niedziela, 13 marca 2022

Panele na niedzielę: The Legionnaires Who Never Were

THUS ENDETH THE CHRONICLE

Tak jest, nasze dzisiejsze spotkanie jest ostatnim w ramach tego cyklu Paneli na niedzielę! Wraz z tą historią zamkniemy legionowy okres Silver Age. Aż łezka się w oku kręci! Podsumowania zostawmy jednak na koniec; teraz - po raz ostatni - wskoczmy w tę kolorową, absurdalną, ale i niezaprzeczalnie uroczą oraz znaczącą erę komiksu! Nasza fabuła na dziś nosi tytuł The Legionnaires Who Never Were; autor: Cary Bates, data: wrzesień 1970.  

A cóż to za strój nosi Saturn Girl? A co to za cosplayowi kolesie za naszymi znajomymi dziewczętami? Tyle pytań!

No dobra, Anglisto, powiecie pewnie; tyle razy smęciłeś, że nie da się precyzyjnie ustalić punktu, w którym zmieniają się te ery, a teraz nagle podajesz datę i zeszyt? Jak zwykle - macie rację! Oznaki końca Silver Age widzieliśmy już od paru lat; nieco poważniejszy ton niektórych historii i rezygnacja z części rekwizytów (jak zamiana starego, zabawnego clubhouse Legionu na dojrzalszą i bardziej realistyczną headquarters) wyraźnie odzwierciedlały zmieniającą się wrażliwość oraz dorastanie wraz z czytelnikami i czytelniczkami. Czasem trzeba jednak umówić się na jakiś punkt zwrotny - i w przypadku Legionu jest nim właśnie historia The Legionnaires Who Never Were, ostatnia opublikowana na łamach Action Comics (numer #392).

To dobry punkt orientacyjny. Legion zmienia po niej swój wydawniczy dom, Saturn Girl zmienia kostium; jest to też jedna z pierwszych legionowych fabuł autorstwa Cary'ego Batesa, który będzie już niedługo głównym scenarzystą tej grupy. Ale ale, nie uprzedzajmy faktów; co tam dziś słychać w trzydziestym wieku? Otóż Saturn Girl i Princess Projectra otrzymały misję pojmania przestępcy noszącego trudne do wymówienia imię Pozr-Du: 

"Surprised at Saturn Girl's new look?"

Wiadomo, kostiumy są zmieniane i aktualizowane cały czas - ale w latach '60 (i z początku '70, jak widzimy) nowe projekty były często proponowane przez czytelników i czytelniczki! Jeśli czegoś brakuje mi we współcześnie wydawanych omnibusach, to właśnie kolumn z listami; był to piękny dokument wczesnego fandomu. Od czytelniczej propozycji wziął się na przykład Polar Boy, członek grupy Substitute Heroes! Dzisiaj, z racji na zmianę podejścia do praw autorskich, wydawnictwa rzadko przyjmują czytelnicze sugestie; w latach '60 wystarczyło podziękowanie za projekt i shout-out na łamach kolumny z listami, współcześnie wykorzystanie fanowskiego projektu mogłoby być odrobinkę legal nightmare.

Spójrzmy na próbkę fanowskiej twórczości z lutego 1971! Przed wami... Fashions from Fans:  

Aż szkoda byłoby tego nie zobaczyć! Na pierwszy rzut oka widać, że początek lat '70 to more skin showing all around. Nie są to jeszcze oficjalne projekty... ale chętnie powiem wam, które z fanowskich pomysłów miały wpływ na późniejsze stroje!

Saturn Girl: fanowski strój doczekał się tylko jednej znaczącej zmiany - jak widzicie, przefarbowano go z klasycznej dla Imry czerwieni na różowy. Because she's a girl, I guess?, chciałoby się złośliwie powiedzieć... ale muszę przyznać, że ten róż dobrze wybija się później w kadrach. Czerwieni tradycyjnie jest sporo, a to trochę rzadszy kolor!

Duo Damsel: grzeczna sukienka Duo Damsel pamiętająca jeszcze początki lat '60 to już widać za mało (lub za dużo!) dla pochodzącego z Brooklynu Nicka! Aż tak Luornu nie rozebrano, ale fajny pomysł dwukolorowego stroju rozdzielającego się wraz z właścicielką na dwa jednokolorowe kostiumy stał się na lata standardem dla tej legionistki.

Phantom Girl: całkiem blisko! Okrągłe wycięcia na pasie zostały później faktycznie wykorzystane, ale zamiast latać w samych pończochach Tinya założyła jednak rozkloszowane białe dzwony. W końcu zbliża się era disco! Fajny raperski medalion, swoją drogą.

Light Lass: not great, not terrible, ot, taka sobie sukieneczka.

Shrinking Violet: tu z kolei propozycja poszła w jakąś pełną Native American hippie fashion, frędzle, opaska na włosach, więcej frędzli! Way-out costume to dobre, dyplomatyczne określenie; kostium Vi nie ewoluował w tym kierunku, ale jedna z później dołączających legionistek - Dawnstar - nosiła właśnie taką rdzenną stylówę.  

Cosmic Boy: człowiek-biedronka; o co chodzi z tymi kropkami?

Karate Kid: basically a gi... i nie kryję, ma to sens i podoba mi się bardziej, niż brązowy kombinezon z Silver Age. Ten emblemat dłoni na piersi jest dosyć osobliwy, ale poza tym - super! Kostium ten został zaadaptowany na łamy Legionu; najbardziej istotną zmianą było dołożenie wielkiego disco kołnierza (hej, sexy disco Legion zobowiązuje!)

Ultra Boy: rozdzielona peleryna jest nawet ciekawa - może ma sugerować płetwy kosmicznej bestii, od której Jo uzyskał swe moce? - ale ogólnie there's too much happening here; zbyt pstrokaty ten kostium.

Shadow Lass: dziwnym zbiegiem okoliczności futuristic fashion oznacza popylanie po galaktyce w bieliźnie - i to nawet niezbyt futurystycznej, bo o co chodzi z tym naszyjnikiem a'la starożytny Egipt? Zostawiając już jednak kwestię rozbierania, kolorystyka jest do bani; złoto w ogóle nie współgra z niebieską skórą Tasmii. "Shadow" musi być czarny albo chociaż ciemnofioletowy, nie ma zmiłuj!

Princess Projectra: rozumiem, o co chodziło proponującej ten strój Pauli, ale zdecydowanie wolę klasyczny kostium. Mini oraz goły brzuch pasują do wyluzowanej studentki, nie do autentycznej arystokratki z innej planety; emblemat korony tego nie uratuje, sorry.

Lightning Lad: Barbara proponuje tu stylówę wprost zainspirowaną Beatlesami, The Monkees i innymi chłopięcymi zespołami z epoki! It's cute, szczególnie te włoski i buty od garniaka, ale w takim stroju widziałbym Gartha może na obiedzie z rodzicami czy towarzyskim wypadzie do klubu; nie pasuje do dynamicznej superbohaterskiej akcji.

Night Girl: bardzo fajny zestaw bielizny... ale nadal wybitnie zestaw bielizny, a nie strój do założenia na misję.

Chlorophyll Kid: pomysł z pasem na nasiona faktycznie został zaadaptowany! Zielone włosy a'la Beast Boy podobają mi się bardziej, niż przylegający kapturek z Silver Age, ale czy naprawdę potrzebowaliśmy tu aż tylu odcieni zielonego?

Saturn Girl, podejście drugie: kolejny strój autorstwa Barbary i również dosyć przyziemny -ale podoba mi się dużo bardziej, niż Lightning Lada! Kurtka wydaje się realistyczną i praktyczną decyzją, a znajomy schemat kolorystyczny i wysokie buty utrzymują mimo wszystko trochę tego superhero flair. Wygląda autentycznie jak uniform załogi statku kosmicznego (z tej ery science fiction przynajmniej)!  

Dość już jednak tej rewii mody; wróćmy na planetoidę 7RK! Dziewczęta znajdują na niej statek renegata, a Saturn Girl telepatycznie sprawdza, czy uciekinier wciąż w nim jest. Nie trzeba jednak wcale telepatii:

Panel wybitnie stworzony w celu zaprezentowania nowego stroju; doceniam jednak efekt dźwiękowy, ZZZTTPHHT brzmi potężnie

Trafione legionistki padają znokautowane na grunt, a gdy dochodzą do siebie, Pozr-Du jest już daleko:

Hostile thought-patterns? Kwatera Legionu wygląda na tym monitorze jak słynne ciasto "kopiec kreta".

Coś jest wybitnie nie tak; Legion w ogóle nie poznaje wracających dziewcząt. This is Cosmic Boy!, słyszą rzez radio; your craft has violated Legion airspace! Identify yourself at once! Dziewczęta próbują nadać wiadomość i sprostować sytuację, ale Cosmic Boy nadal nie rozpoznaje statku; rakieta zostaje więc schwytana w sieć energetyczną i sprowadzona na lądowisko. 

Legion wita dziewczęta z bronią w ręce:

Karate Kid z karabinem? Dziwne, zawsze preferował broń białą
 
Legion stara się jednak być rozsądną grupą; dają dziewczętom szansę na spokojne wytłumaczenie sytuacji. Saturn Girl i Princess Projectra ruszają więc do centralnego komputera...

...ale w jego archiwach nie ma o nich ani wzmianki!
 
W sali trofeów sytuacja wygląda podobnie: te zdobyte przez nasze bohaterki tajemniczo zniknęły i zostały zastąpione innymi. Ale o co chodzi z nowymi członkami Legionu? Przed wami...

"Projectur"? Dlaczego "Projectur", a nie "Projector"? Może ktoś pomyślał, że "projector" brzmiałoby głupio, bo to takie urządzenie do wyświetlania obrazów na ścianie... ale "projectur" nie brzmi nic mądrzej!

Koncept jest dosyć głupkowaty, ale mimo wszystko czapki z głów za brak podwójnych standardów - Saturn Lad nosi dokładnie ten sam strój co Imra, thigh-high boots and all. Książę Projectur też jest kinda great; spójrzcie na ten zaciesz na jego twarzy! Dziewczęta mają problem z wykorzystaniem swoich mocy, co nie dodaje wiarygodności ich historii; nowe chłopaki demonstrują za to umiejętności władania telepatią i iluzjami. Póki sytuacja się nie rozwiąże, Imra i Jeckie trafiają więc do Detention Sphere:

Detention sphere? Pamiętam tę kartę z Medżika, było grane!
 
Nasze bohaterki zaczynają dywagować, w jakie tarapaty tym razem się wpakowały. Może w rzeczywistości wciąż leżą na planetoidzie 7RK? Może trafiły do stupid fake world alternatywnego wszechświata, gdzie ich miejsce faktycznie zajmują panowie? Jedno jest pewne: nie znajdą odpowiedzi siedząc w Detention Sphere. Jeckie wpada na pomysł, jak się z niej wyrwać:
 
Plan działa, bąbel pęka, nasze bohaterki wydostają się na wolność!
 
Dziewczęta rozdzielają się, by poszukać wskazówek w (dużo większej, niż kiedyś!) kwaterze Legionu. Projectra kieruje kroki do swojej sympatii, Karate Kida, by przypomnieć mu o łączących ich uczuciach:

Fajnie cieniowany ten ostatni panel, ale dlaczego taki doniosły emocjonalny moment widzimy tylko w retrospekcji? Stracona okazja!
 
Słowa nie wydają się jednak wywrzeć na chłopaku pożądanego efektu; może więc...
 
"Suddenly, the female Legionnaire makes an aggressive move..." to jeden z moich ulubionych fragmentów narracji tutaj; it just sounds so goofy!
 
What are you-? MMPPFF... również mnie urzeka! Czy zatem pod wpływem pocałunku Val odzyska zmysły i pozna swoją partnerkę? Czy to, jak w bajce, true love's kiss, który makes everything better?
 
Gdzie tam; Projectra wysmarowała usta knockout serum, które przygotowała na szybko w laboratorium grupy (działa tylko na Earth people, a ona jest przecież z planety Orando)! Przez chwilę jeszcze rozmawiają, po czym Val orientuje się, że coś jest nie tak i pada nieprzytomny. Projectra zdejmuje mu wtedy z szyi niewielkie urządzenie, które umieściła tam podczas całowania... i wygląda na to, że rozwikłała właśnie zagadkę. Czas na finał!
 
Jeckie odzyskała swoje moce - nie wiemy jeszcze, dlaczego - ale od razu robi z nich użytek. Gdy wpada na korytarzu na Księcia Projectura (cudowne codename!), odpala iluzję z dziwną zieloną gas-creature:
 
No nie jest ta gas-greature szczególnie innowacyjna wizualnie!
 
Jak widać, Projectra hams it up na całego, ale fortel działa; Projectur rusza jej na pomoc! Jeckie tylko na to czekała:

Ach, klasyczna LIFELIKE RUBBER MASK! Będzie mi ich brakowało po Silver Age, zawsze dawały komiksowym historiom ten silly Scooby-Doo flavor
 
Ale dlaczego właściwie Brainiac 5 zdecydował się odgrywać genderswapniętą Projectrę? Wszystko przez ten okropny komputer:

Gaslighting for fun and profit!
 
Projectra nie pozostaje im dłużna i tłumaczy, w jaki sposób przejrzała maskaradę:
 
To właśnie truth disc wsunięty na szyję Vala podczas całowania!
 
Poddawanie kogoś eksperymentalnemu grueling ordeal jest - szczególnie z naszej, późniejszej o dekady perspektywy - not cool at all, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy... I guess. Projectra pokazała więc, że nawet w obliczu gaslightingu ze strony całego zespołu jest w stanie zachować inteligencję, zimną krew i dojść do prawdy dzięki kreatywnemu planowi. Krótko mówiąc, nowy komputer wyliczył jakieś bzdury o tym jej breaking point!

No, komputer do serwisu!
 
Kto tam woła z boku panelu? To Mon-El, który przypomina o końcu kadencji Karate Kida jako przywódcy Legionu! Naszą ostatnią sceną w Silver Age jest więc zaprzysiężenie nowego szefa, co dodatkowo podkreśla koniec epoki:
 
THE END
 
THE END wybrzmiewa dziś z dodatkową mocą; żegnaj, silly and beautiful Silver Age! Było moją przyjemnością być waszym przewodnikiem zarówno po trzydziestym wieku, jak i po latach sześćdziesiątych; na przestrzeni 60 tygodni (it's an omen!) przeszliśmy - oczywiście wybiórczo i robiąc ogromne skoki - przez kawał historii Legionu Superbohaterów. 
 
Zaczęliśmy w roku 1958, gdy Otto Binder stworzył Legion (składający się wówczas z całych trzech osób) jako postacie drugoplanowe w przygodach Superboya; widzieliśmy, jak w 1966 scenarzystą został 14-letni wówczas Jim Shooter; teraz, u progu nowej ery, oddajemy grupę w ręce Cary'ego Batesa. It was a fun and silly ride, od Moby Dicka Kosmosu po cudowną planetary chance machine! Widzieliśmy również poważniejsze rzeczy: młodzieżowe problemy, kiełkującą kontrkulturę, próby (nie zawsze udane) wprowadzenia na komiksowe łamy postaci innych, niż wyłącznie biali faceci. W latach '60 Legion był jednym z najbardziej feministycznych tytułów superbohaterskich: liczne postacie kobiecie oraz niesprowadzanie ich do roli eye candy sprawiły, że tytuł ten gromadził nie tylko fanów, ale też liczne fanki.
 
Przede wszystkim jednak - Legion ukazuje barwną, optymistyczną wizję przyszłości. Zrobię sobie tę przyjemność i zacytuję w tym miejscu jeden z własnych starszych wpisów:
Co przesądziło o popularności Legionu? Myślę, że powodów jest wiele - kolorowa i optymistyczna wizja przyszłości, w której może i nadal istnieją przestępcy i superzłoczyńcy, ale the teens come together to stop them - and have some fun in the process; przyszłości, która - pomimo pokoleniowych konfliktów - nadal ma przyjazne postacie dorosłych: space police uczciwie stara się jak może, godni szacunku naukowcy zawsze znajdują czas dla młodych ludzi, a nauczyciele są entuzjastyczni i uśmiechnięci. Tak jak Smallville czy Riverdale to nasze wspólne symulakrum nostalgicznej przeszłości, tak trzydziesty wiek Legionu jest tą przyszłością, na którą warto czekać!
Było dla mnie czystą przyjemnością siadać co niedzielę z kawą i omnibusem Legionu; a właściwie z trzema kolejnymi omnibusami, które obejmują całą Silver Age. Mam nadzieję, że i wam spotkania te przyniosły trochę optymizmu i radości, a być może nawet - nie śmiem wręcz na to liczyć - wiedzy! Ja na pewno miałem okazję zrobić nieco fun research, czy to w temacie biografii autorów, czy cute trivia w rodzaju rozmiarów satelitów projektu Vanguard lub słynnych meczy bokserskich.
  
Thanks for all the fun!
 
Czego możemy spodziewać się w tym miejscu za tydzień? Powiem wam szczerze: sam jeszcze nie wiem. Mam ochotę na kolejny cykl (no raczej!), ale wciąż zastanawiam się, czy pozostać w Silver Age z innym tytułem (omnibusy Teen Titans i Doom Patrol z tej ery łypią na mnie z półki zachęcająco), czy może ruszyć śmiało w lata siedemdziesiąte... i dalej! Rozgryzienie tego dylematu zabierze mi pewnie tydzień lub dwa; posurfuję po różnych tekstach, otworzę rozmaite komiksy i pomyślę, w którą stronę skierować dalsze kroki tej blogowej podróży.
 
Możecie czuć jednak pewność, że dzisiejszy wpis nie jest na pewno naszym ostatnim spotkaniem z Legionem. Nawet jeśli kolejny cykl będzie o innej grupie - prędzej czy później i tak wrócimy do trzydziestego (a może nawet trzydziestego pierwszego!) wieku; tylu postaci jeszcze nie poznaliśmy, tyle ciekawych wydarzeń wciąż przed nami!  Ale to już, jak zwykle... w przyszłości!


~.~

Long live the Legion! Zakończyliśmy naszą podróż przez Silver Age - jej pełne archiwa znajdziecie tutaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz