Która to gra przyprawiła mnie ostatnio o nadwerężenie kciuka? Bardzo adekwatnie nazwana Fury Unleashed!
Pamiętacie stareńką grę Comix Zone? Wyszła w roku 1995 i wyglądała tak:
Był to na dobrą sprawę beat'em up jakich wiele: napotkaj przeciwników, porozstawiaj ich po kątach kombinacją ciosów, kopniaków i rzutów, po czym przejdź na kolejny ekran. Comix Zone była - nawet biorąc poprawkę na rok wydania - grą dosyć upierdliwą; bezlitośnie karała błędy i domagała się perfekcji w przechodzeniu etapów... chociaż mechanicznie nie była wcale na tyle ciekawa, by chciało się ją tak mistrzowsko opanowywać. Jedno wyróżniało ją jednak spośród konkurencji: przemyślana komiksowa otoczka.
Widzicie, jej bohater - rysownik Sketch Turner - zostaje magicznie przeniesiony na karty własnego komiksu, zaś stworzony przez niego superłotr ucieka do realnego świata. Sketch (wraz ze swym wiernym szczurem) próbuje wydostać się z komiksu... a jego przygoda jest cudowną zabawą z tą formą! Bohater przeskakuje z kadru do kadru, a każdy z nich jest osobną sceną; dialogi prowadzone są w formie dymków, a walkom towarzyszą kolorowe onomatopeje. Sketch może nawet oderwać kawałek strony, na której aktualnie się znajduje, i stworzyć z niej papierowy samolocik - pocisk zabójczy dla złoczyńców, których zastępy złowrogi Mortus rysuje wprost na kadrach (spójrzcie na szarą łapę na screenie powyżej!). Artystycznie była to rzecz intrygująca, ale jako gra - co najwyżej średnia.
![]() |
| Historia w grze jest prościutka, ale optymistyczna i pocieszna! |
Nie mogłem więc oprzeć się Fury Unleashed - pozycji, która wydawała się być duchowym następcą Comix Zone! Tutaj wcielamy się w rolę komiksowej postaci o imieniu Fury (płeć możemy wybrać) - relikt lat '90, tak zwanej Dark Age, gdy w modzie były wielkie mięśnie i jeszcze większe karabiny. John Kowalsky, twórca tej postaci, stracił już w nią wiarę; lata świetności przeminęły, recenzje nowych zeszytów są niepochlebne, a John zadaje sobie pytanie, czy Fury ma jeszcze rację bytu w świecie o dekady późniejszym. Naszym zadaniem jest po raz ostatni ruszyć do akcji i przekonać twórcę, że jak najbardziej!
![]() |
| W komiksowych panelach występuje oczywiście Fury w wersji stworzonej przez nas! Tu Fury-samiec. |
Od strony technicznej Fury Unleashed to nie beat'em up, a raczej run and gun w stylu klasycznej serii Metal Slug. Inspiracje są bardzo klarowne: podobnie jak w Metal Slug mamy - poza strzelaniem - osobny guzik do rzucania granatów, możliwość zaatakowania przeciwników w kontakcie (Fury Unleashed oferuje bronie od kija baseballowego, przez miecze, aż po potężną patelnię) oraz brak tzw. contact damage, co zachęca do mobilności i dynamiki. Inną z inspiracji wydaje się być jeszcze starsza gra Duck Tales, gdyż Fury - niczym wujek Sknerus - potrafi wykonywać bardzo satysfakcjonujący stomp attack (ale bez skakania na lasce jak na kijku pogo, niestety).
![]() |
| Niby tylko trzech nazistów, ale - jak znam życie - kolejny zaraz wyskoczy z drzwi, a w ścianie kryje się pewnie automatyczna wieżyczka! |
Głównymi innowacjami dołożonymi do formuły Metal Sluga są systemy rozwoju postaci oraz komb. Ten pierwszy będzie wyglądał znajomo dla każdej osoby, która grała na przykład w Rogue Legacy; podczas swych przygód Fury zdobywa krople tuszu, które - po nieuchronnej porażce - możemy wydać na stałe ulepszenia. Więcej punktów życia, podniesienie szans na trafienia krytyczne, szybsze przeładowywanie broni - upgrade'y są intuicyjne, funkcjonalne i mają realny wpływ na zabawę.
![]() |
| Pierwszych kilkanaście poziomów zdobędziecie błyskawicznie, ale na kolejne punkty do rozdzielenia trzeba będzie już popracować! |
Główną atrakcją jest jednak system komb. Jeśli bez długich przerw pokonamy kilku przeciwników, kolejni zaczną upuszczać więcej tuszu; to miłe i w ogóle, ale najważniejszym bonusem uzyskiwanym dzięki kombom są tarcze. Za każdych pokonanych pięciu przeciwników otrzymujemy osłonę, która zaabsorbuje jeden cios; tarcz takich możemy mieć maksymalnie trzy. Muszę podkreślić, że w praktyce system ten definiuje całą strukturę zabawy - staramy się szybko i dynamicznie pokonywać kolejne plansze, by utrzymać kombo... przez co częściej ryzykujemy... ale regenerujące się tarcze pozwalają na pewną dozę zabawy i ryzyka. Nie jest to gra, w której systematycznie i powoli rozmontowujemy obronę przeciwników - o nie, tutaj wskakujemy wrogiemu snajperowi na głowę, rzucamy granat w stronę dwóch robotów, po czym biegniemy ku pobliskiemu oficerowi siejąc pociskami niemal na ślepo; jeśli wystrzelimy ich dosyć, część musi przecież trafić! A jeśli nie - od tego mamy tarczę.
![]() |
| Szybkiej akcji na ekranie jest tyle, że aż trudno było mi robić screenshoty! |
Rozpoczynałem skromnymi kombami po kilku-kilknastu przeciwników, ale po wykupieniu paru upgrade'ów udawało mi się utrzymać ciągi nawet powyżej stu pięćdziesięciu - nadal poluję na achievement przyznawany za osiągnięcie dwustu!
![]() |
| Układ komiksowych paneli nie jest wizualnie tak silnym motywem jak w przypadku Comix Zone, ale widać go w układzie obszarów poziomu! |
Droga Fury wiedzie przez trzy stare zeszyty: pierwszy to przygoda w amazońskiej dżungli pełnej szkieletów-czarowników, wielkich owadów oraz drapieżnych roślin; drugi - podróż w czasie i konfrontacja z wyposażonymi w futurystyczną broń nazistami; trzeci - odparcie inwazji obcych. Wrogowie z dżungli są dosyć banalni w swoich wzorach zachowania, ale naziści oraz kosmici potrafią już zaleźć za skórę - rzucają granaty, kryją się za polami siłowymi i generalnie wymagają nie tylko refleksu, ale i odrobiny pomyślunku. Finał gry - co bardzo mi się podobało - rozgrywa się w szkicowniku Johna, gdzie główny motyw stanowi pozbawiona kolorowania komiksowa kreska.
![]() |
| Moja Fury została szybko przerobiona w wizualne okolice Domino z X-Men, bo która postać pasuje lepiej do biegania z karabinem w stylu lat '90? |
Żaden run and gun nie może obejść się bez solidnych, zajmujących pół ekranu bossów! Różnorodność jest tu spora: każdy z komiksowych zeszytów może być uwieńczony pojedynkiem z jednym z trzech tematycznie dobranych bossów. Czy walka z kosmitami zakończy się konfrontacją z Matką Roju, Dowódcą Inwazji czy Niszczycielem Miast? Nigdy nie wiadomo, trzeba więc spodziewać się niespodziewanego! Wcześniej mamy szansę wpaść na jednego z wielu (około 30!) minibossów, z których każdy jest wyraźnie inaczej zaprojektowany; od rozgrzewkowego wielkiego pająka, który po prostu goni za naszą postacią, po czołg plujący strugami kwasu lub pędzącego po ścianach i sufitach wężowego obcego. I nie chcę zdradzić zbyt dużo, ale finałowe wieloetapowe starcie z bossem wszystkich bossów było dla mnie prawdziwym wyzwaniem!
![]() |
| Walki z minibossami są zazwyczaj równie szybkie, co cała reszta gry - czasem celem nie jest nawet po prostu ich pokonać, ale uzyskać FLAWLESS VICTORY, czyli zrobić to bez przerwania komba! |
Jeśli chodzi o urozmaicenie arsenału, Fury Unleashed
zdaje egzamin śpiewająco: nie dość, że rodzajów oręża jest sporo, to do
tego każda sztuka broni jest generowana losowo - ma to wpływ na parametry
w rodzaju obrażeń, prędkości przeładowania lub obecności dodatkowych efektów (jak
przebijanie, podpalanie czy zamrażanie wrogów). Bardzo dobrze
wyczuwalna jest fizyczność pocisków i przeciwników; broń ma nieco
odrzutu, uderzeni wrogowie lekko się cofają, pociski latają z różną prędkością i trajektoriami. Lekki karabin nie zadaje potężnych ran, ale ciągła nawałnica pocisków może oszołomić przeciwnika; działo kwasowe pluje ciężkimi bąblami; granatnik pozwala wrzucać wybuchowe, odbijające się niespodzianki na inne kondygnacje.
Różne typy broni sprawdzają się rozmaicie przeciw różnym wrogom - warto więc pomyśleć nad doborem arsenału i nauczyć się zmieniać broń w locie. Naraz możemy mieć dwa rodzaje broni dystansowej, jedną broń do walki wręcz oraz kilka granatów - niby nie jest to dużo, ale w ogniu akcji sprawne żonglowanie tymi czterema zabawkami i tak dostarcza ogromu radości!
Czy jest to trudna gra? Na Steamie towarzyszy jest w końcu tag difficult, powiem więc tak: ukończenie Fury Unleashed na poziomie hard (rekomendowanym) zabrało mi niecałych dwadzieścia godzin. Co ciekawe - według statystyk osiągnięć na Steamie sukces taki (i mówię o samym ukończeniu gry, nie o jakichkolwiek ramach czasowych) odniosło poniżej trzech procent graczy. Dlaczego tak mało?
No cóż, zdradzę wam też pewien smaczek: po pierwszej partii gra mnie nie porwała; rozważałem wręcz zrefundowanie zakupu - sterowanie wydawało mi się przekombinowane, a grafika tylko o krok lepsza niż w jakiejś flashowej gierce z pierwszej dekady tego wieku. Dla uczciwości postanowiłem jednak dać Fury Unleashed drugą szansę... i dopiero wtedy wszystko zaczęło się zazębiać! Dwadzieścia godzin później jestem zdania, że sterowanie jest świetne - chociaż trochę nietypowe - a styl graficzny czytelny oraz służący akcji. Wrogowie, jak to się ładnie mówi po angielsku, pop out from the background; nigdy nie mam wątpliwości, czy coś jest dekoracyjnym elementem tła, czy interaktywnym obiektem. Czyżby więc część kupujących Fury Unleashed odpadła od gry zbyt szybko, nie dając jej szans na rozwinięcie skrzydeł? A może gra faktycznie jest na tyle trudna, że kończy ją tylko ten niewielki ułamek? Ze swojej strony - mogę z pełnym przekonaniem ją polecić; hej, nadwerężyłem sobie kciuk strzelając do kosmitów i nazistów - dawno nic takiego mi się nie zdarzyło! To eksplozja dynamicznej akcji, wciągająca na tyle, że nawet z bolącymi paluchami myślałem no dobra, jeszcze tylko jedno podejście!
![]() |
| Może mały deal with the devil dla uatrakcyjnienia zabawy? |
Gdzie więc trafi Fury Unleashed na liście moich ulubionych gier? Myślę że uczciwym punktem porównania będą okolice SteamWorld Dig 2, innej kolorowej i dopracowanej zabawy w stylu retro.
And the winner is... Fury Unleashed! Nasza dzisiejsza gra wygrywa w tym boju wyższą replayability; każdy run jest nową przygodą, ze świeżo wygenerowanym zestawem zdolności, wyzwań i bossów. Po przejściu gry na poziomie hard mamy do pokonania dwa kolejne, jeszcze wyższe poziomy trudności! Poziom incredible, którym bawię się teraz, nie polega wcale na podmienieniu numerków w statystykach przeciwników na wyższe; ma on własną, odrębną mechanikę rozwoju postaci. Now that's dedication!
Ale to nie wszystko! Fury Unleashed zasługuje też moim zdaniem na miejsce wyżej niż Loop Hero. Loop Hero jest odprężający i artystycznie dopracowany, ale jak mógłbym nie docenić rzadkiego poziomu adrenaliny, który poczułem biegając po kadrach komiksu i łącząc coraz to większe komba? Jeśli do tego zapuścicie w słuchawkach jakiś ulubiony metal lub rytmiczną elektronikę (bo własny soundtrack gry jest co najwyżej OK). I'm sure it'll get your blood pumping.
To co, robimy kombo i jedziemy powyżej Monster Train? Nah, aż tak wysoko nie pójdę; Monster Train to taka kobyła pod kątem bogactwa zawartości, że trzeba czegoś naprawdę wyjątkowego, by pójść wyżej. Fury Unleashed jest świetną grą i pięknym hołdem dla wielu starszych tytułów... ale innowacyjnością głowy wam nie urwie. Ostatecznie - można tę grę podsumować jako Metal Slug + Comix Zone + roguelike. Mnie kombinacja ta zachwyciła do dosłownego bólu, ale ścisły szczyt listy zostawmy jednak na coś bardziej innowacyjnego!
I ciekawostka, którą chciałem zostawić na koniec, by nie zabarwiła wam odbioru tekstu: odpowiedzialne za Fury Unleashed Awesome Games Studio, pomimo anglojęzycznej nazwy, pochodzi z naszego kraju! Great job, you guys; przynieśliście niżej podpisanemu komiksiarzowi czystą radość - a gdy tylko mój kciuk do końca się zregeneruje, przyniesiecie pewnie jeszcze więcej!













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz