niedziela, 23 stycznia 2022

Panele na niedzielę: The Forbidden Fruit!

A teraz, dzieci, odpowiedzmy sobie na pytanie - co jest lepsze: owoce czy... narkotyki? Wiem, wiem, trudna decyzja; a co, gdyby połączyć walory prozdrowotne jednych z imprezowym duchem drugich? Otóż powstałaby wówczas dzisiejsza fabuła z annałów Legionu! Historia: The Forbidden Fruit, autor: Jim Shooter, czas: lipiec 1969. 

"Boy friend" pisane jeszcze osobno, ciekawe!

Wkraczamy właśnie w nową erę Legionu. Do tej pory (konkretnie do maja 1969) przygody naszej grupy ukazywały się na łamach Adventure Comics, ale - w wyniku redakcyjnych przetasowań - miejsce Legionu zajęły w tym tytule solowe przygody Supergirl. Legion trafił zatem na łamy innego periodyku - Action Comics; flagowego tytułu wydawnictwa DC, w którym w 1938 debiutował sam Superman! Ale, jak to zwykle w życiu bywa, coś za coś; wolnego miejsca na łamach Action Comics było mniej, więc Legion relegowano do roli backup feature: krótkich, ośmio- lub dziesięciostronicowych historii. 

Z mojej perspektywy - it was a blessing in disguise. Dziesięciostronicowy format nie nadawał się szczególnie do opowiadania blockbusterowych historii z walką o losy świata, potężnymi superłotrami oraz podróżami do innych wymiarów - Jim Shooter skupił się więc na mniejszych character pieces, gdzie stawki były bardziej osobiste, a obsada postaci węższa. Dziś, jak zapowiada panel tytułowy, będziemy śledzić losy Timber Wolfa - to jego solowa historia, którą zapowiadałem parę miesięcy temu w tym wpisie! W roli supporting cast pojawi się zaś Light Lass, jego partnerka, oraz (w króciutkim występie) jej brat - Lightning Lad. 

Co tam dziś słychać w trzydziestym wieku? Ano nawet w dalekiej przyszłości zdarzają się czasem roboty drogowe:

"That's twice in only twenty years!"

Podejrzanie często, prawda? I faktycznie: za sterami laserowej wygładzarki nie siedzą robotnicy, a gang czający się na opancerzoną furgonetkę. It's a cool little heist; topią laserem powierzchnię estakady, a furgonetka spada na pakę ciężarówki podstawionej kondygnację niżej.

Nie wiemy niestety, co dokładnie przewozi furgonetka opisana "Britts"

Obecny na miejscu Timber Wolf skacze do boju! Równolegle ze sceną akcji otrzymujemy odrobinę przypomnienia, kim jest i jakie są jego moce. Całkiem efektywne!

Tak, Timber Wolf posiada nadludzką siłę oraz jest super-akrobatą

Nie jest jednak bardziej odporny na ciosy od przeciętnego człowieka - gdy w trakcie walki zostaje postrzelony w ramię, niemal wyłącza go to z akcji. He fights like a cornered beast... a wounded wolf at bay... Urrg! - komentuje jeden z bandytów, zanim pięść Timber Wolfa utrudni mu dalszą komunikację. Ciekawe; czuć już, że Timber Wolf zaczyna być portretowany w bardziej animalistyczny sposób, co ewoluuje później do postaci marvelowskiego Wolverine'a! Wcale tu nie koloryzuję; jeśli ktoś nie pamięta, Timber Wolf to naprawdę proto-Wolverine. Rysował ich nawet ten sam artysta; gdy wkroczymy już mocniej do Bronze Age, podobieństwa staną się jeszcze mocniejsze!

Tak czy inaczej, Brin (tak nazywa się w cywilu) pomimo postrzału odpiera atak złoczyńców. But he's badly hurt! 

Doktor jest łysy! Czy to znak, że jest zły?

Sure it is, ale nie uprzedzajmy faktów! Doceńmy lepiej naprawdę niezły tusz w tej historii. To subtelna rzecz; rozmawialiśmy już kiedyś o roli inkera, i nieco upraszczając - jeśli kreskę artysty porównać do rysów twarzy, to rolą inkera jest nałożyć makijaż. Tusz w tym numerze nakłada gościnnie Mike Esposito, naprawdę doświadczony specjalista; znany był on głównie z pracy przy Wonder Woman już od końca lat '50. Jeśli pomyślicie o Wonder Woman z Silver Age - są spore szanse, że macie w głowie właśnie tusze Mike'a!

Tusze Mike'a Esposito na okładce, sierpień 1959

Zwróćcie dziś szczególną uwagę na twarze postaci w zbliżeniach; wyglądają moim zdaniem dużo naturalniej niż te, które ostatnio fundował nam Jack Abel. Ale wróćmy do samej historii! Brin wraca do kwatery Legionu, gdzie na powitanie wybiega zaniepokojona Ayla:

Brin, nie bądź bucem!

No, zreflektował się przynajmniej. Poza twarzą zwróćcie uwagę na tzw. cross-hatching na dłoniach Timber Wofa - przecinające się linie tuszu - który nadaje im naturalnej trójwymiarowości!

Brin czuje się dziwnie, ponieważ szemrany łysy doktor napoił go narkotykiem - okazuje się, że cały skok na furgonetkę był tylko pretekstem, by dorwać rannego legionistę. Narkotyki zaczynają wkrótce działać na dobre:

Brin wpada w stan euforii, nabiera niepożytej energii... i łaknienia, ale sam jeszcze nie wie, czego właściwie.

To nie pierwszy raz, kiedy widzimy narkotyki w fabule Legionu - w tej niedawno omawianej historii Brainiac 5 został spryskany halucynogennym gazem i widzieliśmy kawał solidnej psychodelii! Dzisiejsza historia rozkłada jednak inaczej dramaturgiczne akcenty: owszem, Timber Wolf również skosztował narkotyków wbrew własnej woli, ale fabuła dryfuje w bardziej realistycznym kierunku. Brainiac 5 zaliczył jednorazowego efektownego tripa; Timber Wolf musi zmagać się z uzależnieniem.

Łysy narkodoktor powraca!
Doktorze, tłumacz się!

Bardzo podoba mi się, że redaktorska ramka odsyła nas nie tradycyjnie do któregoś z poprzednich numerów... a do Odysei!

No to chyba wszystko jasne: zakazane owoce lotosu są tu bardzo jasną metaforą narkotyków. Trzeba było uciekać się do takich środków, gdyż Comic Code zabraniał twardo ukazywania ich w komiksach, nawet w negatywnym kontekście - ograniczenie to przełamano dopiero dwa lata później, w 1971, o czym możecie przeczytać tutaj. Pomijając metaforyczną otoczkę z owocami - Legion wyprzedził pod tym kątem Spider-Mana oraz duet Green Lantern/Green Arrow o dwa lata! Wznieśmy więc nasz piękny refren: the Legion did it first! 

Oczy Ayli są dużo bardziej naturalne niż niedawny zez rozbieżny Lany

Ale ale, dlaczego właściwie łysy narkodoktor spotkał się z naszym bohaterem? Otóż dostarczył mu nową porcję owoców... pod warunkiem, że podzieli się nimi z innymi osobami z Legionu. Ayla jest zdecydowanie podejrzliwa, a Brin przeżywa moralne katusze:

Ale Brin nie chce mówić!

All right, then!, woła Ayla zniecierpliwiona, gdy Brin nie potrafi wytłumaczyć sytuacji; shut me out, just like you shut everyone else out! Here's what I think of your stupid present! Legionistka wyrzuca owoc gdzieś daleko, a Brin rzuca się za nim jakby był najcenniejszą rzeczą na świecie. 

Brin ucieka z kwatery Legionu i sam zjada narkopomidora, z jednej strony - pchany głodem uzależnienia, z drugiej - chęcią uchronienia Ayli przed własnym losem. Timber Wolf nie wie jednak, że zaniepokojona Light Lass śledziła go i wszystko rozgryzła samodzielnie: 

Zabawny mały detal: znarkotyzowany "Wolf" siedzi i gapi się tępo na księżyc w pełni

Ayla kontynuuje podążanie za swoim chłopakiem, gdy ten próbuje zdobyć więcej owoców:

Powiem raz jeszcze: naprawdę podoba mi się tusz w tym numerze!

Czas na scenę kulminacyjną! Ayla stawia Brina przed okrutnym wyborem...

Nie jest to metoda najbardziej subtelna, ale pamiętajcie - mamy tylko dziesięć stron!

W głębi duszy Brin to oczywiście dobry chłopak, więc zachęty łysego narkodoktora spotykają się tym razem ze zdecydowaną odpowiedzią:

"No!"

No bo i co tu więcej mówić; wielkie, czerwone NO! doskonale pełni swoją rolę. Wszystko kończy się zaraz później budującym happy endem:

I chociaż metody Ayli są oczywiście mocno przerysowane na potrzeby dziesięciostronicowe fabuły, ogólne przesłanie jest wciąż wartościowe: trudno wyjść z problemów samotnie! Oto nasza niedzielna lekcja.

Naprawdę lubię tę historię! Jak mówi stara prawda, restriction breeds creativity; ograniczenie do dziesięciu stron zmusiło Jima Shootera do zrewidowania formuły historii. Każdy panel jest tu istotny, nie ma rozwleczonych sekwencji; w rezultacie otrzymujemy samo narracyjne mięsko. Powtarzam często uczniom i uczennicom, że po to właśnie mamy w pracach górny limit liczby słów: aby usunąć wodolejstwo i zmusić nas do myślenia, jak zawrzeć maksimum treści w minimum słów.

Bardzo dobrze dobrane są też postacie: Timber Wolf i Light Lass dawno nie mieli własnych pięciu minut. Łatwo uwierzyć, że odludek Brin byłby szczególnie narażony na pokusę uzależnienia; fajnie zobaczyć, że Ayla nie potrzebuje supermocy, by mu pomóc - no, poza tą jedną lewitacją kosza. Związek Brina i Ayli zaczyna nabierać własnego charakteru; to już nie tylko mmm he's so cute, ale wspólne przygody i przeżycia.  No i do tego gościnnie nakładający tusz Mike Esposito!

Nasze kolejne spotkania będą więc short and sweet, skupione na takich właśnie krótkich historiach: to one doprowadzą nas do lat '70 oraz końca Silver Age. Ale to już, jak zwykle... w przyszłości!


~.~

...a jeśli chcecie zanurkować w przeszłość, chronologiczna lista naszych niedzielnych spotkań czeka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz