Jak wielokrotnie na tym blogu wspominałem, moim ulubionym serialem komiksowym są Legends of Tomorrow (💖): najbardziej otwarcie głupkowata, ale i najbardziej chwytająca za serce część wielkiego projektu Arrowverse. Legion to produkcja kompletnie odmiennej natury: nie anarchistyczna, cotygodniowa saga meandrująca z sezonu na sezon, a serial wycyzelowany wizualne, dźwiękowo i tematycznie, stanowiący zamkniętą całość w trzech krótkich sezonach.
Legends made me feel happy; Legion made me feel... weird. I za to właśnie, między innymi, chciałbym przyznać mu laur ex aequo szczytowego osiągnięcia w dziedzinie przenoszenia komiksów na mały ekran! Legends will always be my favorite...
...but Legion just might be the best.
![]() |
| Bez większych spoilerów poniżej! |
Oczywiście, łatwo zakwestionować moją obiektywność; Legion to w końcu adaptacja wątków z The New Mutants, formatywnego dla mnie komiksu, któremu poświęciłem już w tym roku bite cztery wpisy. Na ekranie nie pojawią się jednak Cannonball czy Wolfsbane; pierwsze skrzypce, zgodnie tytułem, gra tu Legion: syn Profesora X, David Haller.
![]() |
| Trudno wyrazić, ile radości wywołała u mnie ta plansza napisów! |
Hasło kodowe "Legion" nie wzięło się znikąd; his name is Legion, for he is many. Prawdopodobnie jest nawet potężniejszy niż ojciec, ale jego życie nie jest łatwe: cierpi bowiem na dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, a w jego psychice nieustannie zmagają się rozmaite osobowości. A ponieważ wszystko rozgrywa się w dekoracjach komiksu superbohaterskiego, każda z nich dysponuje odmienną mocą - zaś sam David jest w stanie nawet inkorporować cudze umysły do własnego. Debiutujący w 1985 Legion wyprzedzał występująca w Doom Patrol Crazy Jane (współcześnie, z wiadomych względów, odchodzi się już od tego pierwszego członu jej pseudonimu) o cztery lata - i ciekawe, że obie te postacie trafiły na ekran w podobnym czasie!
![]() |
| Już w pierwszym sezonie widzimy symboliczne przedstawienie tła historii! Nie pada może hasło "Profesor X", ale rozumiemy przecież, kim jest narysowany kredą łysy telepata. |
Legion trudno jednak nazwać bezpośrednią kalką jakiegokolwiek komiksu; to raczej impresja na temat, skupiona bardziej na przeniesieniu nastroju i tematyki niż trzymaniu konkretnych elementów fabuły. Krótko mówiąc - mój preferowany styl adaptacji! Legion nie próbuje łączyć się w spójną całość z niczym innym: ani z wcześniejszymi adaptacjami X-Menów, ani z filmowymi The New Mutants, ani nawet z Gifted - a już tym bardziej z całym molochem MCU. To samodzielna, zamknięta historia, rozgrywająca się na własnym poletku... i doskonały argument za tym, że model sztywnej continuity oraz połączonego uniwersum nie powinien być w ekranizacjach komiksów obowiązkiem.
![]() |
| W rolach głównych: Dan Stevens jako David Haller oraz Aubrey Plaza jako Lenore Busker! Oboje absolutnie fantastyczni. |
Serialowy David wychował się bez ojca, zaś jego zdolności - telepatia, psychokineza - rozwijały się dziko, bez kontroli. W rezultacie nasz bohater leczył się psychiatrycznie, a kiedy spotykamy go w pierwszym odcinku - jest już w szpitalu z diagnozą schizofrenii. I chociaż wiemy, że to historia o mutantach, a supermoce są prawdziwe, to diagnoza pozostaje jednak w mocy; narracja jest niepewna, subiektywna, a spotykane postacie mogą być wyłącznie fragmentami psychiki Davida. Are you real? to pytanie, które stale będzie nam towarzyszyć - i scenariusz nieraz wyciągnie nam przysłowiowy dywan spod nóg.
![]() |
| ...z okazjonalnymi numerami tanecznymi! To jednak nie komediowe tańce Legends; tutaj sekwencje takie służą dodatkowemu budowaniu wrażenia dziwności i obcości. |
Legion jest zdominowany przez surrealizm, od fabuły - aż po kostiumy i scenografię. Twórcy wiedzieli, że próba przeniesienia na ekran rysunków Billa Sienkiewicza jest niewykonalna; postanowili oddać nastrój komiksów w zupełnie inny sposób. Wszystko jest tu odrealnione, zawieszone w dziwnie bezczasowej estetyce - chociaż akcja rozgrywa się współcześnie, dominuje design lat '70... i to też wcale nie w wersji realistycznego period piece: to haute couture dekoracji, im dziwniej, tym lepiej. Nienaturalne kolory, budowanie i burzenie wizualnej symetrii kadrów, a jeśli nadarzy się okazja - wypchana koza; bo po co prowadzić dialog na tle nudnej ściany, skoro można to robić na tle wypchanej kozy.
![]() |
| Po raz kolejny - brzmi to może jak coś śmiesznego, ale Legion to czystej krwi horror. Czy zawiera elementy humoru? Owszem, ale wyłącznie po to, by rollercoaster nie był przewidywalny. |
Odcinki są długie, często w okolicach pełnej godziny, zaś narracja toczy się nieśpiesznie - co daje czas, by docenić stronę wizualną oraz dźwiękową. Nawet cięcia sprawiają wrażenie trwających sekundami i wybrzmiewają jak komiksowa przestrzeń negatywna!
Wracając do fabuły: w szpitalu dochodzi do tragedii, zaś David i jego zdolności stają się obiektem zainteresowania Division 3, agencji skupionej na badaniu oraz kontroli mutantów. David zostaje nawet pojmany, ale niedługo później, w sprawnie przeprowadzonym ataku, odbija go grupa żyjących na wolności mutantów - wśród nich Sydney, kobieta, w której David zakochał się w szpitalu.
![]() |
| "Are you real?" |
Już od finału pierwszego odcinka szachownica jest więc jasno rozstawiona... ale - nim serial dobiegnie końca - zostanie kilkukrotnie przekręcona, wywrócona do góry nogami, a na koniec nie będzie nawet jasne, z kim właściwie toczyła się gra i czy były to w ogóle szachy. Postacie są prawdziwe lub nie, rozróżnienie na wrogów i przyjaciół coraz bardziej mętne, kompromisy coraz dalej idące; scenarzyści dokładają wysiłków, żebyśmy również czuli się jak kwestionujący naturę rzeczywistości David. Nie są to jednak puste narracyjne sztuczki: Legion faktycznie ma coś do powiedzenia, i robi to konsekwentnie aż do ostatniego odcinka - po obejrzeniu którego mogłem tylko usiąść zadowolony i pomyśleć tak, do tego wszystko dążyło; nie mogło się to skończyć w żaden inny sposób.
Horror rozgrywany jest do tego wielopłaszczyznowo. Od bardziej realistycznej strony, jest to samo przedstawienie Davida: historii jego dorastania, relacji rodzinnych, zmagania się z chorobą. Ale - by nadać całości komiksowej, wizualnej efektywności - choroba psychiczna jest metaforycznie sportretowana również jako postać: Amahl Farouk, Shadow King.
![]() |
| The New Mutants #34, grudzień 1985 - niech nie zwiedzie was jego śmierć; ta właśnie konfrontacja Profesora X oraz Amahla Farouka to moment, w którym łotr dopiero się rozpędza! |
Ciało Amahla Farouka jest mu bowiem relatywnie zbędne; funkcjonuje on głównie jako mentalny, bezcielesny byt, psychiczny pasożyt potrafiący zagnieździć się w cudzej świadomości. David, wraz z upływem lat, jest coraz bardziej świadomy jego istnienia; ich zmagania to tak naprawdę centralna oś serialu, dużo bardziej angażująca niż jakiekolwiek zasadzki i pościgi. Domyślacie się też pewnie, że metaforyczna personifikacja choroby psychicznej (David zmaga się ze schizofrenią, ale Farouk jako symbol równie dobrze mógłby reprezentować depresję lub inne zaburzenie) to grząski grunt - łatwo tu o spłaszczenie problematyki, o banalizację zagadnienia. Legion ani przez moment nie sugeruje jednak, że chorobę można pokonać w fizycznym pojedynku na supermoce, a proces zdrowienia sprowadza się do dania Faroukowi w papę! To coś dużo bardziej złożonego i kompleksowego, i sam twórca serii - Noah Hawley - podkreślał w wywiadzie dla Entertainment Weekly, jak ważne jest dla niego odejście od ogranego ekranowego paradygmatu:
I did want to be very careful about sending a message that all conflict can only be resolved through battle. There is a sense in a lot of these stories that everything always builds to a big fight. And certainly, if you’re doing a story about outsiders and empathy, I didn’t want to be drawn into the gravitational pull of that white hat vs black hat. I wanted to find a story that was just as exciting and interesting but doesn’t send the message that in the end that “might makes right.”
You do realize, zapytał go wtedy prowadzący wywiad reporter, that "building everything to a big fight" is Marvel's storytelling model for every movie they make, na co Hawley mógł odpowiedzieć tylko: I guess I'm a subversive. Całe szczęście!
Noah Hawley sam jest fanem X-Menów - i jest to zdecydowanie wyczuwalne. Jest świadomy roli stylu wizualnego (rolę ekspresyjnych grafik Billa Sienkiewicza pełni tu design oraz kinematografia); jest świadomy elementów horroru oraz seksualności; przenosi nawet na ekran pewne znajome toposy. Poza Davidem Hallerem, Amahlem Faroukiem oraz Profesorem X wszystkie postacie w serialu są oryginalne, stworzone na jego potrzeby - ale Sydney, love interest Davida, jest wyraźnie zainspirowana komiksową Rogue (jej moce aktywizują się przy fizycznym kontakcie, unika więc dotyku oraz stale nosi rękawiczki), zaś patrząc na Melanie Bird - przywódczynię grupy mutantów - trudno uniknąć skojarzeń z Emmą Frost, White Queen: również mentorką, również blondynką ubraną w biel. To nadal inne postacie osadzone w odmiennej fabule, ale fani i fanki X-Menów wyczują jednak znajome geny.
![]() |
| Spójrzcie, jak widać w kadrach zabawę kolorami! Wszystkie powyższe kadry pochodzą z pierwszego sezonu; nie chcę psuć niektórych późniejszych niespodzianek, wizualnych i nie tylko. |
Zatoczę więc koło i wrócę do początku wpisu: Legion to chyba najlepsza adaptacja komiksu na małym ekranie, i mój drugi ulubiony serial komiksowy - ex aequo z Legends of Tomorrow (💖). Interesujące, że oba te seriale łączy surrealizm - tam grany komediowo, tutaj służebny wobec symboliki oraz horroru. Może to właśnie surrealizm jest tym magicznym składnikiem, którego potrzebuję w komiksowym serialu? Tak czy inaczej, Legion jest niezaprzeczalnie wyjątkowy; najbliżej byłby zapewne późniejszy Doom Patrol - również bardzo dobry, również surrealistyczny i również skupiony na psychologii postaci - ale Doom Patrol jest jednak serialem lżejszym w tonie, bardziej komediowym, zawieszonym właśnie gdzieś w środku spektrum pomiędzy Legionem a Legends. Przede wszystkim, Doom Patrol opowiada jednak o zespole i z racji na to analiza każdej z osób otrzymuje tam nieco mniej czasu; Legion to historia Davida Hallera, and we go deep into it.
Nie jest to serial lekki, nie jest zawsze przyjemny... ale jest stale dobrze przemyślany - i fantastycznie zrealizowany. Tak było w momencie premiery w 2017, i tak jest nadal: there's nothing quite like it when it comes to comic book TV.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz