W waszych listach pytacie: Anglisto, co fajnego warto przeczytać, jeśli chodzi o komiksy superbohaterskie? Gdzie zacząć? Odpowiedź na to pytanie czasem jest prosta - weź postać, którą lubisz i zacznij czytać od zeszytu/zbioru numer #1 - ale niekiedy jest wprost przeciwnie. Niekiedy seria zaczyna się od numeru #1, ale zakłada już wcześniejszą znajomość innej (lub wręcz kilku); innym razem wydanie zbiorcze stara się opowiedzieć wszystko o danej postaci, rezultatem czego jest chaotyczna mieszanka kilku serii - często o różnych stylach narracyjnych i graficznych. Albo z jeszcze innej strony - nie wiem, czy poleciłbym osobie zainteresowanej X-Menami rozpoczynanie od X-Men #1 z 1963 roku; może lepiej coś współcześniejszego i pod kątem scenariuszowym, i wizualnym? W komiksowym środowisku zwykło się więc darzyć pewną estymą komiksy, które są good entry points - tymi mitycznymi dobrymi punktami wejścia dla nowych czytelników. Takim komiksem jest, moim zdaniem, seria Spider-Woman: Shifting Gears.
Nic z powyższego nie jest szczególnie istotne w kontekście serii Shifting Gears; jak okładka sugeruje, jest to tytuł opowiadający przede wszystkim o Jessice w ciąży oraz w roli świeżo upieczonej matki. Od pierwszych stron chodzi więc z wielkim brzuchem, wydzwania do swojej psiapsióły Captain Marvel (Jess opowiada jej, jak to być w ciąży, Carol z kolei rewanżuje się swoimi kosmicznymi przygodami - i obie są wzajemnie pełne podziwu), oddaje dotychczasowe crime-fighting duties w ręce zrehabilitowanego drobnego superłotra o ksywie Porcupine i - w końcu - udaje się na urlop macierzyński. Co oczywiście nie oznacza, że okazjonalnie nie może komuś wkopać; musi jednak bardziej niż zwykle polegać na pomocy przyjaciół.
To świetna mieszanka superhero silliness oraz bardziej osobistej historii Jessiki. Tak, nasza bohaterka musi znaleźć dobry oddział położniczy - dlaczego by więc nie skorzystać z pełnego obcych galaktycznego szpitala, który rekomenduje jej gorąco Captain Marvel? Gdy dziecko już przychodzi na świat (nie demon, nie kosmita, nie robot - po prostu dziecko, miła odmiana), a samotna Jessica ogarnia je, jak tylko umie, odwiedzają ją kolejne bliskie osoby - a że jest to superhero comic, osobami tymi są na przykład She-Hulk oraz Patsy Walker (znana także jako Hellcat).
Całość jest do tego sprawnie narysowana, z odrobiną zabiegów formalnych, które nadają serii dodatkowej lekkości. Spójrzcie na przykład na sekwencję, w której przyjaciółki (i Hawkeye) wyciągają Jessicę na pierwsze po porodzie wyjście na miasto, a za opiekę nad dzieckiem bierze się w tym czasie brodaty Porcupine, zreformowany przestępca i przyjaciel Jessiki:
![]() |
| Patsy i ja dogadalibyśmy się doskonale! Pomimo katastroficznych myśli Jessiki Porcupine jest bardzo sprawnym opiekunem, sam wychował w końcu córkę |
Te piktogramy to, moim zdaniem, fantastyczny pomysł na imprezowy small talk - leciutkie, niewymuszone i nadal prezentujące świetnie zarówno charakter postaci, jak i etapy wieczoru! Gdy dodać do tego zmianę stylu rysowania postaci - wyłącznie czarne kontury - całość wybija się z reszty klasycznej narracji i naprawdę nabiera rytmu filmowego montażu muzycznego.
W skład serii Shifting Gears wchodzą trzy tomy: Baby Talk, opowiadający o ciąży, porodzie, ataku kosmicznych porywaczy na kosmiczny szpital - w końcu trochę superhero action też potrzeba - oraz pierwszych tygodniach Jessiki z dzieckiem. Tom drugi, Civil War II, ma za tło wydarzeń ówczesny big event Marvela (Marvel does Minority Report, mniej więcej) i nadweręża nieco relacje pomiędzy Jessicą a Captain Marvel; zaś trzeci, Scare Tactics, skupia się na konsekwencjach odejścia brodatego Porcupine'a od przestępczego życia. Jak to z mafią - you can't just leave. Wszystko to składa się na kompletny i satysfakcjonujący rozdział z życia Jessiki Drew.
Autor tej serii - Dennis Hopeless - pisał też poprzednią serię ze Spider-Woman, której Shifting Gears jest bezpośrednią kontynuacją - w poprzedniej serii widzimy na przykład, dlaczego Jessica odeszła z Avengers, zmieniła kostium oraz jak poznała swoją supporting cast w osobach Porcupine'a (wtedy jeszcze nie zreformowanego) czy doświadczonego reportera Bena Uricha. Dlaczego więc nie polecam rozpoczęcia od chronologicznie wcześniejszej serii?
Ano głównie dlatego, ze rozpoczyna się ona w środku innego crossoveru Marvela - SpiderVerse - i wydarzenia pierwszych zeszytów będą straszliwie chaotyczne i nieciekawe dla osoby, która nie zna kontekstu (a dla osoby, która zna - niestety niewiele lepiej). Dopiero w drugiej połowie tej serii zaczyna się robić dobrze, ale wciąż nie na tyle, by była to lektura obowiązkowa - śmiało można zacząć od pierwszego tomu Shifting Gears, gdzie status quo jest już zbudowane, a autor ma więcej doświadczenia i lepiej czuje postać.
![]() |
| Tak wyglądał stary kostium Spider-Woman - doceńcie też piękne zdjęcie w jej dłoniach, którym dręczy Bruce'a Bannera... |
Skupiałem się do tej pory bardziej na przyziemnej, ludzkiej stronie tej historii, ale make no mistake - poza nią mamy też sporo intensywnej superbohaterskiej akcji, gdzie Jess wsiada na motocykl i rusza mścić różne niesprawiedliwości, jak na członkinię Avengers przystało. Znacie już chyba moje preferowane składniki dobrej superhero story - akcja, humor, soap opera - i w Spider-Woman: Shifting Gears znalazłem wszystko to, co lubię! Pozwolę więc sobie wrócić do pięknej blogowej tradycji z zamierzchłych wieków i ostempluję ten tytuł swoim znakiem jakości:










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz