Długi weekend, majówka, wolne! Nie czas na klepanie w klawiaturę; zamiast tego nacieszmy się szybkim i dynamicznym Variety Show, albowiem - jak to zwykle - nazbierało się różnych głupotek. It's that time again!
Na początek: jeszcze trochę materiału z ostatniej lektury JLA, którym nie chciałem rozdymać i tak już całkiem długiego wpisu!
Jednym z gościnnych autorów o których - dla zwięzłości - nie wspominałem, był sam Denny O'Neil! Denny (podobnie jak Chris Claremont) to branżowa legenda; to on przywrócił Batmanowi nastrojowy mrok po Silver Age, to spod jego pióra wyszli kontestujący branżowe regulacje Hard-Traveling Heroes, jedna z najważniejszych serii komiksowych lat '70 (w zeszłym roku wyszedł ładny omnibus - stoi już na mojej półce!). Zeszyty pisane przez Denny'ego na łamach JLA nie są już oczywiście tak przełomowe, jak byłyby trzydzieści lat wcześniej, ale to i tak miły powrót tego twórcy!
Denny (poczynając od numeru #91, rok 2004) opowiada w nich zwięzłą historię kosmity, który przybywa na Ziemię i jest mocno zaskoczony tutejszą dominacją ludzkości; zgodnie z jego świętą księgą, tłumaczy, czołowym gatunkiem planety powinny być pewne inne małpy. Liga pomaga obcemu zlokalizować gatunek, o którym mówił, ale jest już zdecydowanie za późno: rabunkowa eksploatacja zasobów w Ameryce Południowej pozbawiła je miejsca do życia, a nasi bohaterowie przybywają na miejsce akurat, by zobaczyć śmierć prawdopodobnie ostatniego małpiszona. Późniejsza wędrówka po planecie tylko dobija kosmicznego gościa; ludzkość prezentuje się od jak najgorszej strony, wyniszczając siebie oraz planetę wojnami, nienawiścią oraz chciwością. Niemal wszechmocny obcy postanawia więc skrócić nasze męki i kieruje ku Ziemi rój meteorów... ale ostatecznie Liga jest od tego, by pokazać mu również lepszą stronę ludzkości. Brzmi jak alegoryczna historia z Hard-Traveling Heroes, prawda?
Powagę całości podkopuje jednak fakt, że święty tekst kosmity nazywa się... Book of Lol. Tak, w 2004 Denny nie był już młodzieniaszkiem śledzącym język internetu, ale parskałem śmiechem za każdym razem!
![]() |
| lol XD |
![]() |
| Lol (ang. "laughing out loud")! |
![]() |
| Jakim cudem panele te nie stały się dwadzieścia lat temu internetowym memem? |
Słowo "mem" nie było wtedy jeszcze w tak powszechnym użyciu - mówiło się wówczas raczej o "image macros" - ale skrót "LOL" zdecydowanie był!
Innym występującym z doskoku scenarzystą jest Chuck Austen, którego pamiętam przede wszystkim z dyskusyjnego (widzicie, jestem miły!) stażu w Uncanny X-Men (#410-433). Wiele było tam scen, które po dwudziestu latach nadal wywołują zalęknione drżenie fandomu, ale trudno rywalizować z Archangelem i Husk (absolwentką Generation X) uprawiającymi sky sex na oczach zespołu... oraz mamy.
![]() |
| Yeah, Ma Guthrie, you and all of us! |
Dość powiedzieć, że gdy wklepałem w wyszukiwarkę "Chuck Austen X-Men", żeby sprawdzić dokładne numery jego stażu, to drugim wynikiem było...
![]() |
| Ale czyż wspólne blizny nie budują społecznej jedności fandomu? |
Mogę więc pocieszyć anonimowego redditowego poszukiwacza wiedzy: tak, zeszyty JLA Austena są akurat całkiem niezłe! Duża w tym rola dobrego konceptu: Austen serwuje serię jednozeszytowych etiudek, z których każda skupia się na porażkach i lękach różnych osób z Ligi. Flash, na przykład, wyrzuca sobie oczywiście bycie zbyt wolnym; nie zdążył uratować z płonącego budynku dzieci, które już wcześniej zatruły się czadem. Nie jest w końcu wszechwiedzący i wszechmocny, lecz cała sytuacja i tak mocno go porusza; na tyle, by - dla zagłuszenia poczucia winy - wykonać rajd po mieście jak super-inspektor pożarowy.
![]() |
| Jak to często bywa - za sprawą braku dialogów mamy odpowiednik dynamicznego filmowego montażu! |
Wiadomo, wymiana baterii w czujce dymu spada czasami gdzieś na koniec listy domowych priorytetów. Flash is having none of it:
![]() |
| Yeah, it's a bit cheesy, single manly teardrop and all... but it's also honestly really sad. |
A więc tak, Chuck Austen potrafi napisać całkiem solidne historie.
Analizując różne komiksy lubię zwracać uwagę na ślady popkultury z epoki - tak było przy okazji New Mutants i lat '80, tak było z Generation X dekadę później... zobaczmy więc, co na tym froncie wyszperałem w JLA! Nie będzie to może cały wielki przewodnik po podobnych motywach, ale kilka z nich było wybitnie uroczych. Mamy na przykład Plastic Mana wypowiadającego się krytycznie o Beyoncé:
![]() |
| Mocne słowa! Czas pokazał, że Beyoncé radzi sobie jednak całkiem nieźle bez Destiny's Child, choć z początku lat '00 wcale nie było to takie oczywiste. |
A jak słuchało się muzyki w tej epoce? Green Lantern łączy tradycję - zamiłowanie do Abby - z nowoczesnością; he has it napsterized.
![]() |
| Napster - służę informacją młodzieży - to jedna z pierwszych komercyjnych usług wymiany plików przez internet; w wyniku licznych pozwów został zamknięty w 2002. Polecam świetną książkę Democracy of Sound! |
Technologia technologią, ale mamy też całe fabuły wyrwane prosto z nagłówków:
Piję tu oczywiście to amerykańskiej inwazji na Irak w 2003, rezultatu zamachów na World Trade Center z 2001. Potencjalna produkcja WMDs - weapons of mass destruction - była czołową polityczną podkładką tego konfliktu, choć wszelkie komisje i badania wywiadowcze już wtedy twierdziły, że Irak takową bronią nie dysponuje. Ale, cynicznie mówiąc, często nie o prawdę w polityce chodzi; gdy po długoletnim konflikcie żadnych składów broni masowego rażenia rzeczywiście nie odnaleziono, mało kto był uczciwie zaskoczony. Głos Wonder Woman jest tu więc może głosem wołającego na puszczy, ale jest to jednak dokument epoki; hey, you guys do realize that what we are doing is wrong, don't you?
Ale żeby nie było tak poważnie:jak przemieszcza się Liga? Cóż, kto potrafi latać - lata; kto nie umie...
![]() |
| Batman przyjmuje jakieś macho pozy i próbuje zachować resztki godności... ale siedzący w Plastic Manie Flash jest pogodzony z rzeczywistością. |
Może właśnie dlatego - by uniknąć takich wspomnień - Flash stara się maksymalnie zapełnić czas; oto na przykład czyta z super-prędkością jedną z klasycznych cegieł...
![]() |
| "The Stand" Stephena Kinga; nienajgorsza lektura! |
W scenie z początku serii widzimy zaś bliziutko dwa elementy z epoki:
![]() |
| Nie, nie chodzi o straszne dzieci o twarzach dorosłych! |
TubbyTele to oczywiście ślad po Teletubisiach, w oknie sklepu wyżej widać zaś, że w płytowej ofercie jest najwyraźniej Weezer. Muszę przyznać, że Weezer zawsze sprawia, że czuję się jak przybysz z alternatywnej rzeczywistości - zespół niby wybitnie popularny, zdobywający nagrody, a w ogóle go z tej epoki nie pamiętam i nawet dziś musiałem wejść na youtube, żeby pomyśleć "nie, żaden z z tych kawałków nie brzmi znajomo". Winię Flasha i jego machloje z czasoprzestrzenią; Weezer pewnie nie był popularny w mojej oryginalnej linii czasu, co poradzę.
Popularny za to (niestety) był Jerry Springer:![]() |
| "You're throwing self-doubt at us? Mageddon, dude, you're up against the Jerry Spinger generation." |
Jerry Springer - może nie prekursor, ale zdecydowanie gwiazda formatu maksymalnie żenującego talk-show, wręcz freakshow adjacent - był na przełomie millenniów tym, czym patostreamy dla współczesnych odbiorców internetu. Tabloidowy sznyt, przerzucanie się wiązankami, dosłowne bójki; Kyle ma tu więc sporo racji - chłopie, z czym do ludzi, chcesz w nas wywołać zwątpienie? Na tej planecie mamy Springera w telewizji, lol.
![]() |
| Przynajmniej niektóre rzeczy się nie zmieniają! Czy to lata '00, czy obecne - kryzys żyje. |
Dobra, dosyć już JLA; miało być przecież variety!
Kiedy w lutym pisałem o Dark Nights: Metal - bardzo dobrej edycji karcianki DC Deck Building - przypomniałem sobie, że wiodący antagonista tej fabuły komiksowej trafił w końcu do Fortnite dimension. Nie, to nie żart; wydawnictwo DC opublikowało w 2021 crossover z Fortnite, i straszliwy Batman Who Laughs został wywalony do świata multiplayerowej strzelanki (z założeniem, że może tam sobie mordować do woli, skoro po meczu i tak wszyscy się respawnują; win-win). I wyobraźcie sobie, że mam na półce pierwszą część tego crossovera! Dostałem ten tom jako tzw. lagniappe.
"Bonus" czy "gratis"? Stare, ograne, męczące jak z reklam; ja - intelektualista, znawca kultur - bombarduję znajomych lagniappe: słówkiem z folkloru Nowego Orleanu; słówkiem, po które samo jedno warto już tam pojechać, jak pisał sam Mark Twain. Teraz i wy możecie!
So anyways:
![]() |
| Twarda oprawa z grafiką samego Dana Mory! Sztywna foliowa obwoluta z kolorowym nadrukiem! Mówcie co chcecie, wydane jest to fest. |
Fabuła to lekka bzdurka: garść postaci z Gotham trafia do wymiaru fortnajta, gdzie muszą uczestniczyć w multiplayerowych bojach. Są jednak dwa haczyki: po pierwsze, z jakiegoś powodu nie mogą w tym wymiarze mówić; po drugie, pamięć resetuje się im po każdym meczu, Batman odstawia więc jakiś Memento-style stuff żeby uratować wszystkich i wrócić do domu. It's completely serviceable, są też zabawne momenty, jak Harley Quinn ciesząca się słynnym tańcem z fortnajta:
![]() |
| "She's embraced the dancing. That's a worrisome sign." |
Czemu takie dzieło trafiło do mnie jako lagniappe? Ano dlatego, że ostatnia strona tomu zawierała cenne kody na itemy!
![]() |
| Ktoś więc cieszy się itemami w Fortnajcie, ja zaś cieszę się TEKSTEM KULTURY DOKUMENTUJĄCYM EPOKĘ. Po raz kolejny: win-win! |
Jako miłośnik archiwizacji oraz backupów postanowiłem ostatnio opatrzyć kilka dysków przenośnych naklejkami, by łatwiej je rozróżniać. Ledwie tylko pomysł zrodził się w mojej głowie - w sukurs przyszła mi firma Tymbark! Oto zestaw musów owocowych z Dżastis Ligą, cztery naklejki gratis:
![]() |
| Tymbark Superman - jeden z rzadszych Supermanów! |
Targetowany marketing działa, gdyż nie dość, że ja jako komiksiarz wróciłem do domu z musami, to do tego żona z miejsca wybrała do spożycia mus z Wonder Woman. Wszyscy jesteśmy rozgrywani jak dzieci przez wielkie korporacje (np. Tymbark).
A z zupełnie innej beczki: doszły do mnie niusy, że zespół Kat wraca jako...
![]() |
| pffffffhahaha |
Wielka chwila dla miłośników i miłośniczek marvelowskiego mutanta z Atlantydy! Tak jest, mroczna kapela wykonała ten sam ruch, co Bill Everett w 1939: szatańsko zapisali po prostu imię "Roman" wspak (w przypadku Namora miało to budzić skojarzenia ze "szlachetnym Rzymianinem"). Wyobrażam więc sobie teraz stale, że podwodnym kuzynem właściwego Namora jest nasz lokalny, bałtycki Namor Kostrzewski:
![]() |
| To może być on, prosto z gry Marvel Snap! |
Jako mistrz stylistycznych tranzycji przechodzę w ten sposób do karcianki Marvel Snap, w którą gram z przyjemnością niemalże od samych jej początków! Aktualnie jestem głową trzydziestoosobowej gildii i mój entuzjazm promieniuje widać dookoła, bo snapować zaczęli nie tylko karciani koledzy, ale i żona ("hej, polecisz jakąś fajną grę na komórkę?" "boy oh boy will I ever!"). Ale nie jest tu moim zamiarem reklamować wam Snapa, a rzucić wyzwanie językowe!
Otóż jeden z update'ów pokazał nam się po chińsku, trzeba więc było uciec się do automatycznego tłumaczenia. Czy poznacie, o jakich postaciach Marvela mowa?
![]() |
| Zdumiewający jest postęp cywilizacji! |
OK, lecim z odpowiedziami: X-23 to po prostu X-23, trudno tu coś zepsuć; Żelazny Dzieciak to Iron Lad, jeden z Young Avengers; Bigfoot to... Sasquatch z Alpha Flight (każdy poważny miłośnik folkloru Ameryk powie wam, że Bigfoot i Sasquatch to dwa różne gatunki!); Beta Ray Bill doczekał się tylko literówki, za to Pan jest właściwie nie do rozszyfrowania (Grandmaster). Festos to Phastos z Eternals; Demoniczna wróżka to... słodka jak wiadro kakao Pixie z Academy X; Nadolbrzymy (czemu w mnogiej?) to Supergiant.
Jean Szary oraz Katie Duma is like, X-Men 101, wierzę więc w waszą wiedzę, ale Osłona Przeciwśniegowa?
...to Snowguard z nastoletniej drużyny Champions, bohaterka z dalekiej kanadyjskiej północy:
![]() |
| ...i teraz już na zawsze "Osłona Przeciwśniegowa", przynajmniej w mojej głowie. Oh well! |
Innym uroczym detalem związanym ze Snapem był ekran ładowania, który przez jakiś czas promował nowy film z Kapitanem Ameryką, Brave New World. Los sprawił, że Sam Wilson uśmiechnięty na tle tarczy wygląda, jakby miał szpiczaste elfie uszy:
![]() |
| You cannot un-see it now! |
A co do gier na komórce: Connections - tworzona codziennie przez The New York Times - to świetna zabawa językowa, którą stale polecam młodzieży. Założenie przypomina nieco planszówkę Codenames; dostajemy szesnaście słówek i trzeba uporządkować je w logicznych kategoriach, co zwykle wymaga znajomości synonimów, kolokacji, a często i specyficznego poczucia humoru.
Niedawno chłopaczki z ostatniej ławki odbębnili już szkolne zadania, wzięli się więc z rana za Connections... i utknęli z ostatnią próbą, więc zawołali mnie na pomoc. Tego dnia jedna z kategorii była w sam raz dla nauczyciela-komiksiarza:
![]() |
| "Macie tu czterech łotrów Batmana!" "ŁOOOOO FAKTYCZNIE!" |
...a może po prostu zawołali mnie wiedząc, że będę wiedział i poczuję się fajnie błyszcząc! These are clever kids, after all.
I wy zróbcie dziś dla kogoś coś miłego, a ja odrywam się już od pisania; przyjemnej majówki!


























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz