Z przyjemnością donoszę: nie sparzyłem się jeszcze ani razu na komiksach z linii DC Black Label, imprintu szczycącego się "dojrzałymi" historiami niekoniecznie osadzonymi w mainstreamowej continuity. The Other History of the DC Universe - pół-prozatorski projekt Johna Ridleya, twórcy oscarowego 12 Years a Slave - to rzecz wybitna, absorbujący portret dekad portretowania mniejszości na łamach DC. Harleen Stjepana Šejića to historia bardziej konwencjonalna (retelling początków Harley Quinn), ale wyśmienicie zrealizowana dzięki ogromnej autorskiej kontroli: Šejić była zarówno scenarzystą, jak i rysownikiem. The Nice House on the Lake to świetny horror Jamesa Tyniona IV oraz Álvaro Martìneza Bueno, współpracowników dogranych już przy okazji doskonałej Justice League Dark... a to i tak tylko tytuły, którym poświeciłem całe teksty na blogu!
Dziś na warsztat weźmiemy kolejną historię z Black Label, nienajmłodszą już Catwoman: Lonely City (oryginalnie ukazującą się na przełomie 2021 oraz 2022). "Nienajmłodsza" to mój delightful little joke, ponieważ komiks opowiada o wybitnie dojrzałej już Selinie Kyle - nasza bohaterka opuszcza więzienie w wieku 55 lat.
![]() |
| Cliff Chiang 💖 Okładka doskonale zapowiada, czego się spodziewać - to komiks będący listem miłosnym do postaci oraz całej jej wieloaspektowej historii. |
Zakochałem się w pracach Cliffa Chianga niemal dwadzieścia lat temu, kiedy dostał angaż głównego rysownika w serii Green Arrow/Black Canary z 2007 (o której - również za jego sprawą - stale obiecuję, że w końcu napiszę). Chiangowi nie wystarczy etykietka "rysownika"; sam nakłada też tusz, w rezultacie osiągając uderzający styl wspaniale operujący mocnymi konturami:
![]() |
| Green Arrow/Black Canary #1, grudzień 2007 |
Nie była to pierwsza praca Chianga w komiksowym mainstreamie, ale cóż, I love Green Arrow, I love Black Canary, and I love them as a couple, zwyczajnie musiałem więc sięgnąć po tę serię! Z późniejszych prac Chianga warto wspomnieć o Wonder Woman z ery The New 52 (2011) oraz o nagrodzonych Eisnerem Paper Girls (te doczekały się już własnego wpisu!). W jakiej roli zobaczymy więc dziś tego artystę; scenarzysty, rysownika, inkera?
![]() |
| ! |
Tak jest, to kompletnie, stuprocentowo autorski projekt Chianga - nawet Šejić w Harleen nie poszedł tak daleko, by samemu przygotować również liternictwo! Ale dość już kontekstów; co widzimy w samej historii?
Otóż Selina - po długich dziesięciu latach - opuszcza mury więzienia. Mogłaby tam zabawić dłużej, ale burmistrz Harvey Dent (otwarcie były Two-Face, zbijający zresztą kapitał polityczny na swoim odkupieniu) jest jasnego zdania: skoro on sam dostał drugą szansę, czas najwyższy, by i Catwoman takiej się doczekała.
![]() |
| Selina nie siedziała zresztą za byle skok na jubilera: dziesięć lat wcześniej - podczas dramatycznych wydarzeń tzw. Fools' Night - zginął Batman, i winą została obarczona właśnie ona. |
Nie zdradzę szczególnie dużo pisząc, że to bynajmniej nie Selina była odpowiedzialna za śmierć kochanka - ale wątpliwa sława kobiety, która zabiła Batmana ciągnęła się za nią w więzieniu i ciągnie się nadal.
![]() |
| Nie tylko Bruce jest zresztą martwy; w grobach spoczywa już większość Bat-rodziny. |
Na panelu powyżej Selina dziarsko przesadza mur, ale lata lecą, więzienie zrobiło swoje, a stawy już nie te, co kiedyś - nawet ten pozornie prosty manewr (na który kiedyś nie zwróciłaby nawet uwagi!) okazuje się dużo ją kosztować fizycznie. Pięćdziesiąt pięć lat to jeszcze nie emerytura - nadal jest mistrzynią w swoim fachu - ale wszystko jest trudniejsze, bolesne, bardziej kosztowne.
Nie wspominając nawet o tym, jak kosztowna przez dziesięć lat zrobiła się kawa na mieście:
![]() |
| Od cen, przez modę, po realia codziennego życia - Gotham poszło naprzód, i wyobcowanie Seliny jest jednym z głównych wątków. Biorąc pod uwagę tytuł komiksu - nic dziwnego. |
Miasto stało się gorsze, chciałoby się instynktownie powiedzieć, ale czy na pewno? Cyfryzacja oraz brak prywatności wkroczyły z przytupem w codzienne życie - płaci się teraz raczej elektronicznymi G-money, a niedługo zamiast dokumentów obowiązkowe stanie się noszenie identyfikacyjnej opaski - ale czy to jakieś superłotrowskie machinacje, czy zwykły postęp technologii? Selinie trudno otrząsnąć się z wrażenia, że ma do czynienia z tym pierwszym, ale... no właśnie.
I chociaż ulice przemierzają nieprzyjaźnie wyglądający bat-cops w maskach honorujących najsłynniejszego obrońcę Gotham, może nie są to tylko faszystowcy siepacze Denta: przestępczość autentycznie spadła, a burmistrz cieszy się społecznym mandatem.
Jedną z ostatnich ocalałych z bat-rodziny jest Barbara Gordon, była Batgirl oraz Oracle, obecnie - kontrkandydatka burmistrza Denta w kolejnych wyborach. To jej ustami Chiang wygłasza jedną z tych stałych krytyk superbohateszczyzny:
![]() |
| "You're right, it's not perfect." |
Ta debata to zawsze grząski grunt, i uczciwie mówiąc znużyła mnie już lata temu: od czasu do czasu po twitterze bądź podobnych mediach zaczyna krążyć tzw. hot take, że Batman zrobiłby dużo więcej porzucając rolę zamaskowanego mściciela i oddając się zwyczajnie działalności społecznej oraz filantropii. Jak już kiedyś wspominałem, jest to tak naprawdę żart, który niektórzy wzięli niefortunnie za uczciwą analizę postaci; it can blow your mind as an "adult thing" when you're 13, ale ostatecznie nie ma podstaw ani w tekście (Bruce Wayne dosłownie od dekad pisany jest jako społecznie świadomy i aktywny filantrop), ani w szerszej dyskusji nad medium (Bruce siedzący w gabinecie i wypisujący czeki byłby średnio ekscytujący w kontekście awanturniczej historii przygodowej).
Cieszy mnie więc wywołanie tego problemu na łamach Catwoman: Lonely City, szczególnie z racji na nadanie mu subtelniejszych odcieni: działalność czysto finansowa robi dobre rzeczy, ale it's not perfect, jak mówi sama Barbara. Poza projektami miejskiej rekonstrukcji fundusze Wayne'a idą też na inwigilację obywateli oraz prywatną policję wjeżdżającą z pałami na imigrancki stragan:
![]() |
| ICE DATABASE LOOKUP. W kontekście ostatnich wydarzeń w Stanach związanych z zamaskowanymi funkcjonariuszami ICE scena ta - napisana pół dekady temu - jest dodatkowo sugestywna. |
W późniejszej sekwencji Chiang dostarcza własnej odpowiedzi na ten stary problem "Batmana nieracjonalnie dysponującego funduszami": gdy ma dojść do wyburzenia sąsiedzkiej ikony miasta, lokalna społeczność odpowiada następująco:
![]() |
| To tylko wątek poboczny, ale też ciekawy punkt wyjścia do dyskusji! |
Batman był istotny nie z racji na to, że co noc zatrzymał paru przestępców; był istotny z racji na bycie figurą aspiracyjną, wspólnym symbolem reprezentującym wspólną sprawę. And how do you put a price tag on a symbol? Ten właśnie element często jest pomijany, kiedy ktoś powtarza narzekania Alana Moore'a o superbohaterach jako figurach autorytarnych lub wręcz faszystowskich, might makes right and all; prawdziwa wartość superbohaterów leży właśnie w symbolice, w inspirowaniu, w budowaniu wspólnoty oraz wspólnego kodu kulturowego - i cieszy, że Chiang (jak wielu współczesnych scenarzystów i scenarzystek) otwarcie się do tego odnosi. Destylując tę myśl jeszcze bardziej: w prawdziwym życiu Batman nie może nikomu pomóc swoimi pieniędzmi, ponieważ nie istnieje; w tym samym prawdziwym życiu Batman może pomóc wielu osobom jako wspólna ikona oraz źródło inspiracji.
Oczywiście, grupa protestujących zakładających maski inspirowane super-postacią to dość ograny motyw, ale - jak wspomniałem - to tylko poboczny wątek, akceptuję więc pewną wizualną drogę na skróty... a do tego Chiang realizuje go sprawnie.
![]() |
| Skoro już mowa o symbolice! |
Ciekawe jest też przedstawienie masek jako kompletnie odmiennych w wymowie w powiązaniu z określoną relacją siły: raz jako zdejmującego odpowiedzialność oraz celowo dehumanizującego rynsztunku aparatu władzy; w kontraście - jako narzędzia anonimizującego bezpieczeństwa oraz społecznej wspólnoty. To truzim, że maska często poza ukrywaniem ma również budować tożsamość, przyciągać uwagę - ale jest to motyw stale powracający na łamach Lonely City, jak choćby w scenie, w której nad tą właśnie kwestią dyskutują Catwoman oraz Riddler; również starszy, również spokojniejszy i mądrzejszy:
![]() |
| "You don't dress up unless you want to be seen..." |
Jak mówiłem: to truizm, ale nawet o truizmach warto okazjonalnie przypomnieć! Jak wpływa na dojrzalszą obsadę komiksu zrzucenie starych masek? Na poziomie intrygi było to wymuszone przez nowe porządki w Gotham; na poziomie interpretacji jest to punkt wyjścia do uroczej pracy charakterologicznej. Kim są Catwoman czy Riddler bez kostiumów, bez wypracowanych latami autokreacji barwnych łotrowskich figur? Gdzie przebiega linia pomiędzy Seliną a Catwoman? Po raz kolejny: są to pytania klasyczne dla gatunku, ale narracji Chianga dodatkowej warstwy elegancji dodaje, że osobę oraz kreację dzieli nie tylko akt założenia lub zdjęcia maski, przeistoczenia się w alter ego w budce telefonicznej - dzielą je doświadczenie, lata, czas, życiowa perspektywa.
Czasami doceniamy, ile przybyło nam rozumu na przestrzeni lat; innym razem tęsknimy za tym, ile fantazji mieliśmy kiedyś:
![]() |
| Starsza Poison Ivy nadal czuje ducha minionych zmagań! |
I kto wie, być może założenie maski pomoże odrobinę się wyluzować również Selinie:
![]() |
| Po prostu nie mogę z tej radosnej, po latach pełniejszej w kształtach Poison Ivy! Cliff Chiang zrobił to po raz kolejny 💖 |
Inny ciekawy element w dyskusji nad maskami i kostiumami: na przestrzeni lat nosiliśmy ich przecież wiele, i Catwoman nie równa się Catwoman. Kiedy Selina zbiera ekipę na nowy skok, do drużyny dołącza niejaki Winston, młody zdolny, i z miejsca robi się odrobinę krępująco:
![]() |
| No tak, którą inną wersję mógłby mieć w pokoju dorastający chłopak! |
Fioletowy obcisły kostium autorstwa Jima Balenta był odrobinę niechlubną ikoną lat '90; są w superbohaterskim światku kostiumy dużo bardziej skąpe, ale ten miał wybitną tendencję do rozdzierania się co przygodę oraz do bycia rysowanym w sugestywnych pozach (Balent kontynuował zresztą później karierę już otwarcie w dziedzinie erotyki). Ale zauważmy, powrót do tej ery nie wiąże się z tłuczeniem biednego chłopaka po głowie; it's okay, Winston, mówi wyraźnie rozbawiona Selina. Wszyscy byliśmy tym, kim byliśmy.
![]() |
| Catwoman #1, sierpień 1993 |
![]() |
| "Red sky, and you're wearing that black costume? With the goggles? That was my favorite." |
Ponownie, Cliff Chiang porusza się po historii Catwoman z doskonałą precyzją: ulubiony stój Edie jest również moim ulubionym strojem, ponieważ - gdy zaprojektował go w 2002 Darwyn Cooke - był to krok milowy w mainstreamowym przedstawieniu superbohaterek po roznegliżowanych latach '90.
![]() |
| Pin-up autorstwa Kevina Nowlana z tej właśnie epoki. Czy to dokładnie o nim mówi Edie? Tego bez autorskiego komentarza nie stwierdzimy, ale odhacza wszystkie aspekty jej opisu! |
Nie przesadzam mówiąc o kamieniu milowym: strój ten - choć nadal seksowny - stanowił deklarację ideową: ograniczmy trochę niektóre absurdy. I tak właśnie Selina doczekała się solidnych butów z solidną podeszwą, kombinezonu, który podczas akcji miał suwak generalnie zapięty oraz ikonicznych gogli do nocnej roboty. Co ciekawe, za konceptem stroju (jak można wyczytać w redakcyjnej kolumnie z Catwoman #1 z 2002) stała żona scenarzysty Eda Brubakera, Mel; Darwyn Cooke zrobił zaś doskonałą robotę w implementacji jej pomysłów oraz przesunął Selinę z '90s pornstar proportions w stronę - jak sam otwarcie mówił - subtelnej elegantki wzorowanej na Audrey Hepburn.
Ulubione interpretacje Catwoman to nie tylko podróż w przeszłość oraz uścisk dłoni wymieniany pomiędzy weteranami oraz weterankami; to również ładne narzędzie do zarysowania charakterów postaci oraz wieloaspektowości samej głównej bohaterki. Wiem, że wpis ten zmienia się powoli w podróż po epokach postaci, ale podobne założenie przyświecało najwyraźniej również Cliffowi Chiangowi! Oto więc restrospekcyjna Selina w telewizyjnym stroju z lat '60, kiedy to grała ją Julie Newmar:
![]() |
| To ta era teatralności oraz zabawy! Bardzo dżentelmeński Batman ma tu niemal słyszalny głos Adama Westa. |
Nawet medalion jest ten sam:
![]() |
| Czy mam właśnie ochotę odpalić stary serial z Batmanem? Owszem, mam. |
We used to be young, zdaje się mówić Selina; it all used to be so fun. Kolejne maski, kolejne tożsamości, kolejne etapy naszego życia; wszystkie na swój sposób istotne.
Wróćmy na chwilę do przywołanej już wcześniej sekwencji, bo tożsamościowe aluzje są tu naprawdę wielowarstwowe! Zostawmy tym razem dialog i skupmy się na strojach:
![]() |
| Co sugeruje charakterologicznie fakt, że bluza Edie stanowi trawestację symbolu Wonder Woman? |
Czasami spotykam się z klasyczną wymęczoną szkolną odpowiedzią: a czy musi coś sugerować? Może po prostu autor uznał, że fajnie wygląda. Może! Pamiętajmy jednak, że rysowanie każdej strony, każdego panelu to godziny pracy; to nie wklepanie prompta do generatora - artyści oraz artystki projektują zwykle postacie w najmniejszych detalach (te szkice koncepcyjne to często później wspaniały dodatek do wydań zbiorczych). To jedno; drugie - od postaci do postaci, ze sceny na scenę, nawet codzienna moda wykorzystywana jest tu bardzo świadomie. Detal z Wonder Woman jest oczywisty; teraz spójrzmy na bluzę Seliny!
Zgadza się - to wyraźne odniesienie do kostiumu Black Canary z okresu wczesnych Birds of Prey:
![]() |
| Birds of Prey #7, lipiec 1999 |
Wiecie, że stronię jak mogę od akademickiego napuszenia, ale okazjonalnie wykorzystajmy je na naszą korzyść: Cliff Chiang demonstruje z maestrią, jak bogatym w historię, treści, konteksty oraz unikalne narzędzia gatunkiem jest komiks superbohaterski. Być może w roku 2026 demonstruję już fakty szerzej akceptowane, ale cóż, pamiętam z własnych akademickich przygód traktowanie komiksu jako sub-literary genre. Bez znajomości dziedziny oraz kontekstów Catwoman: Lonely City może zostać odczytana wyłącznie jako gatunkowa historia weteranów decydujących się na one last heist, Watchmen jako kryminał z bzdurnym twistem, zaś All-Star Superman jako seria dziwacznych, surrealistycznych opowiadań. Sam nie jestem od tego podejścia wolny; dekady temu, gdy zarekomendowano mi Watchmen jako kamień milowy gatunku, po zakończeniu lektury też myślałem i co, to tyle, o to tyle szumu? Kryminał z bzdurnym twistem.
Jeśli więc nie czujecie jakiegoś uznanego klasyka - spokojnie, dajcie sobie tych parę (-naście/-dziesiąt) lat. Mam świadomość, że mówiąc ufajcie rekomendacjom osób ze stażem stawiam się w bardzo wygodnej sytuacji, ale nie chodzi o encyklopedyczne popisy czy wyścigi w branżowej wiedzy - raczej o przypomnienie, jak wiele tekstów możemy odczytywać na wielu poziomach.
![]() |
| Dla przełamania ściany tekstu: Catwoman i Killer Croc budują formę przed skokiem; spójrzcie, jak pięknie Chiang wykorzystuje kolory do pokazania upływu czasu! |
"Ale dobry tekst powinien być czytelny i atrakcyjny dla wszystkich", słyszę czasem odpowiedź, i mogę tylko powiedzieć: świetnie, jeśli jest - ale nie musi. Im głębiej w las, tym bardziej doceniamy w końcu autorów oraz autorki zaprowadzających nas coraz dalej, budujących coraz wyżej; trudno to robić, gdy za każdym razem zaczynamy od podstaw, od pierwszej klasy. Mówiąc edukacyjnie, pozwólmy niektórym kursom być kursami dla zaawansowanych; pozwólmy im mieć listę wstępnych wymagań, by oszczędzić pracy zarówno wykładowcy, jak i studentom.
Ujmując sprawę jeszcze inaczej: jeśli coś jest uniwersalnie atrakcyjne - jest to świetny produkt. Doceńmy, że istnieją teksty aspirujące do bycia czymś więcej.
![]() |
| Kontekst: podobny manewr zastosowany przez tego samego twórcę we wcześniejszych Paper Girls! |
Co oczywiście również nie oznacza, że wśród standardowych miesięczników nie ma perełek przesuwających granice oraz leksykon gatunku (Hawkeye 💖). Widzicie, jak wieloaspektowa to dyskusja! Czuję się teraz nieco jak występujący na łamach Catwoman: Lonely City Riddler, analizujący wszystko po trzy razy i finalnie sam niepewny, do czego właściwie doszedł.
Jedną z kluczowych zagadek komiksu jest Bruce zostawiający po sobie coś o kryptonimie Orpheus:
![]() |
| "Then again, maybe it was just a cool code name: 'Project: Orpheus.'" |
Tak, Selina i Eddie (bo czy nadal Catwoman i Riddler?) nawiązują po latach bliższą relację, co z jednej strony jest bardzo sensowne (Riddler często portretowany jako drugi najbłyskotliwszy człowiek w Gotham... gdyby tylko nie był tak zafiksowany na przestępczości); z drugiej, jak słyszymy wprost, może nie ma sensu patrzenie w kółko w przeszłość, rozpatrywanie wszystkiego pod kątem dawnego sensowne/nie. Nowy dzień jest nowym dniem, nieważne w jakim wieku, po ilu latach odsiadki, z jakimi doświadczeniami.
...ale z drugiej strony...
Powiedziałem tu już chyba dość, by pokazać, jak wysoką estymą darzę Cliffa Chianga oraz Catwoman: Lonely City. To komiks symboliczny tam, gdzie potrzeba symboliki, ale wciąż niejednoznaczny w możliwych odczytaniach. Czym jest Orpheus? to wiodące pytanie komiksu, ale nie piszę przesadnie dużo o samej intrydze; it's a good heist story, sure, ale prawdziwa atrakcyjność drzemie w tematyce oraz metaforyce. Chiang pięknie buduje historycznie wieloaspektową tożsamość Catwoman, ale na najważniejsze pytania wciąż musimy odpowiedzieć sobie samodzielnie: czy byliśmy naszą przeszłością, czy nadal nią jesteśmy? Jeśli w przeszłości budowaliśmy konkretną tożsamość, jak dzisiaj budujemy konkretne wspomnienia o tych tożsamościach? Te odpowiedzi, nie mam wątpliwości, również będą dla nas zmienne i płynne na przestrzeni lat. Niby więc pięknie narysowana heist story, a jednak... deep stuff, too.
No kidding, jak powiedziałby Riddler.
![]() |
| Pod koniec mamy ładny, ograny morał o współpracy i lojalności - ale czy nie znajdziemy czegoś więcej, jeśli tylko trochę poskrobiemy? |
Catwoman: Lonely City oferuje też coś, co bardzo doceniłem po ostatniej lekturze All-Star Comics z lat '70: pokoleniową wizję superbohaterów, którzy autentycznie się starzeją. Wydaje mi się, że spośród wszystkich alternatywnych wersji (Kapitan Ameryka... ale nazista! Doktor Strange... ale małpa!) właśnie ta wydaje mi się najbardziej angażująca; bez zastosowania alternatywnych rzeczywistości, kwantowych klonów, supermutagenów. Wiele komiksowych postaci jest już na tyle wiekowych, że ich "autobiograficzna" perspektywa nabiera osobliwego autentyzmu; choć same postacie są fikcyjne, widzimy w nich w końcu prawdziwe dekady, prawdziwe zmiany kultury oraz interpretacji.
Cieszę się, że tym razem poznałem Selinę Kyle jako 55-latkę; cieszę się, że spotkanie to zaaranżował Cliff Chiang.
Czy po całej tej dyskusji na temat przystępności byłbym w stanie określić ten tom jako dobry punkt wejścia? Z jednej strony: pewnie; to zamknięta historia, a generalnie wszyscy wiemy, kim jest Catwoman czy Riddler. Z drugiej: ten autorski projekt Cliffa Chianga to bardzo widocznie dzieło pasji do postaci, i w pełni będzie rozkwitać dopiero przed osobami podobnie biegłymi w historii jej oraz medium ogółem. Powstrzymam się więc może przed przyznaniem Catwoman: Lonely City lauru dobrego punktu wejścia... ale świetnego komiksu?
Bez dwóch zdań!














-(Digital)-(Nahga-Empire)-002.jpg)






































