środa, 2 czerwca 2021

The Unstoppable Wasp

Jednym z moich ostatnich zakupów komiksowych (wspierajcie swoje sklepy komiksowe, kids!) było kilka paperbacków serii The Unstoppable Wasp. Nie jest to seria tak artystycznie ciekawa jak Hawkeye, nie jest tak all-out goofy jak Squirrel Girl, ale należy mimo wszystko do moich ulubionych komiksów Marvela z ostatnich lat. Powód jest prosty - za każdym razem, gdy ją czytam, zwyczajnie poprawia mi humor!
A zatem - The Unstoppable Wasp! Bohaterką tej serii nie jest Wasp z lat '60 - Janet van Dyne, partnerka pierwszego Ant-Mana - ale Nadia, córka Ant-Mana z pierwszego małżeństwa. Cała zawiła genealogia rodziny Pymów/van Dyne to stały komiksowy gag (podobnie jak rodziny Summersów w X-Men), nie będę więc może się na tym skupiał - kluczowe informacje to jednak to, że Maria, pierwsza żona Hanka Pyma, pochodziła z komunistycznej Europy i została porwana przez służby polityczne bloku wschodniego. Był to element jego tragicznej backstory; lata '60, w których było to pisane, to w końcu w kulturze amerykańskiej okres zimnej wojny i szpiegowskich lęków. Ile razy w komiksach z Legionem trzeba było mierzyć się z wrogimi agentami i szpiegami z innych planet! Ale nie o Legionie dzisiaj rozmawiamy - doceńcie moja samokontrolę - wróćmy więc do Wasp.  

Okazuje się bowiem, że Maria była w ciąży i zdążyła po porwaniu urodzić córkę Hanka, Nadię. Dziewczynka trafiła więc do Red Room - tej samej złowrogiej instytucji, która wytrenowała na superagentkę Black Widow - i miała zostać rządową zabójczynią. Prawdziwy potencjał Nadii drzemie jednak w jej talentach naukowych; przekierowano ją więc do wydziału badawczego, gdzie dziewczynie udało się zreplikować badania jej ojca, wyprodukować pozwalające na zmianę rozmiarów Pym particles i w dzięki nim uciec z rosyjskiego Red Room

To wszystko jednak tło; własna seria Nadii zaczyna się, gdy przybyła ona już do Stanów i ubiega się o obywatelstwo. Po byciu traktowaną w Red Room z kliniczną oziębłością, po całym życiu spędzonym w salach treningowych i laboratoriach wszystko jest dla niej wspaniałe, nowe i olśniewające; lody, pączki, muzyka, ubrania - oraz, przede wszystkim, inni ludzie.

Ms. Marvel nie później kryje zazdrości, że entuzjazm Nadii przełożył się na pokaźną zniżkę

Całość zaczyna się więc jako klasyczna fish out of water story, gdzie Nadia musi nauczyć się rozglądać przechodząc przez ulicę, odbierać telefony czy ubierać się adekwatnie do sytuacji, zaś w nawigacji tych meandrów codzienności pomaga jej głównie niemłody już Jarvis, avengersowski odpowiednik batmanowskiego lokaja Alfreda. I nawet, jeśli pewne aspekty życia na wolności są dla niej niezrozumiałe, nadrabia entuzjazmem, ciepłem i optymizmem. W pięć minut zjednuje sobie urzędniczkę z biura imigracyjnego:

Nadia wydestylowana w jednym panelu
A że jest to w końcu a superhero book, nawet podczas walki z wielkim robotem znajduje chwilę, by geek out nad osiągnięciami naukowymi jego pilotki i konstruktorki - bo za sterami robota siedzi sama mad scientist Monica Rappaccini (ostatnio zresztą obecna w serialu M.O.D.O.K.).

Come on, Monica, teenage super heroes are great
A gdy po scenie akcji przychodzi czas na poznanie się z osobą, która w tymże boju jej pomogła (no bo przecież trzeba zaliczyć klasyczny super hero team up) i Nadia dowiaduje się, że Mockingbird to nikt inny, jak biolożka Barbara Morse...

"...I don't know that anybody has ever said that I inspire them."
...people don't remember that I'm a scientist. They just remember that I used to be married to Hawkeye and I hit things with sticks. Spotkanie z Bobbi inspiruje Nadię do zebrania własnego zespołu naukowo uzdolnionych dziewcząt, które zaczynają współpracę pod szyldem G.I.R.L.; ponieważ wszystko u Marvela musi być akronimem, ta konkretna nazwa oznacza Genius In Action Research Labs (trochę naciągane, ale który tych akronimów nie jest). Dziewczęta te nie są superbohaterkami - są po prostu uzdolnione w dziedzinach biologii, fizyki, chemii czy inżynierii, a że pochodzą z bardzo różnych środowisk, celem Nadii jest zapewnić im warunki do rozwoju, pracy... i być może skorzystać z ich ekspertyzy, gdyż Red Room z pewnością spróbuje odzyskać swoją uciekinierkę - zaś sama Nadia nie ma zamiaru zostawić bez pomocy innych przetrzymywanych w nim osób.   

Zaczyna się to wszystko bardzo energicznie i słodko, ale przesłodzenie nikomu nie grozi - tak jak w jednym z paneli powyżej było widać, optymizm i otwartość Nadii to jej świadoma decyzja po traumatycznych przejściach w Red Room. Seria bardzo dobrze radzi sobie z czymś, co w teorii pisania nazywa się czasem care factor - poznajemy Nadię właśnie jako ten komediowy little ray of sunshine, a z czasem poznajemy coraz więcej jej historii i charakteru. Gdyby komiks rozpoczynał się od mrocznych doświadczeń z Red Room i superagent training byłoby to dla mnie o trzy klasy mniej ciekawe; jeśli jednak wszystko to jest stopniowo odkrywane i służy kontrastowi lub dyskusji z obecną osobowością Nadii, robi się to bardziej intrygujące - bo dotyczy postaci, którą już zdążyłem polubić.

Seria zmienia później rysownika - styl również cartoony, ale inaczej

Dodatkową warstwą charakterologiczną jest to, że Nadia - podobnie jak Hank Pym, jej ojciec - cierpi na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Jest to oczywiście przedstawione z pewną dozą superbohaterskiej dramy, ale generalnie w naprawdę solidny sposób - i to nie tylko w samej historii, gdyż pod koniec jednego z zeszytów zajmujących się tym wątkiem mamy dwustronicowy wywiad z psycholożką zajmującą się bipolar disorder. Bardzo doceniam obecność tej problematyki i dyskusji nie tylko z perspektywy fanowskiej, ale i nauczycielskiej - pracuję z nastoletnią młodzieżą i nie zaskoczy chyba nikogo, że depresja, zaburzenia dwubiegunowe, nerwice lękowe czy spektrum autyzmu obecne są praktycznie w każdej klasie; czasem zdiagnozowane, czasem już leczone, zaś czasem ten proces jest dopiero w trakcie. Istnienie i normalizowanie takich wątków w komiksach - szczególnie w przemyślany i empatyczny sposób - to coś, czemu naprawdę mogę tylko przyklasnąć.

The Unstoppable Wasp punktuje też u mnie mocno za to, że optymizm, energiczność i entuzjazm Nadii się są leniwie i stereotypowo wytłumaczone jako efekt epizodów maniakalnych - to po prostu jej autentyczna osobowość. You have a mental health condition, but you are not your mental health condition, podsumowuje to w towarzyszącym komiksowi wywiadzie specjalistka, i są to słowa, które nieraz powtarzałem uczniom i uczennicom.   

Dryfuję w dosyć poważne rejestry, ale nie dajcie się temu odstraszyć - to The Unstoppable Wasp to nadal komiks energiczny i wesoły jak sama Nadia; nie bez powodu napisałem na początku, że jego lektura zawsze poprawia mi humor. Ma wszystkie odpowiednie komponenty dobrego superbohaterskiego koktajlu: są w nim dinozaury i wielkie roboty; jest odpowiednia doza codzienności poza kostiumem, jak organizacja przyjęcia urodzinowego; jest teen romance w tle; jest galeria marvelowskich postaci traktowanych jak jedna wielka rodzina i krąg przyjaciół. Bo oczywiście prawnikiem, który prostuje problemy imigracyjne Nadii jest sam Matt Murdock, innymi słowy Daredevil, zaś przybraną matką Janet van Dyne, oryginalna Wasp. A Janet zna wszystkich; it's her superpower.

Identyfikuję się tu z Janet jak rzadko

No i, oczywiście, Nadia i jej drużyna to nastolatki - może i wybitnie inteligentne, ale nie zawsze wybitnie mądre, co też dostarcza paliwa do komediowo-obyczajowych perypetii. Nawet w podbramkowych sytuacjach starają się jednak utrzymać ten obowiązkowy teenage cool:

Matt Murdock już wie, że znowu wpakował się w jakieś absurdy

Lubię też serie, które obracają się we własnym, małym zakątku większych uniwersów; dlatego zresztą nie widzicie tu wpisów na temat sztandarowych tytułów z Avengers czy Justice League. Może to dlatego, że zwykle tytuły z mniej pierwszoplanowymi postaciami pozwalają autorom na nieco więcej swobody, zbudowanie własnej obsady drugoplanowej i nieprzejmowanie się wielkimi blockbusterowymi wydarzeniami? Daredevil to chyba gwiazda największego profilu w The Unstoppable Wasp; w roli pozostałych guest stars zobaczycie Mockingbird czy Moon Girl, zaś role łotrów numeru obsadzają Poundcakes, Beetle czy Finesse. Zawsze cieszą mnie takie wybory; skoro już wydawnictwo posiada bogatą bibliotekę postaci, warto robić z nich użytek!

Od strony technicznej jest jak najbardziej kompetentnie; nieco kreskówkowy, ekspresyjny styl dobrze pasuje do ogólnego tonu historii. Z paneli, na które zwróciłem uwagę pod kątem warsztatowym, mogę zaproponować na przykład taki:

Podoba mi się kreatywność w przedstawieniu tej sekwencji; jest to niby jedno ujęcie pokoju z jednej perspektywy, ale granice kadrów są też czytelnymi oznakami upływu czasu; te same postacie pojawiają się w różnych miejscach prowadząc kolejne dialogi, zaś zmiany w kolorowaniu (zwróćcie uwagę na przykład na blat stołu) oddają zmiany barw i światła słonecznego w trakcie dnia. Cool.

Nie jest to długa seria - raptem cztery tomy - ale nie byłyby to komiksy, gdyby wszystko było proste! Piszę o jednej serii, lecz tak naprawdę w tych czterech tomach są dwie - pierwszy tom nosi tytuł Unstoppable!, i to on właśnie jest naszym dobrym punktem wejścia. Kolejne trzy to Agents of G.I.R.L., Fix Everything oraz G.I.R.L. vs A.I.M.; na wydaniu zbiorczym tych dwóch ostatnich znajduje się tytuł The Unstoppable Wasp: Unlimited, ale poza grzbietem okładki nigdzie go nie widzę - seria startowała po prostu ponownie pod numerem #1, ale kontynuowała wątki i styl z pierwszej. Zostaje więc tylko ostemplować The Unstoppable Wasp jako kolejny dobry punkt wejścia! 

A joyful, infectiously charming story z okładkowej rekomendacji to słowa, pod którymi sam się niniejszym podpisuję! W ramach ostatnich słów zostawię was może z fragmentem wywiadu, o którym wspominałem wcześniej. Myślę, że pod kątem edukacyjnym siłą The Unstoppable Wasp jest to, że nie jest to komiks obracający się stuprocentowo dookoła tematyki zdrowia psychicznego; mogłoby to zmienić go w dydaktyczną pogadankę. To, że zmaganie się z problemami to tylko jeden z aspektów życia uroczej i sympatycznej bohaterki to moim zdaniem ładne tematyczne echo tego, co możemy przeczytać poniżej: you have a mental health condition, but you are not your mental health condition.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz