeństwo międzyrasowe, co w z początku lat '60 było wciąż dosyć rzadkie - miało doświadczyć tego wszystkiego w roku 1961, ale książka popularyzująca incydent - The Interrupted Journey - ukazała się dopiero w 1966... w sam raz, by Jim Shooter mógł ją przeczytać i wprowadzić nieco inspiracji do pisanych właśnie komiksów!

Drugą pozycją ugruntowującą obraz "szaraka" była wydana w 1987 książka Communion, której autorem był Whitley Streiber. Sama książka to wspomnienia - według Streibera - z serii jego autentycznych kontaktów z obcymi; słynna stała się również za sprawą okładkowej grafiki autorstwa Teda Setha Jacobsa:

Grafiki stworzonej, jak mówił sam autor, w ścisłej współpracy ze Streiberem

Książka była bestsellerem, malowane szaraki patrzyły więc na świat swoimi hipnotycznymi oczami z witryn księgarń oraz artykułów prasowych; był to zapewne moment, kiedy osoby nawet niezainteresowane kosmitami wchłonęły ten obraz przez osmozę. Oczywiście, po drodze był jeszcze film Bliskie spotkania trzeciego stopnia z 1977 - ale ukazani w nim obcy pokazywali się na krótko i byli raczej niewyraźni, ukryci przez cień i światło.

Obcych grały w tym filmie dziewczynki w wieku od 8 do 12 lat. Ale, według pierwotnego konceptu, kosmitę zjeżdżającego z rampy pojazdu miał grać orangutan na wrotkach - nie zmyślam! Okazało się jednak - big surprise - że trudno nakłonić orangutana do jazdy na wrotkach.

Wróćmy już jednak do Legionu! Seeronowie zostali najechani przez rasę z jeszcze innego wszechświata, która poszła w kierunku rozwoju pure physical force. Najwyraźniej rozwinęli swoją muskulaturę do tego stopnia, że czyni ich ona niewrażliwymi na umysłowe moce Seeronów!

W przyszłości na blogu pojawi się na pewno podobny koncept, ale w potężnym metatekstualnym sosie: Flex Mentallo, MAN OF MUSCLE MYSTERY!

Legion ogląda taśmy z ataków najeźdźców, zaś Ultra Boy oznajmia, że mają a heck of a problem:

Wszyscy są łysi; czyt to Seeronowie, czy najeźdźcy. Więcej o ówczesnej roli łysiny w komiksach poczytajcie tutaj!

Legion bierze się więc ostro do pracy - pomagają im w tym całkiem fajne makiety okolicy:

Star Boy pamięta o roli wypoczynku!

Co ciekawe, na świecie Seeronów nie ma tak naprawdę pór dnia: twilight trwa tam nieustannie. Ultra Boy zarządza jednak osiem godzin snu, by cała drużyna wypoczęła - i zaczynają się zastanawiać, gdzie właściwie się rozłożyć, gdyż Seeronowie korzystają tylko z foteli. Ale - słysząc narzekania Chameleon Boya - fotel transformuje się błyskawicznie w łóżko; co technologia, to technologia!

Sam boss man nie może jednak usnąć; pojawia się tu jego wiodący wątek emocjonalny z tego zeszytu - waga odpowiedzialności:

SMOOCH SMOOCH NECK NECK

Cały ten smooching i necking nie daje spać biednemu Chameleon Boyowi! Kto wie, może dodatkowo go to irytuje, bo jego własne szanse na odrobinę smooching przepadły parę numerów temu

Mój fotel w gabinecie też często tak mnie hipnotyzuje!

Z rana Chameleon Boy oraz Lightning Lad mogą odpłacić przywódcy za nocne hałasy: 

Strasznie bawią mnie te złośliwe uśmiechy chłopaków! Widać, że czekali na ten moment cały poranek.

It's time for action! Legion wsiada w latający pojazd, który został im dostarczony na potrzeby zwiadu; jest szybszy niż ich standardowe flight-rings, przyjmują więc dar z wdzięcznością. Przy pierwszym kontakcie z najeźdźcami okazuje się, że nie są to proste bezmyślne stwory:

Interlac - jak widać wspólny język nie tylko miedzygalaktycznie, ale i międzywymiarowo!

Zgodnie z zapowiedzią z ramki narracyjnej, the action explodes - ale efekty są mierne. Nawet potężne ładunki ciskane przez Lightning Lada są ledwie w stanie ogłuszyć wrogów; Star Boy zwiększa masę swojego przeciwnika, ale potężne muskuły tego drugiego i tak radzą sobie z dodatkowym wyzwaniem; Ultra Boy co prawda jest silniejszy niż łysi, ale łysych jest więcej i wydają się w ogóle nie męczyć.

Kroplą, która przepełnia czarę, jest Tinya - Phantom Girl - znokautowana w momencie bycia w swojej solidnej, fizycznej formie:    

Obawy Ultra Boya zaczynają się ziszczać!

A co słychać w kwaterze Legionu? Przybywają do niej tym razem Invisible Kid oraz Shrinking Violet - i znajdują zamrożonych w czasie przyjaciół oraz niedoszłego truciciela. Nie mają jednak pojęcia o całym zamieszaniu z innymi wymiarami. They're all dead! No heartbeat... No breathing... Nothing! W rezultacie otrzymujemy okładkową scenę pogrzebu w kosmosie: 

Hej, fajne kryształowe trumny, ale co stało się z cmentarzyskiem bohaterów i bohaterek na planetoidzie Shanghalla? Tej, na której spoczywa Ferro Lad i jedno z ciał Triplicate Girl? Oraz niezrównany heros Hate Face?

No cóż, może miejsce tam się już skończyło! A my wracamy czym prędzej do innego wymiaru, gdzie fotel Seeronów pokazuje nam się od kolejnej strony:

KLAPS! Uzdrowicielska gofrownica.

"Egghead" to przezwisko, którym - jako że ci nie mają imion - Legion zwraca się do swojego znajomego Seerona. Pamiętajcie - jeśli i wy spotkacie kiedyś niemal wszechpotężną istotę z innego wymiaru, też nadajcie jej jakieś vaguely derogatory nickname, żeby woda sodowa nie uderzyła jej do wielkiej głowy! Ważne jednak, że  zamknięta w gofrownicy Tinya szybko dochodzi do siebie.

Czas na rundę drugą walki z łysymi!

Narzekam czasem na twarze Wina Mortimera, ale jego włosy bardzo lubię - i fryzurę Tinyi, i rozwiane w latającym pojeździe kłaki Ultra Boya! Naprawdę fajny detal.

Skoro otwarta bitwa na ubitym polu się nie powiodła, Legion próbuje ufortyfikować się na pozycjach obronnych - i, wykorzystując swoje moce, wznosi błyskawicznie mury i wieże. Forteca broni dostępu do stolicy Seeronów... ale zbliżająca się armia łysych to nie jedyny konflikt, z którym musi sobie poradzić Jo!  

No, Jo? Krótka piłka!

Nie ma jednak czasu na odpowiedź - łysi atakują! Gdy z zaskoczenia przebijają mur, Chameleon Boy nie jest zadowolony: Why weren't we warned? Was Ultra Boy sleeping on duty? Or did something distract him? Gdybyś tylko wiedział, Reep! Cała sytuacja zmusza Ultra Boya do uczciwej refleksji:

Znowu te dziwne oczy! Jedna z reguł rysunku mówi, że każda kreska na twarzy postaci dodaje jej wizualnie lat; wybitnie widać to na środkowym panelu!

It's a neat little character moment; Jo rozumie, że Tinya jest przecież legionistką i da sobie radę, a jego lęk przed jej utratą to właśnie to - lęk, a nie "odpowiedzialność" czy "rozsądek". If you love her, do your job and let her take care of herself! Ta zmiana nastawienia zostaje podkreślona przez odmienne niż ostatnio losy bitwy; łysi zostają z powodzeniem odparci z fortecy.

Była to jednak tylko niewielka wyprawa zwiadowcza. Co zrobić, gdy nadejdą główne siły? Jo ma pomysł:

"Zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów" etc., etc.

A że Seeronów jest jak mrówków, plan wypala! Z pomocą Legionu udaje im się odeprzeć najazd łysych:

"We are triumphant! Great thanks, Legionnaires!"

Ależ Eggy, odpowiada Jo, to wszystko wasza własna robota; my tylko podrzuciliśmy wam pomysł! Entuzjastyczny Egghead przyrzeka mu podczas celebracji zwycięstwa, że od tej pory jego rasa już nigdy nie będzie lekceważyć rozwoju fizycznego. Piękny morał, w sam raz na noworoczne postanowienie!

Czas więc podwiązać wszystkie wątki: grupa pomagająca Seeronom zostaje przeniesiona z powrotem na Ziemię, a wszyscy w kwaterze Legionu - uleczeni z wpływu zabójczej trucizny. Ale przecież... piątka z zeszłego numeru została przez pomyłkę wystrzelona w kosmos, więc lecznicza moc Seeronów nie może im pomóc! Cóż za szekspirowska tragedia.

Rozwiązanie jest jednak zdecydowanie mniej dramatyczne niż u Szekspira: Ultra Boy wyciąga po prostu wspomnianą w poprzednim zeszycie Miracle Machine i stawia wszystkich na nogi.

"Sorry for the inconvenience, guys, we needed that shocking scene of you in the coffins for the cover!"

No cóż, była to zupełnie zbędna komplikacja, ale tytuł Burial in Space! oraz "szokująca" Silver Age cover musiały mieć jakieś uzasadnienie! Marketingowo miało to na pewno sens, z perspektywy samej historii - meh, niekoniecznie.

Wszystko kończy się więc dobrze; Legion znowu jest wesoły i w komplecie, a nam zostaje tylko jedna kwestia: kto w ogóle otruł piątkę z poprzedniego numeru? Kto był tą zamrożoną w czasie figurą, której twarzy nigdy nie widzieliśmy? The answer - as usual - may SHOCK you. It's...

...just some random dude!

Nie powiem - całkiem podoba mi się to rozwiązanie! Nie wszystko musi być wielkim planem groźnego superłotra... czasem Legionowi może się powinąć noga również w konfrontacji ze zwykłym drobnym przestępcą.

I tak to właśnie Legion pokazał całej obcej rasie uroki przemocy fizycznej! A skoro kosmiczne szaraki z innego wymiaru będą od tej pory ćwiczyć, biegać i wyciskać, to i my nie bądźmy gorsi; oto nasza lekcja na dziś, wyciągnięta - jak co niedzielę - prosto z grubego omnibusa Legionu. Czego nauczymy się za tydzień? Kto wie, być może nawet czegoś o... narkotykach! Przekonacie się jednak dopiero, jak zwykle... w przyszłości!     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz