W jednym z ostatnich wpisów - za sprawą obecności zielonego kartofla Doopa - wspomniałem o X-Statix, rewelacyjnym tytule z 2001. Ech, X-Statix, ależ to było, pomyślałem wtedy; ciekawe, jak trzyma się po latach. Sięgnąłem więc na półkę... i przypomniałem sobie szybko, dlaczego tytuł ten jest jednym z moich ulubionych komiksów Marvela wszech czasów.
Historia X-Statix, żeby nie było zbyt prosto, rozpoczyna się na łamach innego tytułu - a konkretnie #116 numeru X-Force, jednej z wielu pod-grup marvelowskich mutantów. Ówczesny redaktor Marvela, Joe Quesada, zapragnął (po trudnych latach '90) odświeżyć markę z iksem; jednym z frontów tej małej rewolucji było oddanie X-Force nietypowej parze twórców: brytyjskiemu scenarzyście Peterowi Milliganowi oraz amerykańskiemu rysownikowi Mike'owi Allredowi.
Panowie wjechali w X-Force jak pług śnieżny. Drużyna mutantów (i zarazem medialnych supergwiazd) otrzymała lukratywne zadanie uwolnienia porwanego boysbandu; piękna, szybka misja, takiej właśnie wasz wizerunek potrzebuje, mówi im ich menedżer. Porywacze to bardzo klarowni przestępcy, zero powiązań politycznych, zero sympatii publiczności; the kind of bad guys we very rarely get nowadays. PR-owe marzenie! X-Force wchodzi więc do akcji...
...po czym niemal cały zespół zostaje krwawo rozsmarowany ogniem z helikoptera.
| W tym numerze Marvel po raz pierwszy od lat zrezygnował z aprobaty Comics Code Authority, co dodatkowo podkreślało oryginalność nowego kierunku |
Ale bohaterowie są tymczasowi, a marki - wieczne. X-Force musi trwać - co inaczej stałoby się z ich kontraktami reklamowymi czy siecią sklepów? Menadżer drużyny dobiera więc nowy skład: do dwójki ocalałych ze starej ekipy (teleporterki U-Go Girl oraz czarnego mutanta o pseudonimie Anarchist) dołączają Mr. Sensitive, obdarzony czułkami mistrz sztuk walki; kontrolujący swoją tkankę tłuszczową Phat (biały chłopak zafascynowany gettowym stylem) oraz zmieniający się w futrzastą bestię Vivisector (w cywilu intelektualista z wyższych sfer). I od razu się zaczyna.
| Może to z powodzeniem być motto zespołu! |
U-Go Girl, weteranka poprzedniego zespołu, ma za złe menedżerowi, że funkcję przywódcy ma pełnić świeżo zrekrutowany Mr. Sensitive. Anarchist, komfortowo grający rolę zespołowego angry black man, patrzy się na białego ghetto-wannabe Phata jak na jakiś dziwny okaz. Sam Phat decyduje, że nie ma wystarczająco dużo media appeal, więc dogaduje się z Vivisectorem, by przed kamerami odgrywać parę gejów. Ale czy aby wyłącznie odgrywać? A sam Mr. Sensitive jest wrażliwy do stopnia absurdu - nawet powiew wiatru sprawia mu ból - co wieczór siada więc w swoim luksusowym apartamencie, wyjmuje rewolwer, ładuje do niego jedną kulę... i sam ze sobą gra w rosyjską ruletkę.
Krótko mówiąc, these guys have issues.
Ta inkarnacja X-Force, niedługo potem przemianowana na X-Statix, to postmodernistyczna dyskusja z kulturą medialną dwudziestego pierwszego wieku. Superbohaterowie to celebryci, a celebryci to superbohaterowie. Marketing i opinia publiczna są wszystkim; czy zespołowe romanse i konflikty są autentyczne, czy stanowią tylko szopkę dla gawiedzi? Czy można w ogóle odróżnić jedno od drugiego? X-Statix, nieustannie filmowany przez kamerzystę-mutanta Doopa, zmienia swoje funkcjonowanie w reality show; lawiruje pomiędzy uwielbieniem a nienawiścią tłumów, rozgrywając obie te emocje. Nie mogą być przecież zbyt uniwersalnie kochani, bo zmienią się wtedy w jakiegoś nudnego goody two-shoes Kapitana Amerykę i stracą swój subversive edge! Wszystko musi być przekalkulowane; they need your love, but they also need your hate, your jealousy, your judgement. It keeps them interesting.
| Dla Tike'a bycie "tym czarnym" członkiem zespołu jest "superpower" równie istotną, jak jego kwasowe pociski; jak zareaguje, gdy do drużyny dołączy młodszy i "czarniejszy" konkurent? |
Wszyscy nieustannie występują, odgrywają role, debatują nad nowymi kontraktami marketingowymi. Dla niektórych wstąpienie do X-Statix to faustowski pakt; wiedzą, że luksusy oraz towarzystwo pięknych i możnych okupią zapewne brutalnym zgonem podczas jednej z misji. Ale nie jest to fabuła w stu procentach cyniczna; pod maskami celebrytów kryją się prawdziwe emocje i ambicje, które przebijają się czasem na światło dzienne. Bo przecież, zdaje się mówić Milligan, pomimo medialnego cyrku, pod całą skorupą cynizmu, ludzie generalnie nadal są dobrzy; nadal chcą być bohaterami. To, że z tysiąca powodów często nie dajemy rady, zasługuje bardziej na współczucie niż wyśmianie.
Even those screw-ups want to love and be loved. Czasem podejmą moralnie słuszną decyzję, ale - jak wiadomo - żaden dobry uczynek nie uchodzi bezkarnie; zadba o to żądna wrażeń publiczność oraz rozczarowani sponsorzy. Czasem zaś, jak w amerykańskim wrestlingu, nawet protagonistom wypada z pełną świadomością zawalić jakąś konfrontację i dostać w zęby; gdzie byłoby napięcie, gdzie dramaturgia, gdyby za każdym razem odnosili sukcesy?
| Uczucia uczuciami, ale biznes jest biznes! |
Wszystko to osadzone jest twardo z początku dwudziestego pierwszego wieku, gdy telewizja stanowiła jeszcze medium popularniejsze niż internet, a amerykańska interwencja na Bliskim Wschodzie była w pełnej mocy. Milligan nie ucieka od tematów politycznych; osią jednej z fabuł jest dociekanie, kto pracował (lub nie) z Saddamem Husseinem i dostarczał mu (lub nie) broni chemicznej (lub nie). Latający na misje na całym świecie zespół X-Statix musi zadać sobie pytania o naturę imperialnego interwencjonizmu; czy różnią się tak naprawdę od (w najlepszym wypadku) sił stabilizacyjnych lub (w gorszym) jakiegoś zespołu CIA od mokrej roboty? I jak rozegrać to marketingowo?
| Vivisector próbuje wytłumaczyć Hawkeye'owi trudne realia światowej polityki; ten drugi grany jest jako naiwny i nienajbystrzejszy, ale przynajmniej piękny i przystojny. |
Dead Girl, inna członkini zespołu (and a literal unkillable zombie), rozgrywa kolejny gorący wówczas medialny temat - standardy urody i medialne wzorce:
| "I never wanted to be a role model, just a... sex symbol!" |
Tak jest, sporo problematyki X-Statix jest - jak to się ładnie mówi - ripped from the headlines, wyrwana z ówczesnych pierwszych stron gazet. Scenariusz to jednak nie wszystko; X-Statix nie byłby z pewnością tak rozpoznawalny bez rysunków Mike'a Allreda. Allred to jeden z moich absolutnie ulubionych artystów; na ścianie gabinetu mam nawet jego grafikę z autografem! Korzysta on z uderzającej pop-artowej estetyki inspirowanej latami '60, zaś jego styl to amerykańska wersja (znanej z klasycznego komiksu frankofońskiego) techniki ligne claire, "czystej linii". Wyraźne kontury i minimalistyczne cieniowanie przywodzą na myśl commercial cartooning z lat '50, ale Allred potrafi wzbogacić je o interesujące perspektywy i kadrowanie:
| Są powody, dla których wolę stylizowane prace Allreda od imitacyjnego fotorealizmu! |
Nawet drobne detale tła budują surrealistyczny nastrój: spójrzcie na przykład, jak wyglądają meble na panelu poniżej. Allred konstruuje tu estetykę w bardzo przemyślany sposób - od op-artowej wręcz tekstury połogi, przez kiczowate retro-wzory na fotelu, aż po telewizor jakby żywcem wyciągnięty z ery złotych marzeń o podboju kosmosu.
| Niewielkie figury postaci i odległy kadr pozwalają nie tylko naświetlić surrealistyczne dekoracje, ale również oddać niezręczną atmosferę oraz emocjonalny dystans pomiędzy dwójką bohaterów |
Allred, jakby trochę w inspiracji Jackiem Kirbym, odwołuje się też czasem do techniki kolażu. Nie są to kompozycje równie bombastyczne co u Kirby'ego, ale warto zwrócić uwagę na ich obecność, rzadką w końcu w mainstreamowym komiksie! Czasem, jak poniżej, będzie to wykorzystanie konkretnej tekstury; czasem wklejenie autentycznych komiksowych plakatów lub okładek; czasem stworzenie tła przez wykorzystanie kolażu tłumu.
| To zestawienie konturowanej, symbolicznej kreski oraz elementów hiperrealizmu jest dla mnie fascynujące! |
Ciekawe jest też, że Mike Allread pracuje zazwyczaj z żoną, Laurą, która nakłada kolory w jego pracach! Czuć, że są wyjątkowo zgranym duetem.
A z ciekawostek: X-Statix nie tylko opowiadał o fikcyjnych kontrowersjach i medialnych burzach - miał też na koncie własne! Mówię tu oczywiście o planach dołączenia do zespołu samej zmarłej księżnej Diany:
| Oryginalna, niewykorzystana okładka! Fabuła ze zmartwychwstałą Dianą miała nosić tytuł "Di Another Day" |
Może się to wydawać szokujące, ale zarazem stanowi przeniesienie filozofii fikcyjnego X-Statix na grunt realnego świata. Czy mogę skorzystać z wizerunku zmarłej księżnej Diany jako superbohaterki-zombie? A czemu nie, zdaje się mówić Peter Milligan; na pewnym poziomie sławy celebryci przestają być osobami, a stają się markami i ideami; it's all fair game. Tak jak fikcyjny X-Statix wyczyniał dla popularności najdziwaczniejsze publicity stunts, tak i Milligan - Brytyjczyk, pamiętajmy - wziął się za jedną z największych ówczesnych narodowych figur. Wietrząc kontrowersję (na co autor na pewno liczył), tabloid Daily Mail rozkręcił kampanię oburzenia na zapowiedziany "sick comic":
| Później następują słowa oburzenia, projekt potępia anonimowe "źródło w pałacu Buckingham" i tak dalej! |
W planach było nawet dołożenie do Diany innej ówczesnej angielskiej świętości, Davida Beckhama! Medialny szum sprawił jednak, że ostatecznie Marvel zmiękł i zalecił Milliganowi odpuszczenie sobie figur realnych celebrytów i celebrytek:
Słuchajcie - kiedy ostatnio komiks Marvela był podobnie obrazoburczy i metatekstualny? Nie chcę tu absolutnie wchodzić w pozycję starego dziada mówiącego ooo, kiedyś to było, ale od czasów Milligana nie widziałem w tym wydawnictwie podobnej hucpy. A co najlepsze - nie był to wyłącznie media stunt; autor wyraźnie miał tu coś do powiedzenia na temat kultury medialnej. Bo czy - posługując się wizualną metaforyką komiksu - nie naświetlił właśnie tego, co robiono wówczas z Dianą: zmieniania jej po śmierci w odrealnioną figurę, w tabloidową zombie?
Ale - oczywiście - był to też pierwszej wody media stunt. Fiction becoming reality becoming fiction becoming...
A na koniec, by odejść od zawiłych analiz: Doop! Zielony latający kartofel, kamerzysta zespołu oraz jedna z moich ulubionych X-postaci. To właśnie na łamach X-Statix zdobył on moje serce!
| Język Doopa - rozumiany przez wszystkich w drużynie - to prosta transliteracja angielskiego na fikcyjny alfabet! Nie dajcie się też zwieść jego roześmianej mordzie - i on ma swoją niepokojącą stronę. |
Rozszyfrowywanie okazjonalnych kwestii Doopa to miła przyprawa do metatekstualnej zabawy, którą jest X-Statix. I owszem, łatwo znaleźć (nawet na tym blogu!) klucz do szyfru, ale warto dać mózgowi popracować nad tymi zabawnymi little brain-teasers. Jak to z podobnymi szyframi: gdy już rozpracujecie, gdzie mamy słówka w rodzaju a/an, the, and, is, are, will, reszta pójdzie gładko - szczególnie z kontekstem. A gdy poczujecie się komfortowo z czytaniem Doopspeak...
| ...to dobrze, bo w kolejnych numerach zaczną się nią okazjonalnie posługiwać inne postacie! |
Ale nie zniechęcajcie się - to tylko drobny bonus, nie żelazny wymóg do zrozumienia narracji! Doceniam jednak, jak autor komplikuje te zagadki wraz z biegiem serii - zaczynają się od prostego angielskiego, później zdarzają się emocjonalne kwestie ALL CAPSEM (czyli zmodyfikowanymi symbolami!), jeszcze kiedy indziej Doop mówi slangiem lub w językach innych niż angielski. It's really cute, i czuć zabawę z czytelnikiem!
To wszystko jednak poboczne ciekawostki. X-Statix to komiks, o którym mógłbym pisać i pisać; jedna z najbardziej tematycznie i artystycznie interesujących serii mainstreamowego (mimo wszystko) komiksu z początków dwudziestego pierwszego wieku. Scenariusz Petera Milligana dobrze balansuje cynizm z humanizmem, a artystyczna fascynacja Mike'a Allreda latami '60 trafia idealnie w mój gust! Dla osoby zainteresowanej komiksem superbohaterskim jest to, moim zdaniem, lektura absolutnie obowiązkowa.
Na koniec trochę zaszaleję, ale dajcie mi ten benefit of doubt: X-Statix jest w moich oczach serią równie istotną, co Watchmen Alana Moore'a. W połowie lat '80 Moore przesunął paradygmat superbohatera w stronę mrocznego, aspołecznego wyrzutka nękanego własnymi kompleksami i traumami; skodyfikowało to kierunek gatunku na ponad dekadę. X-Statix, w 2001, zaprezentował kolejny wzorzec: superbohatera jako celebryty, media animal, wdrukowanego w kulturowy krajobraz równie mocno jak artyści, sportowcy czy politycy. Tak, mówi tutaj Milligan, wszyscy rozumiemy tych udręczonych mścicieli na modłę Moore'a, ale bez przesady; ich głównym zadaniem jest dostarczać rozrywki, entertain! Świat się zmienił przez te piętnaście lat, zmieniła się kultura mediów oraz postrzeganie naszych własnych ról i ambicji w społeczeństwie. Postmodernizm Moore'a i postmodernizm Milligana dokonują wiwisekcji figury superbohatera na dwa kompletnie różne sposoby.
Dlaczego więc tytuł ten nie doczekał się sławy Watchmen czy The Dark Knight Returns? Gdybym miał spekulować: wspomniane komiksy wydawane są głównie jako prestiżowe graphic novels - zamknięte historie o powieściowej budowie - podczas gdy X-Statix był comiesięcznym magazynem, pisanym na bieżąco i zamkniętym (choć z gracją!) wtedy, gdy było to dla Marvela finansowo opłacalne. Łatwo posłać taki tytuł na krytyczny margines z założeniem oh, it's just another X-book, there's like eight of them every month now. Po drugie: jasny styl graficzny i humorystyczne dialogi nie sugerują na pierwszy rzut oka metatekstualnej, społecznej satyry; pokutuje tu przekonanie, że poważne rzeczy muszą być mroczne.
Nie muszą. Słuchajcie, wiem, że po takich peanach łatwo się rozczarować - ale X-Statix to tytuł, który twardo będę zawsze polecał każdej osobie, która interesuje się komiksem superbohaterskim. Współczesne wydania zbiorcze są na szczęście sensownie zorganizowane, ale w razie czego pamiętajcie - przed samą serią X-Statix mamy jeszcze zeszyty pod szyldem X-Force, od #116 do #129! A że jest to tytuł w dużej mierze niezależny od szerszego Marvela, mogę go też z przyjemnością ostemplować:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz