niedziela, 24 kwietnia 2022

Panele na niedzielę: The Return of the Teen Titans!

Po świątecznej przerwie - wracamy na znajome tory! 

Po swoim ostatnim występie Teen Titans (przygoda z wielkim uchem, które zostało pokonane rytmami Beatlesów!) chwycili już na dobre: zamiast - jak poprzednio - czekać rok na ich kolejną przygodę, wystarczyło wrócić do prasowego stojaka po sześciu miesiącach. A sześć miesięcy - jak już kiedyś pisałem - w latach '60 było absolutnym minimum na wydawniczą reakcję! Czas więc znowu złapać falę: jeśli w poprzednim zeszycie mieliśmy deski surfingowe i hondy, to dzisiaj - zgodnie z regułami dramaturgii - dostaniemy co najmniej rakietowe latające deski oraz hondę jeżdżącą po ścianach.

Myślice, ze żartuję, but nope; that's Silver Age, baby

Historia: The Return of the Teen Titans; autor: Bob Haney, data: listopad-grudzień 1965.

DIG THIS CRAZY TEEN SCENE!

Bob Haney - wówczas czterdziestolatek, pamiętajmy - miał chyba trzy główne skojarzenie z teen scene: surfing, motorki i młodzieżowe zespoły. W poprzednim zeszycie wszystko to pomogło pokonać łotra numeru - dziś zaś role się odwrócą! Jeśli potęga surfingu jest tak wielka... jakie szanse mają Tytani, gdy zostanie zaprzęgnięta do służby złu?

Już otwierająca narracja łapie mnie za serce: 

TRANSLATION

Nie da się ukryć - Bob Haney jest wręcz karykaturalny w swoim wykorzystaniu nastoletniego slangu. Bardziej autentyczny nastoletni język można w tym okresie znaleźć w dialogach Jima Shootera, który sam przecież miał wówczas naście lat! W Legionie Superbohaterów nie znajdziemy Ultra Boya wołającego hip hop hip - get wise to the beat, daddy-o!; czterdziestoletni Haney pakuje za to do scenariusza każdą frazę, która akurat mu się nawinie. 

W swojej książce Slugfest (o której polskim wydaniu pisałem tutaj) Reed Tucker twierdzi:

Skrytykowałem nieco tę książkę za powierzchowne analizy; przykład, moim zdaniem, widać powyżej: "DC being squeaky clean" to właśnie klasyczny stereotyp budowany przez marketing Marvela; dużą jego częścią było mówienie "jesteśmy inni, nowi, nie jak to starsze wydawnictwo". Legion rozgrywał nastoletni angst na lata przed tym, jak Spider-Man poszedł do liceum - a nawet w historiach z Teen Titans zwrócimy uwagę na motywy konfliktu pokoleniowego i nastoletnich problemów.

W Slugfest można jednak wykopać trochę fajnych ciekawostek! Jedną z nich jest omówienie źródeł językowych inspiracji Boba Haneya:   

Oto telewizyjny Maynard G. Krebs, pierwszy i najpopularniejszy beatnik amerykańskiej telewizji! Postać tę można było oglądać na ekranie od 1959 do 1963 - a więc jeszcze rok przed pierwszą przygodą Tytanów:

Maynard, w beatnikowskim stylu, to oczywiście ten po prawej!

Towarzystwo powyżej przypomina trochę gang z kreskówki Scooby-Doo, prawda? I absolutnie nie jest to przypadek! Wikipedia podaje:

The series inspired the creators of Scooby-Doo, whose four human characters were modeled from characters on the series, with Shaggy Rogers being inspired by Maynard.

Mamy tu więc ładny układ inspiracji: sitcom The Many Loves of Dobie Gillis z 1959; Teen Titans z 1964; Scooby-Doo z 1969. Oto potęga nieśmiertelnej figury Shaggy'ego, czy właściwie - Maynarda Gwaltera Krebsa ("the G is silent")!

OK, dosyć już tła kulturowego! Co tam dziś słychać w trzydzie (naprawdę, cały czas piszę jeszcze automatycznie "co tam dziś słychać w trzydziestym wieku") w latach sześćdziesiątych? Otóż młodzież pędzi na koncert, piszczy, kwiczy z ekscytacji!

"They're the most!" - rozumiem tę konstrukcję; w moim młodzieżowym środowisku używało się tak samo określenia "skrajnie". "Jaki był ten film? Skrajny!"

Emocje te (skrajne) budzi wśród młodzieży zespół The Flips. Ich talenty muzyczne to jedno - ale z pewnością wiedzą, jak dać niezły show! Latająca deska, motor jeżdżący po ścianach, akrobacje! Letnia scena w Sopocie przyjęłaby ich z otwartymi ramionami.

W sumie trochę ta ich piosenka samokrytyczna: mają świadomość, że ich głównymi atrakcjami są "a babe, a board and a bike".

Muszą jednak mieć w sobie to coś, skoro Tytani również ich kochają! Czas na kolejny odcinek Batmana-zgreda, który po prostu nie rozumie. Skrajnie!

Chciałeś mieć nastolatka w bat-jaskini? To teraz get with the times, daddy-o!

Uwielbiam ten panel! Batman-zgred w mocnych słowach określający młodzieżową muzykę jako that noise; Robin rzucający mu w twarz, że jest un-round (czyli square, popularne określenie na sztywniaka); no i w końcu nasz młody heros bez żenady lecący na idolkę w kostiumie kąpielowym. Yeaaah yaaah! 

Na Paradise Island sprawy mają podobnie:

Czy ktokolwiek myślał, że na mitycznej Paradise Island nie ma telewizorów? Think again!

The grooviest group since Orpheus found his sound! Wonder Girl, podobnie jak Robin, też jest już all hot and bothered; gotowa już wyciągać lasso, żeby ujeżdżać motor frontmana zespołu. Yeah! Wawrh!

Okładka może sugerować, że The Flips to jakaś banda łotrów; nic bardziej mylnego. To zwykły nastoletni zespół - na tyle sympatyczny, że przyjmuje nawet zaproszenie do małego miasteczka, by zagrać charytatywnie i pomóc ze stypendiami dla młodzieży:

Ta eksplozja radości w drugim panelu!

Skąd więc ta okładka? Ano widzicie, ktoś wyglądający jak członkowie The Flips - a nawet korzystający z tych samych technologicznych gadżetów - dopuszcza się kradzieży i włamań.

Przy lekturze często jestem zaskoczony dynamiką rysunków Nicka Cardy'ego!

Jak na 1965 - jest to fantastyczna robota! Nie chodzi mi nawet o klasyczne linie ruchu motocyklisty, ale a kilka drobnych detali: pozioma kompozycja kadru nadaje mu dodatkowej dynamiki; policyjny radiowóz bierze zakręt tak ostro, że aż przygina się jego zawieszenie, a jedno przednie światło daje nam po oczach; no i - przede wszystkim - "Jack" dosłownie wyjeżdża ku nam z panelu, ignorując jego dolną krawędź! Neat stuff.

Złodzieje uciekają, a policja ściąga teen idols na małą pogawędkę:

"Joe, idziemy spotkać się z komisarzem!" "OK, już zakładam kąpielówki!"

Cóż, widać The Flips nigdy nie rezygnują ze swojego imidżu, na scenie czy poza nią! Nick Cardy zazwyczaj rysuje bardzo fajnych nastolatków, ale tu odrobinę zaszarżował; szczególnie Jack wygląda jak biedny dziesięciolatek. Zwróćmy za to uwagę na to, co nosi na szyi - to tak zwany ascot, jeden z klasycznych modnych młodzieżowych dodatków z epoki. Skoro już wspomniany został Scooby-Doo, to wielkim miłośnikiem ascotów był Fred:

Ascot - nie szalik!

I jeszcze trochę mody męskiej z epoki!

Co prawda policja nie ma żelaznych dowodów, by wsadzić The Flips za kraty, ale zaplanowany charytatywny koncert staje pod znakiem zapytania. Pomóc mogą tylko Tytani!

Hej, wejście kubek w kubek jak z poprzedniego numeru - ale tym razem Robin wszczepił sobie włosy, bo zakola zniknęły!

Plan jest prosty - aby wszystko przebiegło gładko, The Flips zostaną pod kluczem aż do samego koncertu, ich gadżety zostaną na publicznym widoku w jednej ze sklepowych witryn, a Tytani ruszą na patrol.

Podoba mi się komiczny policjant z wyrazistym nosem; lekkie odejście od standardowego stylu rysowania twarzy w tym tytule!

 A jak pożegnać się przed patrolem?

"See you later, alligator!" "In a while, crocodile!"

Czas na segment muzyczny! Powyższa fraza została spopularyzowana przez rockandrollowy hit Bobby'ego Charlesa, który królował na listach przebojów w 1956:

Sama fraza jest jednak nieco starsza i faktycznie pochodzi ze slangu młodzieżowego. Według strony wordhistories.net, pierwsza wzmianka o niej pochodzi z maja 1952, z magazynu Honolulu Star-Bulletin, a konkretniej - z artykułu Teenagers’ Slang Expressions Are Explained by Columnists autorstwa “Jackie and Jane, Star-Bulletin Teen Columnists”. 

Badanie nad młodzieżowym językiem z 1954 zwracało uwagę na rolę rymowania w slangu. Beluah Racklin pisze:

Rhyming expressions, which are mainly for effect rather than to convey any actual meaning, are very popular and somewhat confusing like ‘Do you know what I mean, jellybean?’ ‘Let me have steak, Jake,’ ‘Have a piece of salami, Tommy,’ etc. In few instances does the person addressed comply with the speaker’s demands. In most cases names are changed for ones that rhyme.

Możemy też przyjrzeć się przypinkom z 1955!

"You're crusin for a bruisin" - wiecznie młode i aktualne; koniecznie powiedzcie to komuś w nadchodzącym tygodniu!

"You're a cube" to oczywiście obelga jeszcze straszliwsza niż zwykłe "you're a square"!

...ale co może oznaczać "Man, that's bath"? Okazuje się, że próbowało to rozszyfrować nawet Chicago Museum of History, ale bez sukcesów. Bath, piszą, zachowało się jako slangowe określenie pasażerskiej przyczepki motocykla - ale nie wydaje się to mieć związku z przypinką. Moja amatorska hipoteza - myślę, że to dryf fonetyczny od man, that's bad; wystarczyło pewnie, by jeden kolega zaseplenił, by powstał enigmatyczny po latach mem.

Wonder Girl patroluje niebo nad miasteczkiem, gdy nagle Jill - obiekt westchnień Robina - strąca ją w locie swoją pałeczką:

Gdzie tam na "curl", prosto na tyłku wylądowała!
 
Chłopaki z zespołu się nie patyczkują; do skoku na bank służy im... granat. Taki klasyczny granat-cytrynka. Kinda hardcore!

♫ Napad bez gitary / nie ma sensu, stary! ♫
 
Skrajnie! Tytani nie prezentują się od najlepszej strony; Kid Flash nie jest w stanie wbiec na klif, po którym wjechał Jack; Aquaman nie nadąża za rakietową deską Joego.

Deska surfingowa to najlepszy pojazd do ucieczki z workami banknotów

Jack and Jill, imiona The Flips, to kolejne nawiązanie - tym razem do tradycyjnej rymowanki:


Gdy Wonder Girl dochodzi do siebie, i ona rusza w pościg - ale chyba zbyt późno! Znajduje tylko wrak motocykla oraz nieprzytomnych Jacka i Jill:

Czyli... to faktycznie The Flips?
 
Zespół twierdzi, że gdy byli zamknięci w pokoju, ktoś włamał się przez ścianę i znokautował ich usypiającym gazem - najwyraźniej po to, by wrobić ich na dobre przez podrzucenie nieprzytomnych na miejscu przestępstwa:

Hej, to policjant z nosem - witaj, stary druhu!

Burmistrz jest gotowy, by zapakować The Flips za kraty, ale Tytani mają jeszcze jeden pomysł...

Yeeow! Yaaaahoo! Skrajnie! Go-go-go!

Mamy parę fajnych scen akcji, ale na pewno domyślacie sie rozwiązania: skoro wszyscy przebierają się za The Flips, to Tytani też! Gdy gang złoczyńców znowu próbuje wejść Flipsom w paradę, nadziewają się na pięść Robina i lasso Wonder Girl. Wielki finał ma miejsce - a jakże - na koncertowej scenie:

Chwila, Robin, gdzie twoja maska? Kid Flash ma klasyczną maskę pod maską, a ty co?
 
Ależ zakazane te kryminalne gęby! Jak to więc w historiach superbohaterskich bywa - cnota zostaje nagrodzona, podłość ukarana, a wszystko kończy się jeszcze jednym koncertem:

Cooo? "The only team of teen super-heroes"? Panie Haney, a co z istniejącym od 1958 Legionem? No nie, idę pisać stanowczy list do redakcji czy coś. Skrajnie!

Dręczy was być może pytanie, skąd The Flips wytrzasnęli rakietową deskę czy motor jeżdżący po ścianach. Ano po prostu samodzielnie je zbudowali! Zajęło im to trzy lata, ale jest to najwyraźniej zdolna młodzież.

Dzisiejsza historia uczy nas, że surfing, motocykle i młodzieżowe zespoły to potęga - potęga, która może zostać wykorzystana zarówno w służbie dobra, jak i zła. Z wielką mocą, jak powiedział wujek innego nastolatka, wiąże się wielka odpowiedzialność! Surfujcie więc odpowiedzialnie, a my - w kolejnych Panelach na niedzielę - spotkamy się już na łamach własnego magazynu Teen Titans.

See you later, alligator!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz