Czasem nazbiera się drobiazgów, o których chciałem napisać, ale szkoda z nich robić osobne wpisy - postanowiłem więc zebrać ich trochę w jednym miejscu! Witajcie zatem w pierwszym variety show, w którym oszołomię was tysiącem tematów, wiedzą, humorem i przekąskami. Your mileage may - and will - vary, ale mam nadzieję, że w tym zamieszaniu znajdziecie chociaż coś dla siebie!
Zaczynajmy!
Inicjatywa poszukiwania dobrych punktów wejścia przynosi mi dużo przyjemności, jest to bowiem również i dla mnie niezła okazja, żeby wrócić do serii kiedyś czytanych lub sprawdzić, jak tam nowe rzeczy się mają - i polecić coś na tych dostojnych łamach. Komiksy i tak zrobiły się moim zdaniem przystępniejsze dla świeżych czytelników - wystarczy zwykle wskazać komuś ten punkt startowy, poklepać po ramieniu i powiedzieć baw się dobrze; w latach '90 wcale nie było to tak oczywiste. Był to okres zaporowej liczby crossoverów; jeśli jakiś wątek rozpoczynał się w komiksowym Robinie, to często był kontynuowany w Batmanie, później w Batgirl, potem bywał jeszcze specjalny one-shot, aż w końcu wracaliśmy do kolejnego zeszytu Robina. Kiedy więc ostatnio czytałem stare zeszyty Robina właśnie - wiecie, teenage superheroes and all that - bardzo ubawiło mnie zakończenie jednego z nich:
I nie, nie bawi mnie tu niebezpieczeństwo, w którym znalazło się blond dziewczę na pierwszym planie - moją wesołość wzbudziła notka kończąca ten zeszyt: concluded in Robin #16. A z jakiego magazynu pochodzi powyższy panel? Myślałem, że nigdy nie zapytacie - z Robina #15! Podkreślę - to, że historia z Robina #15 była kontynuowana w Robinie #16 było na tyle nietypowe, ze zasługiwało na specjalną informację. Jak zwykle, może troszeczkę się nabijam, ale dla równowagi spójrzcie na to:
W momencie kupowania tych zeszytów było to nawet OK; po prostu kolejna część danej historii była do kupienia już za tydzień, nie za miesiąc - a że w periodyku pod innym tytułem, to już mało istotne. Obecnie jednak - jeśli nie dysponujemy dobrym wydaniem zbiorczym, które organizuje te wszystkie numery - czytanie tak prowadzonych fabuł wymaga więcej niż odrobiny wysiłku. Dziś nie widujemy tego już tak często, i - moim zdaniem - całe szczęście! Co do czytania Robina, pamiętam, że w jednym z numerów Boy Wonder posługiwał się ciekawym gadżetem:
Pierwsze wyszukiwania jednoręcznej klawiatury zaprowadziły mnie do różnych gadżetów gamingowych w rodzaju mini-klawiaturki z WSAD i garścią innych wybranych guzików, ale szybko udało mi się nieco zawęzić parametry. Dowiedziałem się w ten sposób, że Robin posługuje się tutaj tak zwaną chorded keyboard; niby realna technologia, ale jednak trochę urocza future of the past.
Czas na suchar, a suchar ten będzie srogi: czy - będąc z pewnością miłośnikami i miłośniczkami muzyki z lat dziewięćdziesiątych - pamiętacie, co je Koko Dżambo?
...
...
...
Z tym hymnem pożeraczy jaj na ustach przystąpiłem ostatnio do degustacji
marynowanych jaj przygotowanych jakiś tydzień przed świętami. Mam dobrą wiadomość dla wszystkich osób, które pękały z niecierpliwości czekając na rezultat - są niezłe!
Wyszły dosyć ostre, ale mogłyby jak dla mnie być nieco słodsze; następnym razem zamiast dwóch łyżek cukru wsypię do zalewy ze cztery. Tak jak pisałem w przepisie, wychodzą też moim zdaniem nieco lepsze na occie jabłkowym - ale że miałem spirytusowy, to i z takiego wówczas korzystałem. Tak czy inaczej, świetne z majonezem jako midnight snack prosto z lodówki! Ich spożycie przed snem zagwarantuje wam uczucie sytości i przedziwne sny.
Nie kończy się jednak era Legionu:
Czy to możliwe, by Legion uciekał się do bezsensownej przemocy? Do przemocy owszem, ale nigdy bezsensownej! Invisible Kid bije tu naszego ulubionego bad boya, gdyż ten chciał zerknąć pod maskę osoby, której prywatność Legion - obietnicą swego przywódcy - przyrzekł uszanować. Jo dostaje tu w szczękę nie spontanicznie, a z bardzo wykalkulowanego powodu - Invisible Kid pamięta, że Ultra Boy może korzystać tylko z jednej mocy naraz; cios ma więc sprawić, że instynktownie wyłączy penetra-vision, a przejdzie na invulnerability. Niby to nadal tłuczenie się po gębach, ale it's such a cute little scene.
Czy to możliwe, by Legion przeklinał? W tym szokującym panelu widzicie wykorzystanie popularnego wojskowego akronimu z okresu drugiej wojny światowej. SNAFU, dla niewtajemniczonych, rozwija się do prostego, żołnierskiego Situation Normal: All Fucked Up.
A cóż to takiego? W jednym ze starych komiksów znalazłem reklamę powyższego periodyku; Bomba The Jungle Boy zauroczył mnie samym tytułem na tyle, bym odpalił swe moce (płytkiego, ale jednak) researchu. Dowiedziałem się, że Bomba rozpoczął żywot jeszcze w latach '20, w serii książek przygodowych będących trochę budżetowym Tarzanem, i doczekał się dwunastu filmów fabularnych (!) oraz serii komiksowej (która wytrwała tylko siedem numerów, ale cóż, nie na każdym polu Bomba mógł odnieść sukces). Zafascynowany Bombą kolega podesłał mi plakat filmowy, na którym poza standardowymi rzeczami możemy wyczytać, że w filmie wystąpi...
Rozumiem chyba fenomen sukcesu Bomby. Never too late to get on the Bomba trail.
Jestem, jak wiecie, miłośnikiem zarówno komiksu, jak i planszówek - i czasem mam nawet tyle szczęścia, że oba te hobbies się przecinają. Przy okazji ostatniej lektury Ms. Marvel bawiłem się w wyłapywanie paneli, które zostały wykorzystane w talii jej postaci w sympatycznej karciance Marvel Champions - grze kooperacyjnej, o której też z pewnością napiszę tu więcej w przyszłości. Z kombinacji planszówkowo-komiksowych zamówiłem też kościaną turlankę X-Men: Mutant Insurrection, która recenzje ma bardzo różne - ale Fallout Shelter też miał recenzje różne, a bawię się przy nim jak szop w śmietniku. Mieliśmy też w końcu okazję zagrać w Fallouta pierwszy raz we czwórkę - i było równie fajnie, jak na dwie osoby, choć profil rozgrywki oczywiście nieco się zmienił. W schronie było bardziej tłoczno, dużo większą rolę odgrywało korzystanie z pomieszczeń innych graczy oraz przejmowanie żetonu pierwszeństwa w turze. Nadal jest to gra, która praktycznie co tydzień trafia u nas na stół!














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz