piątek, 29 października 2021

Variety Show: Bats, Cats, and the American Way!

Nareszcie weekend! Czas na nieco gadu gadu o nowych trailerach i starych komiksach; it's variety show time again!


Co tam dzieje się w komiksowym światku? Otóż, przede wszystkim, niedawno miało miejsce wydarzenie znane jako DC FanDome. Powstało ono w odpowiedzi na kryzys pandemiczny i pełni rolę wydawniczego konwentu online - to, co przed zarazą działo się na panelach i prezentacjach Comic-Conu i pokrewnych wydarzeń przeniosło się w przestrzeń wirtualną. Była więc okazja posłuchać środowiskowych niusów i obejrzeć świeżo wypuszczone trailery! Najwięcej szumu narobił, zgodnie z oczekiwaniami, ten nowego Batmana - bądź nawet THE Batmana, bo tak z jakiegoś powodu zatytułowano film:


Jestem całkiem pozytywnie zaskoczony! Riddler ma potencjał na bycie dobrym antagonistą, podoba mi się też strona wizualna i kolorystyka; fajne jest nawiązanie do słynnego obrazu Edwarda Hoppera, Nighthawks, w otwierającej scenie klipu. Czy pójdzie za tym coś więcej? Nie sądzę, ale i tak jest to wizualny trop sugerujący, że ktoś myśli nad estetyką filmu.
 
Obraz z 1942 był już wykorzystywany, parodiowany i remiksowany tysiąc razy - ale nadal ma coś w sobie! Był taki moment, że chciałem mieć reprodukcję w pokoju zajęciowym.

Co do aktorów, niektórym Pattinson nadal kojarzy się tylko z filmowym Zmierzchem i marudzą na ten casting, ale słuchajcie - jeśli ktoś spędził lata młodości w fazie emo, z makijażem na oczach i przebierając się z wampira - to przecież brzmi jak dokładna rekomendacja do grania Batmana! Ciekawi mnie też, że wydaje się tu być on zarysowany w mało sympatyczny sposób; ryczy na ludzi, komunikuje się frazesami, łamie zbirom ręce i idzie przez kule jak czołg. Liczę na to, że będzie to zagrane jako coś negatywnego, jako niezdrowy problem, obsesja - Bruce got issues, after all. Bycie paranoicznym samotnikiem nurzającym się w dziecięcej traumie coraz częściej jest tak właśnie portretowane w komiksach: nie tyle cool, co niepokojące.
 
Zoё Kravitz w roli Catwoman też wygląda nieźle, no i przede wszystkim jest to pierwsza od dawna Catwoman z krótkimi włosami! Aż dziwne, bo jest to przecież look komiksowej Catwoman niemal całego dwudziestego pierwszego wieku; moją wizualnie ulubioną Seliną Kyle jest chyba ta, którą rysował Darwyn Cooke:

"Video: Audrey Hepburn in anything" - tak, sam zwykle dokładnie tak ją widzę! Dawno nie wracałem do tej serii, a trzy tomy stoją na półce - pewnie kiedyś to zrobię i napiszę, jak się trzyma po latach!

W sumie jedyna Catwoman, która mi osobiście wygląda dobrze z długimi włosami, to Julie Newmar z serialu telewizyjnego z 1966. '60s charm and all; wiecie, że lubię estetykę tego okresu - a trudno o lepszy przykład wesołego campu niż telewizyjny Batman z Adamem Westem!
 
Osoby mówiące, że Michelle Pfeiffer to jedyna ekranowa Catwoman - muszę z całym szacunkiem zgłosić tzw. opinię odrębną!
 
A skoro już w temat Catwoman zdryfowaliśmy, innym z zaprezentowanych trailerów był trailer do animowanej Catwoman właśnie. To kolejna już animacja DC w stylu anime; reżyserem jest Shinsuke Terasawa. Nie wszystko wizualnie mi tu się zazębia - no cóż, to styl wyraźnie inny niż tradycyjna komiksowa kreska -  ale...
 

...muszę mimo to przyznać, że ten nastrój retro, jazzująca muzyka i pomysł zrobienia z tego buddy movie z Batwoman? To już chyba dosyć, żebym dał tej produkcji szansę w jakiś wieczór, kiedy na nic mądrzejszego nie będę miał sił. Ten ogon przy kostiumie? The silliest thing!

Pojawiły się też klipy z nadchodzących filmów Black Adam, Flash i serialowej Naomi... Ale na tym etapie to bardziej kategoria teaser czy first look, nawet nie pełnoprawne trailery. Klip z Naomi pokazywał główną bohaterkę wybiegającą ze szkoły i niewiele poza tym; klip z Black Adama to głównie Dwayne Johnson wychwalający projekt, parę grafik koncepcyjnych i krótka, niezbyt ciekawa scenka z filmu. Fajnie jednak, że w produkcji tej pojawi się kilkoro bohaterów z Justice Society of America, organizacji poprzedzającej lepiej znaną Justice League - w tym Pierce Brosnan jako Doctor Fate!
 
No dobra, może jeszcze wrzucę tu tylko trailer Flasha, bo sporo osób podekscytowało się powrotem Michela Keatona w roli Batmana:

Osobiście nie jestem jeszcze jakoś super excited - naoglądałem się już Flasha na małym ekranie i, jak mówiłem, właściwie to nadal dopiero trailer trailera. Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie!

A co z wydarzeń pozatrailerowych? Otóż było na przykład lekkie zawirowanie, bo z motta związanego z postacią Supermana - truth, justice and the American way - usunięto tę ostatnią część. Niektórzy zaczęli załamywać ręce nad "atakiem na patriotyzm", "przepisywaniem historii" czy podobnymi halloweenowymi strachami, ale moim zdaniem - czas już był najwyższy na taki ruch! Motto z American way nie pojawiało się wcale w oryginalnej serii komiksowej - jak wiele innowacji pojawiło się w serialu radiowym (o którym kiedyś rozmawialiśmy!), ale nawet to miało miejsce tylko w okresie drugiej wojny światowej, jako patriotyczno-propagandowy chwyt, i po wojnie zniknęło z anteny. Później slogan ten pojawił się w serialu telewizyjnym z lat '50 (to z kolei był okres paranoi antykomunistycznej, więc narodowa propaganda znów wypłynęła) oraz - w formie nostalgicznego nawiązania - w filmie z Christopherem Reevem z 1978. W komiksach the American way nie była raczej szczególnie podkreślana; ba, medialnym wydarzeniem z roku 2011 był nawet Superman zapowiadający, że zrzeknie się obywatelstwa Stanów na rzecz bycia obywatelem świata:
 
W sumie niewiele z tego potem wyszło znaczącego, bo kolejny wydawniczy reset był już za pasem

W filmowej adaptacji z 2006 - Superman Returns - Perry White, lekko cyniczny szef Clarka, mówi zaś już o truth, justice... and all that stuff. Co tu kryć, the American way - hasło propagandy z drugiej wojny - już w latach '70 brzmiało nieco jak smutny żart, a powtarzający je Christopher Reeve miał budzić nostalgię za "starymi, dobrymi czasami".  Z czym bowiem zaczęła kojarzyć się the American way, i na świecie, i w samych Stanach? Interwencjonizm wojskowy; nierówności społeczne; pozbawiony nadzoru kapitalizm skupiony na konsumpcjonizmie i wyzysku. Firmowanie tego wszystkiego to jednak dla Clarka losing proposition; nie dziwię się więc w ogóle, że oficjalnym nowym mottem stało się truth, justice and better tomorrow. Tym bardziej, że jednym z heroicznych przydomków naszego herosa jest właśnie Man of Tomorrow!

Jeszcze jedna krótka historia, o której warto moim zdaniem wiedzieć z komiksowej perspektywy: wynagradzanie twórców nadal kuleje, szczególnie gdy ich prace służą jako podstawa do filmów czy seriali. Kolejnym odcinkiem tej długiej sagi jest to, jak potraktowany został David Aja odpowiadający za wizualną stronę komiksowego Hawkeye'a. Jego design postaci i okładek został wprost wykorzystany w serialu...
Z jednej strony super, że inspiracja jest jasna, ale z drugiej...

...i autor, jak to zwykle bywa, nie zobaczył z tego tytułu dodatkowego wynagrodzenia. Nie chcę was tu męczyć środowiskowymi problemami, ale status twórców komiksów od dawien dawna jest bardzo kiepski i sytuacja zmienia się może na lepsze, ale bardzo powoli. Winna jest temu głównie zasada work for hire - artyści i scenarzyści podpisują w końcu kontrakt z wydawnictwem i tworzą na jego konto; ile nie wlaliby duszy i kreatywności w swoją pracę, koniec końców często mogą liczyć tylko na jednorazowy wyrobniczy czek i ewentualnie trochę cameos and easter eggs, którym ktoś próbuje ich potem uhonorować. Znaną anegdotą środowiskową jest to, że Jim Starlin - twórca Thanosa oraz części postaci z Guardians of the Galaxy - zarobił więcej u DC (króciutką kinową rolą, którą dostał w ramach miłego gestu) niż widząc swoje postacie w marvelowskich blockbusterach. The Hollywood Reporter pisał swego czasu:
“Just received a very big check from DC Entertainment for my participation in Batman v. Superman: Dawn of Justice (Anatoli Knyazev),” Starlin wrote on Facebook Tuesday morning, adding that the amount was “much bigger than anything I’ve gotten for Thanos, Gamora and Drax showing up in any of the various Marvel movies they appeared in, combined.”
A żeby kończyć w takim smutnym tonie - pocieszmy się przynajmniej, że Anatoli Knyazev, którego zagrał Starlin, to w komiksach nikt inny niż nieoceniony...
Każda okazja jest dobra, by na tym blogu pojawił się KGBeast! To też postać Starlina; pomyślcie, że taki Thanos był już na ekranie tyle razy - a KGBeast w kostiumie jeszcze nie! Tyle jeszcze wspaniałych przygód przed nami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz