niedziela, 3 lipca 2022

Panele na niedzielę: Mad Mod!

Nie będę wciskał wam kitu: w Silver Age Tytani nie mieli przesadnie wielu pamiętnych łotrów. Głównie w końcu zmagali się z niedolami młodzieży (jak nietolerancja, opuszczanie szkoły, wygórowane oczekiwania rodziców czy bycie skreślonym przez społeczeństwo po jakimś wybryku), zaś antagoniści personifikowali abstrakcyjny problem oraz pełnili rolę raczej służebną wobec morału. Na wielozeszytowe sagi z powracającymi łotrami - jak Slade Wilson, Trigon, Brother Blood czy Fearsome Five - przyjdzie nam poczekać aż do początku lat '80 oraz New Teen Titans Wolfmana/Péreza.

Czasem jednak już w latach '60 pojawiał się łotr na tyle charakterystyczny, że zyskiwał miejsce w szerszej mitologii Tytanów. I takim właśnie antagonistą jest Mad Mod! Historia: The Mad Mod, Merchant of Menace; autor: Bob Haney, data: styczeń-luty 1967!

Okładka - jak to często u Tytanów tej ery - stara się zmieścić aż za dużo!

Mad Mod ucieleśnia nie problem, a aspekt kultury młodzieżowej lat '60 - tak zwaną British Invasion, czyli amerykańską fascynację brytyjskością z tej ery. The Beatles! James Bond! Minispódniczki! Wszystko to - nieco europejskie i egzotyczne - chwyciło za oceanem, a młodzieżowa kontrkultura po obu stronach Atlantyku zaczęła się wzajemnie inspirować. Nie da się odseparować tego fenomenu od ewolucji mediów oraz transportu - szybkie połączenia samolotowe między kontynentami były coraz dostępniejsze, zaś radio i telewizja pozwalały bez większych opóźnień chłonąć owoce popkultury produkowane tysiące mil dalej.

Mod, słówko wywodzące się od modern, stanowiło początkowo określenie londyńskiej subkultury kładącej nacisk na stylowe ciuchy oraz muzykę; jak to młodzieżowa subkultura, budziła ona początkowo przerażenie konserwatywnych dorosłych - od razu mieli przed oczami obrazy bójek na ulicach, nabuzowanej prochami młodzieży szalejącej całe noce w klubach i tak dalej. Wiele podobnych historii było, jak to zwykle, nieproporcjonalnie nagłaśnianych przez ówczesne szukające sensacji media! W drugiej połowie dekady społeczeństwo przyzwyczaiło się bardziej do modowców, zaś sam styl mod nabrał konotacji z pop artem i psychodelią.  

Założony w 1964 zespół The Who czerpał z estetyki mod: z jednej strony: dobrze skrojone, eleganckie ciuchy; z drugiej - zahaczające wręcz o groteskę wykorzystanie brytyjskiej ikonografii, jak Union Jack czy lotniczy emblemat RAF-u

Tyle tła kulturowego na razie nam wystarczy; ruszajmy więc na spotkanie Tytanom i zobaczmy, co tam dziś słychać w latach sześćdziesiątych! Otóż na korkowej tablicy w siedzibie grupy pojawiło się tajemnicze zdjęcie...

Donna woła tu "one side!" w znaczeniu "to one side!" - "suńcie się na bok, idę cmoknąć idola!

Czy ulubieniec Wonder Girl - młodzieżowy brytyjski bożyszcze Holley Hip - to w istocie kryminalista Mad Mod z okładki? Od razu powiem, że nie; podobnie jak w przypadku pojawiającego się wcześniej zespołu The Flips, celem nie jest tu przecież demonizowanie nastoletnich trendów. Tytani lubią to samo, co ich odbiorcy i odbiorczynie! Młodzież, jak to zwykle, może być podzielona w gustach - chłopaki nie do końca rozumieją, co w brytyjskim idolu tak wzrusza serce koleżanki - ale nie będzie tu absolutnie zgredowskiej krytyki w stylu "hm, ta okropna brytyjska moda!"

Nie ma jednak czasu na całowanie zdjęcia Holleya - Tytani otrzymują wezwanie do rządowego departamentu skarbu! Najwyraźniej amerykański rząd słabo sobie radzi bez pomocy nastoletnich superbohaterów, ma bowiem dla nich kolejne zadanie... ale nawet w rządowym biurze znajduje się kartonowy Holley Hip: 

"Hello, Titans", mówi urzędnik; "meet your new traveling partner!"

Rząd planuje wysłać Tytanów do Wielkiej Brytanii w ramach programy wymiany kulturowej; pan za biurkiem odnosi się nawet wprost do polityki good neighbor Roosevelta, chociaż ta skupiona była bardziej na Ameryce Łacińskiej niż Europie - ale to i tak fajny detal. Tak czy inaczej, mówi, Wielka Brytania przysłała nam Holleya, więc my w rewanżu wyślemy im z wizytą Tytanów - a przy okazji może uda się rozwikłać przemytniczy spisek. Zespół nie tylko przyjmuje zadanie, ale i...

...salutują portretowi zastrzelonego w 1963 prezydenta Kennedy'ego!

We all have a high example of that to live up to! - JFK staje się tu wręcz kolejnym superherosem! Jak to zwykle mawiam: ktokolwiek powtarza, że "kiedyś to nie było polityki w komiksach" samodzielnie się oszukuje; i do tego nie jest to nawet mocno skupiona na problemach społecznych seria w rodzaju Green Lantern/Green Arrow, a przygodowa historia dla młodzieży! 

Ale dość już oddawania hołdów zastrzelonemu prezydentowi; czas ruszać na lotnisko! Pierwszym, co słyszą tam Tytani, są piski fanek; Holley daje spontaniczny pożegnalny występ jadąc na stosie waliz!

Spójrzcie na Kid Flasha łapiącego omdlałą fankę Holleya - oraz maślane spojrzenie Wonder Girl!

Holley to, jak mówiliśmy, dobry gość; wystarczy trochę bezpośredniego kontaktu, nieco młodzieżowych żartów - i przekonuje do siebie nawet chłopaków. Tytani starają się jednak zachować czujność i względną neutralność; Holley może być prywatnie równym kolesiem, ale ślady przemytniczej szajki prowadzą w jego okolice:

Robin wydaje mi się w tym numerze rysowany nieco doroślej - może to również wpływ serialu telewizyjnego, w którym grał go mający lekko ponad dwadzieścia lat Burt Ward?

Na brytyjskim lotnisku Tytani również mogą zakosztować uroków sławy:

"Luv a duck!"

Osobliwe wykrzyknienie luv a duck! to londyński zwrot wywodzący się od Lord love a duck!, które z kolei stanowi modyfikację wcześniejszego Lord love you! (w znaczeniu "God be with you!"). Zwrot ten jest obecny nawet w wydawnym w 1922 Ulyssesie Joyce'a: “Paddy Leonard eyed his alemates. Lord love a duck, he said. Look at what I’m standing drinks to!" Skąd właściwie obecność tej duck? Trudno stwierdzić; może to kwestia przesunięcia zwrotu z dziedziny w miarę poważnego błogosławieństwa do humorystycznego powiedzonka. Znaczenia dwóch pozostałych wykrzyknień - gear oraz ginchy - domyślacie się pewnie z kontekstu; to po prostu ówczesne cool, awesome, sexy.  

Sexy dla młodzieży z lat '60 była z pewnością Carnaby Street - deptak w Soho, który (za sprawą licznych sklepów i butików) stanowił mekkę i stolicę stylu mod! Tam właśnie rezyduje nasz łotr numeru, Mad Mod - krawiec odpowiedzialny za sceniczne stroje Holleya. Kid Flash trafia tam śledząc ciężarówkę wożącą stroje idola:

"My duckies!" stało się na dekady werbalnym znakiem rozpoznawczym Mad Moda!

No dobra, to jak właściwie wygląda przestępczy plan? Wszystko rozbija się o modne ciuchy:

Pierwszy lepszy potrafi zrobić łotra z chytrego biznesmena czy brutalnego najemnika - ale ilu znacie krawców-kryminalistów? 

Widzimy więc część mod, ale gdzie mad? Czas na nieco szalonych wynalazków! Szpiegujący Moda Kid Flash zostaje na przykład złapany w...

Addendum do poprzedniego komentarza: ilu znacie krawców-kryminalistów... których szyld zakładu to zdalnie sterowane dyby?

I to najwyraźniej jakieś super-dyby, gdyż Kid Flash nie daje rady przewibrować się na wolność! Kiedy kolega nie wraca z rekonesansu, Tytani ruszają sprawdzić sklep Mad Moda:

Niezły garniak!

Nie widać jednak żadnych oczywistych tropów - no, może poza dziwnymi manekinami...

Jak już kiedyś wspominaliśmy - w wizualnym leksykonie tej ery cygaro = gangster, a łysina = łotr, co ponownie widzimy powyżej!

Aqualad ukradkiem czepia się podwozia ciężarówki Mad Moda, by sprawdzić, dokąd ten wizie manekiny... a te - jak wiele śmieci w Londynie - mają zostać utopione w Tamizie! Dobrze, że Garth zachował czujność, gdyż jednym z manekinów był sparaliżowany Kid Flash...

...a żeby pierwiastek "mad" był zasłużony, Mad Mod wjeżdża na scenę łodzią podwodną w kształcie metalowego rekina - i nadal w garniaku, bo styl zobowiązuje!

Aqualad jest jednak - wink wink - w swoim żywiole:

Stężenie "laddio" i "boyo" jest wybitne, ale nie docieramy na poziom "pip pip cheerio old chap"

Zwróćcie też uwagę na kadrowanie w tym numerze! Nick Cardy sam inspiruje się stylem mod - zamiast klasycznych prostokątnych paneli mamy często nieregularne trapezoidy "eksplodujące" z centralnego punktu strony... zupełnie jak Union Jack! Cardy nie imituje może wprost brytyjskiej flagi, ale gdy już dostrzeżecie wzorzec - nie dacie rady go odzobaczyć. 

Wracając do historii - Tytani znowu nie mają żelaznych dowodów, więc przed wylotem do Paryża Holley Hip pakuje Robina i Wonder Girl do kufra ze strojami - który to kufer ma być przewożony przez Mad Moda. Tytani chcą cichaczem narobić zdjęć jego przestępczej operacji: 

Czym Donna i Dick zajmują się siedząc razem w kufrze? Niech pozostanie to ich tajemnicą!

Plan idzie jednak na opak, gdyż cykający fotki Robin zostaje dostrzeżony i wykopany z samolotu - w trakcie lotu, rzecz jasna! Wonder Girl skacze mu na ratunek, zaś w ślad za nimi skacze... Mad Mod, który pragnie naprawić niedopatrzenie swoich przydupasów i odebrać Robinowi ukryty w pasie aparat.  

Tak jest, strój na każdą okazję!

Robin wybaczyłby pewnie, że Mad Mod próbuje go zabić - it's just business - ale kiedy łotr zaczyna rymować... sprawa robi się osobista:

Kolejny unionjackowy układ paneli!

Aparat zostaje rozbity, więc Tytani ponownie zostają wyłącznie ze słowem przeciw słowu. Co gorsza, służby celne nie znalazły na pokładzie samolotu Mad Moda niczego podejrzanego:

I kolejny! Celowo zostawiłem zarys kilku górnych kadrów, by wzór był lepiej widoczny.

No i mamy rozwiązanie zagadki: drogocenne substancje są obecne nie w kufrach Mad Moda, ale w strojach Holleya - który nieświadomie pełnił rolę wielbłąda. Gdy nastoletni idol odmawia oddania ubrań Modowi "do przeróbek", nasz krawiec decyduje się odebrać wartościowe ciuchy siłą:

W konfrontacji bezpośredniej Mad Mod jest jednak bez szans wobec czwórki Tytanów!

Nie trzeba jednak nawet pięści Wonder Girl, by Mad Mod się poskładał - finałowy cios zadaje Holley:

Holley rozbija gitarę o łeb Moda... co jest dodatkowym żartem, bo to właśnie subkultura modów spopularyzowała rozbijanie instrumentów na scenie jako anty-establishmentowy symbol!

"Here's my latest rock hit!" to jeszcze jeden fajny kulturowy żart: subkultury modów i rockerów klepały się jak, nie przymierzając, depeszowcy i metalowcy dekady później!

Ow, duckies! Brytyjski krawiec Mad Mod okazał się łotrem na tyle zabawnym, że doczekał się miejsca w panteonie sław Tytanów - i okazjonalnie powraca, szczególnie w animacji! Wiadomo, brytyjski akcent zapisywany na papierze to jedno, ale z dołożonym głosem - it's just so much fun! Poniżej: Mad Mod z klasycznej animacji Teen Titans...


...oraz z humorystycznych Teen Titans Go!, gdzie - poza nawiązaniami do op artu i surrealizmu lat '60 - mamy też wizualne zapożyczenia z animowanych segmentów z Monty Pythona!

I tak właśnie tworzy się pamiętnego łotra! Jestem supernaukowcym pragnącym zapanować nad światem? Zieweew, można takich dostać pęczek za dychę; ale jestem brytyjskim krawcem ucieleśniającym British Invasion z lat '60? 

Now we're talking!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz