![]() |
| Click! |
A skoro mowa o starym stylu, rozpocznijmy dzisiejsze spotkanie od trailera nadchodzącego serialu Wonder Man!
Czy Wonder Man to skrobanie dna beczki pokroju Madame Web? No cóż, Wonder Man był przynajmniej członkiem Avengers (...a kto nie był!) - a co więcej, sądząc po trailerze, zapowiada się produkcja z pomysłem. Zero strzelania promieniami mocy? Brak walki komputerowych muppetów różniących się tylko paletą kolorystyczną? Jedyny "superbohater" na ekranie zaprezentowany jako ramotka retro? Metatekstualna zabawa? Wszystko to brzmi doskonale!
Telewizyjny Marvel - jak przy She-Hulk, która była świetną adaptacją postaci, szczególnie w komediowym byrne'owsko/slottowskim ujęciu - wchodzi w otwartą dyskusję z głosem popkulturowego zeitgeistu: everyone is tired of superheroes, słyszymy na wejściu od wielkiego reżysera; there is an opportunity to reimagine a whole genre! Casting? Tradycyjnie biały bohater będzie więc teraz czarny; temat? Granica pomiędzy fikcją a nonficition. Jest tyle kierunków, w którym dyskusja ta może pójść, że autentycznie przebieram nogami! Dodajmy do tego cieszącego mnie we wszystkich swoich występach w MCU Bena Kingsleya i powstaje mieszanka potencjalnie piorunująca.
Żaden marvelowski trailer dawno mnie tak nie zaintrygował - być może już dlatego, że nie wykłada całej fabuły sezonu; a być może - ponieważ postacie drugo- i trzecioligowe to właśnie ta orbita, na której dzieje się komiksowa magia. Rzecz jasna, mogę się okrutnie mylić, ale nawet w takim wypadku: I'd prefer them to take a wild shot and miss! Trzymam kciuki, Simonie Williamsie, bohaterze pamiętany głównie z bycia połową komediowego duetu z Beastem.
![]() |
| To i tak więcej, niż wiele innych postaci! Avengers #198, sierpień 1980. |
Jeśli chcecie pośpiewać szlagiery lat '60 razem z tymi podpitymi matołkami, droga wolna:
Ten okres z historii obu postaci tak wrył się w fanowską pamięć, że w finale serii X-Force z ery Krakoa Benjamin Percy zdecydował się do niego wrócić. X-Force, by przypomnieć, to pięćdziesiąt numerów Beasta popełniającego w imię etnopaństwa mutantów coraz to straszliwsze WAR CRIMES (fandom kocha kapitalizować tę frazę); koniec końców ich ciężar staje się tak ogromny, że niebieskiego futrzaka trzeba zresetować do ustawień fabrycznych. Nie było to niemożliwe, gdyż w tym okresie mutanci mogli swobodnie dokonywać regeneracji dzięki zachowanym w pamięci wyspy backupom - ale Beast-zbrodniarz, przewidując taki tok wydarzeń, prewencyjnie pokasował własne.
Poza jednym.
![]() |
| "Yes... you were the best version of myself. Hopeful. Happy. A mutant rights activist. I didn't plan on bringing you back, but I honestly couldn't... extinguish you either." |
Wciągnięty do współczesności Beast-retro szuka sensu oraz stabilności właśnie u starego przyjaciela, Wonder Mana; tak silna była ich więź.
![]() |
| X-Force #49, luty 2024 |
Łatwo zbyć ten manewr fabularny jako jeden z banalnych komiksowych resetów: zapisałem się w kozi róg, resetuję postać! Moim zdaniem Benjamin Percy wykonał jednak świetną robotę: dryf Beasta ku ciemności nie był szybkim, tanim szokiem, a przemyślaną trajektorią budowaną przez kilka lat. Finał serii był więc satysfakcjonujący pod kątem charakterologicznym - w konsekwencji swoich decyzji Beast-zbrodniarz doszedł już absolutnie do ściany, odkupienie było niemożliwe (o ile gorszym pomysłem byłoby magiczne odkupienie w ostatniej chwili!) - ale, by nie zdejmować figury z szachownicy na stałe, Percy zadbał również o zastępstwo. To, że wybrał Beasta z okresu przyjaźni z Wonder Manem uderza zaskakująco mocno; kto z nas nie spogląda czasem z tęsknotą na młodszą, bardziej idealistyczną wersję siebie? Niby wiemy, że teraz jesteśmy mądrzejsi, że nasze perspektywy się poszerzyły, że wszystkie poświęcenia były potrzebne, ale... I couldn't extinguish you either.
O postaci Wonder Mana najwięcej mówi chyba właśnie to - że opowiadając o nim opowiadam właściwie o Beaście. I przyznam wam, że od nastroju haha zabawny trailer przeszedłem do uczciwego zastanawiania się, czy niebawem nie zobaczymy może ich wspólnej dynamiki na ekranie; Beast oficjalnie wystąpił już przecież w MCU w The Marvels! Czas pokaże.
Swoją drogą: Stan Lee twierdził, że Wonder Man nie doczekał się nigdy satysfakcjonującego rozwoju z racji na krzywo patrzące wydawnictwo DC: no bo jak to, oni mają ikoniczną Wonder Woman, a Marvel chce teraz czepiać się na wrotkach tylnego zderzaka z jakimś Wonder Manem? W 1978 Stan twierdził, że nie chciał się szarpać i spasował... ale żyłka zaczęła mu chodzić, gdy Gerry Conway (były scenarzysta Spider-Mana zresztą) stworzył w DC Power Girl. "Power Man" to antyczny pseudonim wcześniejszego o cztery lata Luke'a Cage'a - Stan uznał to za brak wzajemnej uprzejmości i Wonder Man, zamiast szuflady, doczekał się w konsekwencji miejsca w Avengersach.
U osób zainteresowanych historią komiksu każda opowieść zaczynająca się od "Stan Lee twierdził, że..." budzi zrozumiały sceptycyzm: Stan twierdził bardzo wiele rzeczy i fakty rzadko stawały mu na drodze do kolejnej zabawnej anegdotki. Tu jednak uczciwie może być coś na rzeczy: przypomnę jeden z moich ulubionych drobnych gagów z oryginalnej serii What If...?:
| What If... #34, sierpień 1982. Wygląda na to, że sprawa mogła leżeć komuś na wątrobie! |
Ale dość już o Wonder Manie! Kolejnym uświęconym tradycją elementem Variety Show jest powrót do omawianych już wcześniej komiksów; dziś tego honoru doczeka się seria 52. So first things first:
![]() |
| Yay! Non-Judeo-Christians too, obviously. |
Akurat na dzisiaj! To właśnie urok serii rozgrywającej się w czasie rzeczywistym na przestrzeni roku; wiele okazji doczekało się uroczych mini-fabułek (w powyższej: Black Adam z super-rodziną ratują Halloween). Prawdziwym duchem świąt (i lat) minionych był dla mnie jednak poniższy moment:
![]() |
| 52 #14, październik 2006 |
Dlaczego? Ano dlatego, że doktor Will Magnus stał się dwadzieścia lat temu jednym z pierwszych szeroko rozpowszechnianych internetowych memów. Koncept "mema" w obecnym znaczeniu dopiero wówczas kiełkował - wcześniej mówiło się o tzw. image macros - i z jakiegoś powodu doktor Magnus załapał się na internetową sławę; była to zapewne kombinacja łatwej do zabawnego edytowania struktury paneli oraz zatroskanego spojrzenia w trzecim panelu. Oto kilka przykładów machine code z owej ery internetu:
![]() |
| Słynny Konami Code... |
![]() |
| ...równie słynny BSoD... |
![]() |
| ...oraz aktualny status Gry! |
Kolejne widmo przeszłości czekało na mnie w kolumnie redakcyjnej, którą standardowo kończył się wówczas każdy zeszyt. Redaktor Dan DiDio zapowiadał na przykład kolejne serie z linii All Star:
![]() |
| Co mogło być... |
...ale nie było! Linia All Star z 2005 miała w zamierzeniu stanowić ponadczasową destylację postaci: bez osadzenia w konkretnym punkcie sztywnej continuity, skupiona raczej na charakterologiczno-emocjonalnym rdzeniu. Grant Morrison w dwunastozeszytowej serii All Star Superman wywiązał się z zadania śpiewająco; komiks ten jest do dnia dzisiejszego sugerowany jako lektura obowiązkowa dla osób zainteresowanych Supermanem. Z kolei Frank Miller w serii All Star Batman & Robin, the Boy Wonder zaszarżował tak, że... zatopił całą linię. Jego Batman był antypatycznym bucem, który traktował świeżo uratowanego Robina nie jak mentor, a treser lub stereotypowy wojskowy sierżant musztry:
![]() |
| All Star Batman & Robin, the Boy Wonder #2, październik 2005 |
Odruchowa reakcja zarówno krytyki, jak i fandomu była zgodna: to ma być uniwersalna esencja Batmana? Garnij mie z tym, Miller, chyba ze schodów na czoło spadłeś, plus każdy stopień po kolei zaliczyłeś. Być może jednak scenarzysta zamierzał poprowadzić całość w kierunku odrobinę bardziej subtelnym: obecność Robina mogła zacząć zmieniać początkowego Batmana-zbira na lepsze... szczególnie, że Robin nie był w ciemię bity i z miejsca - cyrkowcem będąc - widział, że Batman gra przed nim tylko antypatyczną rolę.
![]() |
| Trudno podkreślić to jaśniej, prawda? |
...ale dla równowagi należy przypomnieć, że poza samym komiksem opublikowany został również jego scenariusz oraz instrukcje dla artysty, Jima Lee. Dwadzieścia lat temu realia kulturowe różniły się od obecnych, ale nawet wtedy poniższe fragmenty dotyczące przedstawienia Vicki Vale doprowadziły do uniesienia niejednej brwi:
![]() |
| ...oraz cała seria podobnych paneli. |
Podkreślę, że nie były to jakieś "cudem ujawnione krępujące wewnętrzne wiadomości" - mówimy o oficjalnie opublikowanych materiałach. Czy Miller, potencjalnie myśląc o ich publikacji, celowo podkręcał wizerunek lubieżnego wuja? Trudno ustalić, ale takie właśnie kwiatki rzucają pewien cień na hipotezę All Star Batmana jako przemyślanej psychologicznie historii. Jej reputacji na pewno nie pomógł też ślimaczy cykl wydawniczy: dziesięć numerów było publikowanych na przestrzeni czterech lat, a finałowo historia została zawieszona i do dnia dzisiejszego nie doczekała się zamknięcia.
Zapomniałem więc kompletnie, że w planach były również All Star Batgirl oraz Wonder Woman; ciekawe, co nas ominęło za sprawą Franka Millera! Pamiętam, że w owych czasach jeden z moich internetowych znajomych wyczekiwał każdego numeru All Star Batmana jak świąt, widząc w nim najbardziej przekomiczną samokrytykę/autoparodię oraz misterny żart weterana zrobiony całemu środowisku komiksowemu - ale chyba jednak czasami an ass shot is just an ass shot.
Wracając do samej serii 52 - w poświęconym jej wpisie nie chciałem już przesadnie dryfować, ale na dodatkową wzmiankę zasługują moim zdaniem dwa koncepty Granta Morrisona. Ale po kolei! Cofnijmy się do stycznia 1967, kiedy to młody Jim Shooter stworzył The Fatal Five: czołową drużynę przeciwników Legionu Superbohaterów. Historia ta jest jednym z kamieni milowych wczesnego Legionu - ale nie będę się powtarzał; osoby chętne zapraszam do starszego wpisu! Dziś ważne jest dla nas, że po raz pierwszy pojawiła się tam złowroga Emerald Empress władająca mocą tajemniczego Emerald Eye of Ekron:
![]() |
| Adventure Comics #352, styczeń 1967 |
Jak widać, w oryginale Szmaragdowe Oko było reliktem ekrońskiej cywilizacji, ale wyciągając czterdziestoletni koncept Morrison postanowił nieco zaszaleć: dowiadujemy się, że Eye of Ekron należy - werble - to the big freaking flying head of Ekron:
![]() |
| Ekron nie cieszy się z podwędzenia oka; korzystanie z jego mocy ściąga gniew kosmicznego bytu! |
Dlaczego wspominam o tym właśnie mrugnięciu szmaragdowym okiem? Ano dlatego, że 52 jest absolutnie napakowana podobnymi ukłonami wobec starych komiksów; ja jako fan Legionu mogłem chichrać się z powracającego na karty Oka (a właściwie jego "prapremiery", gdyż miało zostać odkryte dopiero w czasach Legionu, za tysiąc lat - komiksowa chronologia!), ale to dosłownie jeden przykład spośród niezliczonej ich liczby.
Morrison wraca też na łamach 52 do postaci Animal Mana: bohatera, dzięki którego reinterpretacji wybił się pod koniec lat '80. Jak możecie się domyślać, była to miejscami mocno surrealistyczna i metatekstualna przygoda - i, co ciekawe, na jej koniec Buddy nie został zresetowany do ustawień fabrycznych jak Beast. W jego własnych słowach:
![]() |
| "I met... beings who showed me the whole universe" |
![]() |
| Animal Man #26, sierpień 1990 |
Jakoś niepostrzeżenie zrobiło się poważnie, rozluźnijmy więc atmosferę memowym obrazkiem! Doktor Will Magnus oraz jego machine code wywodzą się z kart 52; Animal Man Morrisona dał nam zaś sekwencję, która do tej pory krąży aktywnie po internecie:
![]() |
| Animal Man #25, lipiec 1990! |
Wykorzystajcie ją zgodnie ze swoim sumieniem.
Moje sumienie każe mi zaś podziękować koledze V., który pewnego dnia przekazał mi w darze słynnego Lego-Batmana "8 w 1":
![]() |
| Jedno pudełko - tyle opcji! |
No i którego Batmana zbudujesz?, padło pytanie w kręgu towarzyskim, ale znający mnie w końcu od długich lat kolega V. wiedział swoje - i oczywiście się nie mylił!
![]() |
| Oto tzw. święta figurka Batmana - w wersji Adama Westa! |
Nie dość, że jego Batman był kreacją, to do tego sam Adam West był Postacią przez wielkie P. Jedną z moich ulubionych anegdotek jest ta, którą sam lubił się chwalić: jak twierdził, pewnej wesołej nocy on oraz Frank Gorshin (ówczesny odtwórca roli Riddlera) zostali wykopani z orgii. Dlaczego? Because they refused to break character as Batman and Riddler. Jak można przeczytać w książce Back to the Batcave (1994);
...after Frank and I got comfortable amid the sea of legs and breasts, I felt a little silly so I began to do Batman. Somewhere across the room, Frank became the Riddler, and it was so ridiculous in that setting that we couldn't stop laughing. We had the distinction of being thrown out of our first and only Hollywood orgy.
Pytany o incydent Frank Gorshin dyplomatycznie zasłania się w tej sprawie brakiem pamięci i może nawet nie udaje; były to lata '60, they both could very well be high as kites.
A co do świętej figurki: wedle instrukcji Batman Adama Westa nie ma co prawda wyrzutni liny, ale miałem nie dać mu tak ikonicznego gadżetu? Powracającym gagiem z serialu są w końcu Batman i Robin zaskoczeni podczas wspinaczki przez celebrity guest z okienka; oto na przykład spotkanie z inną parą herosów - przed nami Green Hornet oraz Kato!
Nie wiem jednak, co musiałbym zrobić, żeby wykorzystać wszystkie klocki z pudełka! Models cannot be built simultaneously, ostrzega adnotacja drobnym drukiem, i faktycznie całość jest na tyle chytrze zaprojektowana, że nie ma możliwości równoległego stworzenia dwóch Batmanów.
![]() |
| Ale od czego jest kreatywność! |
Bawiąc się przy kawie najpierw złożyłem więc z resztek przerażającego Rodana - Ptaka śmierci...
![]() |
| Ain't he cute? |
...a następnie - artystycznie wykończoną grzędę, i teraz Batman oraz Rodan pospołu strzegą mojej półki:
![]() |
| DYNAMIC DUO |
Jeśli zaś zastanawiacie się, dlaczego kategoria granie komputerowe leży od początku lipca odłogiem - powód jest prosty; nadal bawię się fenomenalnie przy UFO 50, numerze jeden naszej blogowej listy przebojów. Ta stworzona przez weteranów designu kolekcja 50 gier to po prostu dzieło kompletne; utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że nie ma drugiej takiej rzeczy w świecie gier wideo. Stuknęło mi właśnie 200 godzin i stan kolekcji wygląda następująco:
![]() |
| Złote kartridże to gry, które przeszedłem; czerwone - takie, które wymaksowałem. |
Jeśli dobrze liczę: odpowiednio 29 na 6! Są tu oczywiście pozycje lepsze i gorsze, ale każda gra ma coś do zaoferowania; to ogółem wspaniała lekcja cierpliwości, spokoju oraz docenienia tego, co już mamy. Podkreślę, że nie są to bynajmniej minigierki: w osadzonego na mistycznym Dzikim Zachodzie erpega Grimstone pykałem około dwudziestu godzin, więcej niż w niejedną "osobną" grę! Niewiele rzeczy pozwala mi się wyczilować tak jak surrealistyczna Waldorf's Journey; niewiele komputerowych wyzwań dało mi tyle satysfakcji, co wymaksowanie szatańskiego Kick Club.
A w szatańskim temacie: Halloween co prawda dziś, ale - z racji na tzw. życie - impreza naszego kręgu znajomych już się odbyła! Dwa lata temu założyłem mój pierwszy strój komiksowy jako Detective Chimp; rok temu był to Baron Mordo; w tym roku moim budżetowo-komiksowym przebraniem był zaś...
![]() |
| ...Director Bones! |
Czy Director Bones - postać z okolic Justice Society oraz Infinity Inc. - był przebraniem przejrzystym dla znajomych? Średnio, ale koledzy podjęli wyzwanie i zgadywali metodą ciepło-zimno. Mister... Skeleton... Skull... Man... ok, krawat, no to Director... Director Bones! Winszuję sukcesu oraz przypominam: nie dość, że to super prosty kostium, to za rok mogę pociągnąć czerep czarną farbą i wystąpić jako Black Mask, zaś za dwa - podpalić i robić za Ghost Ridera. Opcje są wręcz nieskończone!
No dobrze, czas zakończyć dzisiejszy wpis - może jakimś podnoszącym na duchu morałem! Hmm...
- try to be kind!
- UFO 50 to źródło radości!
- każdy baran może wejść na orgię, ale tylko osoby wybitne zostają z niej wyrzucone za odgrywanie Batmana oraz Riddlera!
Tak tak tak...
![]() |
| ZIIP |



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz