A teraz, dzieci, odpowiedzmy sobie na pytanie - co jest lepsze: owoce czy... narkotyki? Wiem, wiem, trudna decyzja; a co, gdyby połączyć walory prozdrowotne jednych z imprezowym duchem drugich? Otóż powstałaby wówczas dzisiejsza fabuła z annałów Legionu! Historia: The Forbidden Fruit, autor: Jim Shooter, czas: lipiec 1969.
| "Boy friend" pisane jeszcze osobno, ciekawe! |
Wkraczamy właśnie w nową erę Legionu. Do tej pory (konkretnie do maja 1969) przygody naszej grupy ukazywały się na łamach Adventure Comics, ale - w wyniku redakcyjnych przetasowań - miejsce Legionu zajęły w tym tytule solowe przygody Supergirl. Legion trafił zatem na łamy innego periodyku - Action Comics; flagowego tytułu wydawnictwa DC, w którym w 1938 debiutował sam Superman! Ale, jak to zwykle w życiu bywa, coś za coś; wolnego miejsca na łamach Action Comics było mniej, więc Legion relegowano do roli backup feature: krótkich, ośmio- lub dziesięciostronicowych historii.
Z mojej perspektywy - it was a blessing in disguise. Dziesięciostronicowy format nie nadawał się szczególnie do opowiadania blockbusterowych historii z walką o losy świata, potężnymi superłotrami oraz podróżami do innych wymiarów - Jim Shooter skupił się więc na mniejszych character pieces, gdzie stawki były bardziej osobiste, a obsada postaci węższa. Dziś, jak zapowiada panel tytułowy, będziemy śledzić losy Timber Wolfa - to jego solowa historia, którą zapowiadałem parę miesięcy temu w tym wpisie! W roli supporting cast pojawi się zaś Light Lass, jego partnerka, oraz (w króciutkim występie) jej brat - Lightning Lad.
Co tam dziś słychać w trzydziestym wieku? Ano nawet w dalekiej przyszłości zdarzają się czasem roboty drogowe:
| "That's twice in only twenty years!" |
Podejrzanie często, prawda? I faktycznie: za sterami laserowej wygładzarki nie siedzą robotnicy, a gang czający się na opancerzoną furgonetkę. It's a cool little heist; topią laserem powierzchnię estakady, a furgonetka spada na pakę ciężarówki podstawionej kondygnację niżej.
| Nie wiemy niestety, co dokładnie przewozi furgonetka opisana "Britts" |
Obecny na miejscu Timber Wolf skacze do boju! Równolegle ze sceną akcji otrzymujemy odrobinę przypomnienia, kim jest i jakie są jego moce. Całkiem efektywne!
| Tak, Timber Wolf posiada nadludzką siłę oraz jest super-akrobatą |
Nie jest jednak bardziej odporny na ciosy od przeciętnego człowieka - gdy w trakcie walki zostaje postrzelony w ramię, niemal wyłącza go to z akcji. He fights like a cornered beast... a wounded wolf at bay... Urrg! - komentuje jeden z bandytów, zanim pięść Timber Wolfa utrudni mu dalszą komunikację. Ciekawe; czuć już, że Timber Wolf zaczyna być portretowany w bardziej animalistyczny sposób, co ewoluuje później do postaci marvelowskiego Wolverine'a! Wcale tu nie koloryzuję; jeśli ktoś nie pamięta, Timber Wolf to naprawdę proto-Wolverine. Rysował ich nawet ten sam artysta; gdy wkroczymy już mocniej do Bronze Age, podobieństwa staną się jeszcze mocniejsze!
Tak czy inaczej, Brin (tak nazywa się w cywilu) pomimo postrzału odpiera atak złoczyńców. But he's badly hurt!
| Doktor jest łysy! Czy to znak, że jest zły? |
Sure it is, ale nie uprzedzajmy faktów! Doceńmy lepiej naprawdę niezły tusz w tej historii. To subtelna rzecz; rozmawialiśmy już kiedyś o roli inkera, i nieco upraszczając - jeśli kreskę artysty porównać do rysów twarzy, to rolą inkera jest nałożyć makijaż. Tusz w tym numerze nakłada gościnnie Mike Esposito, naprawdę doświadczony specjalista; znany był on głównie z pracy przy Wonder Woman już od końca lat '50. Jeśli pomyślicie o Wonder Woman z Silver Age - są spore szanse, że macie w głowie właśnie tusze Mike'a!
| Tusze Mike'a Esposito na okładce, sierpień 1959 |
Zwróćcie dziś szczególną uwagę na twarze postaci w zbliżeniach; wyglądają moim zdaniem dużo naturalniej niż te, które ostatnio fundował nam Jack Abel. Ale wróćmy do samej historii! Brin wraca do kwatery Legionu, gdzie na powitanie wybiega zaniepokojona Ayla:
| Brin, nie bądź bucem! |
| No, zreflektował się przynajmniej. Poza twarzą zwróćcie uwagę na tzw. cross-hatching na dłoniach Timber Wofa - przecinające się linie tuszu - który nadaje im naturalnej trójwymiarowości! |
Brin czuje się dziwnie, ponieważ szemrany łysy doktor napoił go narkotykiem - okazuje się, że cały skok na furgonetkę był tylko pretekstem, by dorwać rannego legionistę. Narkotyki zaczynają wkrótce działać na dobre:
| Brin wpada w stan euforii, nabiera niepożytej energii... i łaknienia, ale sam jeszcze nie wie, czego właściwie. |
To nie pierwszy raz, kiedy widzimy narkotyki w fabule Legionu - w tej niedawno omawianej historii Brainiac 5 został spryskany halucynogennym gazem i widzieliśmy kawał solidnej psychodelii! Dzisiejsza historia rozkłada jednak inaczej dramaturgiczne akcenty: owszem, Timber Wolf również skosztował narkotyków wbrew własnej woli, ale fabuła dryfuje w bardziej realistycznym kierunku. Brainiac 5 zaliczył jednorazowego efektownego tripa; Timber Wolf musi zmagać się z uzależnieniem.
| Łysy narkodoktor powraca! |
| Bardzo podoba mi się, że redaktorska ramka odsyła nas nie tradycyjnie do któregoś z poprzednich numerów... a do Odysei! |
No to chyba wszystko jasne: zakazane owoce lotosu są tu bardzo jasną metaforą narkotyków. Trzeba było uciekać się do takich środków, gdyż Comic Code zabraniał twardo ukazywania ich w komiksach, nawet w negatywnym kontekście - ograniczenie to przełamano dopiero dwa lata później, w 1971, o czym możecie przeczytać tutaj. Pomijając metaforyczną otoczkę z owocami - Legion wyprzedził pod tym kątem Spider-Mana oraz duet Green Lantern/Green Arrow o dwa lata! Wznieśmy więc nasz piękny refren: the Legion did it first!
| Oczy Ayli są dużo bardziej naturalne niż niedawny zez rozbieżny Lany |
Ale ale, dlaczego właściwie łysy narkodoktor spotkał się z naszym bohaterem? Otóż dostarczył mu nową porcję owoców... pod warunkiem, że podzieli się nimi z innymi osobami z Legionu. Ayla jest zdecydowanie podejrzliwa, a Brin przeżywa moralne katusze:
| Ale Brin nie chce mówić! |
All right, then!, woła Ayla zniecierpliwiona, gdy Brin nie potrafi wytłumaczyć sytuacji; shut me out, just like you shut everyone else out! Here's what I think of your stupid present! Legionistka wyrzuca owoc gdzieś daleko, a Brin rzuca się za nim jakby był najcenniejszą rzeczą na świecie.
Brin ucieka z kwatery Legionu i sam zjada narkopomidora, z jednej strony - pchany głodem uzależnienia, z drugiej - chęcią uchronienia Ayli przed własnym losem. Timber Wolf nie wie jednak, że zaniepokojona Light Lass śledziła go i wszystko rozgryzła samodzielnie:
| Zabawny mały detal: znarkotyzowany "Wolf" siedzi i gapi się tępo na księżyc w pełni |
Ayla kontynuuje podążanie za swoim chłopakiem, gdy ten próbuje zdobyć więcej owoców:
| Powiem raz jeszcze: naprawdę podoba mi się tusz w tym numerze! |
Czas na scenę kulminacyjną! Ayla stawia Brina przed okrutnym wyborem...
| Nie jest to metoda najbardziej subtelna, ale pamiętajcie - mamy tylko dziesięć stron! |
W głębi duszy Brin to oczywiście dobry chłopak, więc zachęty łysego narkodoktora spotykają się tym razem ze zdecydowaną odpowiedzią:
| "No!" |
No bo i co tu więcej mówić; wielkie, czerwone NO! doskonale pełni swoją rolę. Wszystko kończy się zaraz później budującym happy endem:
Naprawdę lubię tę historię! Jak mówi stara prawda, restriction breeds creativity; ograniczenie do dziesięciu stron zmusiło Jima Shootera do zrewidowania formuły historii. Każdy panel jest tu istotny, nie ma rozwleczonych sekwencji; w rezultacie otrzymujemy samo narracyjne mięsko. Powtarzam często uczniom i uczennicom, że po to właśnie mamy w pracach górny limit liczby słów: aby usunąć wodolejstwo i zmusić nas do myślenia, jak zawrzeć maksimum treści w minimum słów.
Bardzo dobrze dobrane są też postacie: Timber Wolf i Light Lass dawno nie mieli własnych pięciu minut. Łatwo uwierzyć, że odludek Brin byłby szczególnie narażony na pokusę uzależnienia; fajnie zobaczyć, że Ayla nie potrzebuje supermocy, by mu pomóc - no, poza tą jedną lewitacją kosza. Związek Brina i Ayli zaczyna nabierać własnego charakteru; to już nie tylko mmm he's so cute, ale wspólne przygody i przeżycia. No i do tego gościnnie nakładający tusz Mike Esposito!
Nasze kolejne spotkania będą więc short and sweet, skupione na takich właśnie krótkich historiach: to one doprowadzą nas do lat '70 oraz końca Silver Age. Ale to już, jak zwykle... w przyszłości!
~.~
...a jeśli chcecie zanurkować w przeszłość, chronologiczna lista naszych niedzielnych spotkań czeka!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz